czwartek, 30 sierpnia 2018

Pierdolcie się fryzjerzy - czyli dlaczego nigdy więcej nie oddam się w ręce "profesjonalisty"?

22:19 18 Komentarze
Farbuje się odkąd skończyłam 15/16 lat. Wiem, że młodo zaczęłam, ale matula mi pozwalała, więc wiadomo, że to wykorzystywałam. Moje włosy od tego czasu miały już wszystkie możliwe odcienie, od czerni, przez brązy, blondy aż do różu, czerwieni i rudości. Dziwie się, że jeszcze nie jestem łysa, ale moje włosy chyba są nie do zniszczenia. I naprawdę są zdrowe i lśniące, pomimo tego co im fundowałam przez tyle lat, a niestety nie mam czasu na jakąś szczególną pielęgnację. Czasem aż mi smutno, że tak mało o nie dbam.
(Gdybyście pytali - to oczywiście też miał być zamierzony efekt) 





I powiem tak, nigdy, przenigdy nie wyszłam jeszcze od fryzjera zadowolona. Ani razu. Zazwyczaj kiedy farbowałam się sama, osiągałam mniej więcej takie rezultaty, jakich oczekiwałam, ale nigdy u fryzjera.
Najbardziej byłam zadowolona z efektów, kiedy miałam mega jasny blond na głowie, ale podkusiło mnie zrobić sobie sombre. No i nosiłam takie włosy jakoś ponad rok. Jak to w przypadku kobiet bywa, znudziły mi się i chciałam znowu powrócić do blondu. Rzecz polegała tylko na tym, aby rozjaśnić mi ciemną górę i zrównać z blondem u dołu.
Tak mniej więcej wyglądały moje włosy przed środową koloryzacją. Wydawało się, że nie trzeba tu wielkiej filozofii, ale co ja tam wiem, nie chciałam bawić się sama w rozjaśnianie i postanowiłam skorzystać z usług kogoś, kto się na tym zna. Umówiłam się u tego kogoś z polecenia, bo podobno czeka się miesiącami na koloryzacje do tego kogoś. Byłam podjarana, przeżywałam to i chwaliłam się na każdym możliwym kroku. Byłam też pełna obaw, że znowu mi coś spierdolą. Nawet w ostatniej chwili chciałam zrezygnować. NO I CO? NO I ZJEBALI. Kolejny raz zrażam się do korzystania z usług fryzjera i poważnie, to moja ostatnia koloryzacja u "profesjonalisty".
Niestety blond mam tylko końcówki (one mi się podobają, są chłodne i popielate), ale miałam je jasne również przed koloryzacją...mam wręcz wrażenie, że są nieco ciemniejsze niż te z którymi przyszłam. A poza tym jestem RUDA. Kurwa mać ruda...Taka chujnia to mi mogła wyjść podczas koloryzacji w domu, ale po wizycie u fryzjera oczekiwałam po prostu blondu. Jasnego, chłodnego blondu. I wiecie ile za to zapłaciłam? 260zł. No cóż, za głupotę trzeba płacić.
Pewnie myślicie sobie, że teraz lamentuje, a jak był na to czas, to mordy nie otworzyłam. Że nie zwróciłam uwagi na to będąc jeszcze u fryzjera, że zapłaciłam, że nie złożyłam skarg i zażaleń. Oczywiście czary mary, fryzjer mówi, że to tak ma być, że przy następnej wizycie już osiągniemy ten chłodny blond, że tu na razie odrosty zostawił, że ciężko było zejść z tego brązu itepe itede. W sumie dałam się przekonać, bo wtedy, gdy tak na nie patrzyłam nawet zaczęły mi się podobać. A wiecie jak to jest, trochę głupio jest powiedzieć, że coś nam nie pasuje, trochę wstyd się wykłócać czy olaboga nie zapłacić. Teraz twierdzę, że to błąd, że powinno się mówić, póki jest na to czas i kłócić się, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Wróciłam do domu, przespałam się z tym, obejrzałam te włosy w każdym możliwym świetle i stwierdziłam, że wygląda to źle, że ten rudy za bardzo rzuca się w oczy i od razu zamówiłam farbę (L'Oreal Majirej). Mam nadzieję, że pokryje mi to coś, co w tej chwili mam.
Najlepsze jest to, że nawet umówiłam się na następną wizytę, dopiero w październiku, bo włosy muszą odpocząć...bo dałam się omamić i nie odezwałam się ani słowem. Eh, sama chyba próbowałam oszukać siebie, że to co mam naprawdę mi się podoba, serio próbowałam się tym cieszyć, ale nie umiem się dłużej okłamywać - wygląda to źle. Jakby zrobił mi to ktoś, kto się dopiero uczy, a nie ma już doświadczenie i pracuje w salonie. Jestem rozczarowana, zła i chce mi się wyć, że wyrzuciłam siano w błoto, że muszę wywalać kolejne hajsy na naprawianie tego sama w domu, bo już nie pójdę nigdzie do żadnego fryzjera! Co najwyżej może dam podciąć sobie kiedyś końcówki.
Ludzie mi prawili komplementy, że ładnie mi w tym kolorze. Podejrzewam, że mówili to z grzeczności, a nie dlatego, że rzeczywiście tak mi ładnie. Prawda jest z goła inna i tutaj liczę na Wasze szczere opinie! Nie oszczędzajcie mnie xD 
To jest blond, który osiągnęłam dzięki własnym kombinacjom. I będę dążyć do osiągnięcia właśnie takiego odcienia. I takiej długości również, bo brakuje mi moich włosów do pasa ;)

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

DDOB - co to jest i z czym to się je? | Szybki makijaż smoczycy

21:50 15 Komentarze
DDOB to skrót od Daily Dose of Beauty. Platforma, która łączy i zrzesza blogerów. Brakowało mi czegoś takiego, bo lubię, kiedy moje ulubione blogi, te które czytam najczęściej oraz te, które chciałabym poznać były w jednym miejscu. Dawno dawno temu była taka strona, ale niewspierana przepadła i umarła, od tego poza zblogowanymi nie odkryłam nic, co byłoby zbliżone. A od jakiegoś czasu korzystam z obu stron.

Plusem apki jest to, że prób zbioru profili blogerów, są też oczywiście najświeższe wpisy, oraz artykuły. Jedne ciekawsze, drugie mniej, jedne wnoszące coś w życie, drugie totalnie nic, ale to chyba dość powszechna cecha internetów. Są też quizy, w których rzadko i spontanicznie biorę udział. Oraz wiele innych zakładek, w których każdy znajdzie coś dla siebie.

Ogromnym plusem tegoż portalu jest fakt, że można brać udział w różnych kampaniach. Można zostać w ten sposób rasowym infuencerem i zarabiać hajsy. Kiedyś tam. Ponieważ prowadzenie bloga to częściowo pasja, częściowo na pewno chęć zarabiania. Taka prawda, światem rządzi pieniądz i nie mówmy, że nie. A przecież miło jest łączyć pasje z pracą, bądź robić coś, co się kocha, bo podobno wtedy nie przepracujemy ani dnia więcej.
Albo tworzyć coś z różnymi firmami. Ja jeszcze nie zdążyłam załapać się na takie cudo, bo jestem świeżakiem i dopiero robię małe kroczki na portalu. Jednak jeśli już się na coś załapie, to dam znać czy warto!
Profil wygląda tak. Standardowo wszędzie jestem wdową, więc i tutaj nikt nie podpierdolił mi nicku - na szczęście. Można prowadzić statystyki, inni ludzie mogą nas obserwować, lajkować, komentować i robić praktycznie wszystko to co robimy na blogu. Można się wpisami bezpośrednio dzielić na innych portalach społecznościowych.
Dodawanie tam wpisów i odnośników jest proste i bezbolesne. Odnośniki działają sprawnie i przekierowują nas na blogi innych. Tak jak wspomniałam, dla mnie to duży plus w odkrywaniu nowego narybku i czytania nowych rzeczy. Fajnie by było, gdyby coraz więcej blogerek/blogerów (nie będę nikogo dyskryminować) się o tym dowiedziało i zakładało tam konta.

Pewnie istotną, a może jedną z najważniejszych argumentów będzie fakt, iż na portalu można zbierać monety, które później zmienia się na nagrody.
Za każdą jakąś aktywność po pewnej liczbie tejże aktywności dostaje się monety. Nagrody nie są byle jakie, bo można wygrać nawet Ajfona Iks czy też bony do Sephory, HM czy Empika. Ten ostatni osobiście kusi mnie najbardziej. Na pewno plusem jest to, że takie nagrody zawsze mobilizują, zachęcają do zwiększonego zaangażowania w pisaniu, publikowaniu i ogólnego życia na portalu. Minusem pewnie jest to, że niektórym chęć zdobycia monet założy klapki na oczy i przez to jest ryzyko powstawania jakiegoś ścierwa. Mam nadzieję jednak, że administratorzy nie będą popierać takich działań.
Ja o tej stronie dowiedziałam się z innego bloga i cieszę się, że założyłam tam konto. Was również do tego szczerze zachęcam. Wystarczy kliknąć w tutaj.


A tymczasem wykorzystam okazję wrzucenia szybkiego makijażu i ostatniego zdjęcia w tej wersji kolorystycznej na moich włosach. Kto się domyśli na jaki kolor będę się farbować? Dajcie znać w komentarzach :)


Dobrej nocy, buziaki!

niedziela, 19 sierpnia 2018

Makijaż na dziś - Naked

12:28 28 Komentarze


Brwi: pomada Wibo Dark Brown, Makeup Revolution Aqua Brow Pomade, kredka Essence Eyebrow Designer, korektor Catrice Liquid Camuflage, korektor do brwi Eveline 5 w 1
Oczy: paleta Too Faced Semi Sweet Chocolate Bar, paleta Makeup Geek Vegas Lights, cieńMakeup Geek Phantom, NYX Glitter Primer, NYX Glitter Briliants, kredka Miss Sporty 100% Rock, eyeliner Maybelline Eyestudio Lasting Drama, pigment Makeup Geek Light Year, tusz Maybelline Lash Sensational, rzęsy z Aliexpress
Twarz: podkład Maybelline Super Stay 24H Full Coverage #05, puder ryżowy Ecocera, bronzer Kobo Matt Bronzing&Contouring Powder, rozświetlacz Benefit Whatt's Up!
Usta: Mary Kay At Play Taupe That

niedziela, 5 sierpnia 2018

Nowa dziara | Treningi na Rubensowskie kształty | Books

10:15 20 Komentarze
No dobra, dzisiaj mam ochotę po prostu pogadać. A w zasadzie popisać, bo to zdecydowanie będzie dla mnie dzisiaj lepsza odskoczna Jestem trochę staroświecka i bardzo lubię czasem pisać wszelkie liściki, wiadomości, najchętniej te miłosne ;) Także tego pisania zawsze gdzieś mi tam brakuje i muszę tym razem uzupełnić swój deficyt.
Zdaje sobie sprawę, że trochę zaniedbuje bloga i już nie udzielam się tak jak kiedyś i nieregularność do niczego mnie nie doprowadzi, ale albo rzeczywiście brak mi czasu, albo nie jestem zbyt zorganizowana. Tym bardziej z tego powodu nachodzi mi ochota napisać tutaj tak coś od serca. I wiem też, że prowadzenie bloga to powinna być przyjemność, a nie obowiązek, na dodatek przykry. Z drugiej strony, gdyby miało to mi przynosić finansowe korzyści, to pewnie i organizacja byłaby moją lepszą stroną xD Teraz robię to z czystej przyjemności.

Standardowo jako prezent od siebie dla siebie zafundowałam sobie nowy tatuaż. Długo obmyślałam co by tu jeszcze za zwierzątko wcisnąć na moją już prawie w pełni wypełnioną rękę i stwierdziłam, że żadne zwierze mi się tam nie zmieści. To znaczy zmieści, np. delfin. Z tym, że głupio by to wyglądało na tle rysia, wilka, jelenia i sowy. Myślałam, może dzik? No ale dzik? Jakoś tak dziwne. Jeż też odpada, chociaż gabarytami by pasował. Długo chciałam mieć ćmę, ale ostatecznie nie uważam, by ona też dobrze tam wyglądała i tak trochę na siłę. Postawiłam więc na chabazie. Takie tam piwonie, niby nic, a bardzo mi się podobają. Chętniej teraz podnoszę ręce od góry, częściej też muszę golić pachy xD


Resztę wypełnię również jakimiś listkami, kwiatkami i rękaw będę miała gotowy. Termin już ustalony, 10.10  - jestem gotowa na ten dzień!

Od równych dwóch miesięcy zaczęłam wykonywać regularne treningi. To cardio, to siłowe, to cardio na przemian z siłowymi i wyjątkowo wkręciłam się w to tak, że mimo niechcenia mi się nie opuszczam żadnego treningu. A robię 6 razy w tygodniu po pół godziny. Na siłowni godzina. Czekam, aż zrobi mi się boskie ciało, bo na razie to takie bardziej Rubensowskie te kształty. Idzie mi to jakoś powoli i opornie. To już nie te lata, kiedy w pół roku zrzucałam 15 kg bez większego wysiłku. Teraz muszę dać z siebie więcej. Dzisiaj jestem po kontrolnych zdjęciach i pomiarach. Jestem zawiedziona tym, że moje uda praktycznie nie drgnęły. Brzuch miazga, schodzi w zawrotnym tempie, ale te jebane parówy to jakiś dramat :/ Że też muszę być gruszką. Ale okej, muszę się liczyć z tym, że na efekty trzeba czekać cierpliwie, że nie zrobię sobie ciała sportsmenki w miesiąc. Chęci są, strój na siłownie jest, ilość zdjęć na istastory z treningów poprawna, nawet mam skakanke i gumy do ćwiczeń! Tak się zaangażowałam, a co. Teraz tylko trzeba się uzbroić w cierpliwość i wytrwałość. No i picie dużej ilości wody! Sikam po tym jak opętana, ale mam nieziemski cellulit i czas się go pozbyć. A bez wody ani rusz.
To był mój jedyny trening w lesie. Pierwszy i ostatni. Jestem zbyt atrakcyjna dla tych suk komarzyc, zdecydowanie wytwarzam zbyt dużo dwutlenku węgla i jebane mają mnie za smakowity kąsek. NOPE NOPE NOPE. Nie dam się.

Przeczytałam w tym roku już jakieś 17 książek, myślę, że to całkiem dobry wynik jak na fakt, że jestem poza domem 12 godzin i brak mi odpowiedniej organizacji. Przerzuciłam się trochę na papier i uważam, że najlepsza półka na książki to podłoga. Moja kolekcja powiększa się w zatrważającym tempie i obawiam się, że mi tej podłogi zabraknie. Chyba największe wrażenie wywarła na mnie książka o tytule Kredziarz. Był to debiut aktorki i spodziewałam się klapy, ale pieprzona ma talent, a książka była bardzo zaskakująca. Poza tym fabuła niepowtarzalna. Naprawdę polecam po nią sięgnąć.
W tej chwili czytam Nie ufaj nikomu, na razie ciekawa. Choć naszła mnie taka myśl, że w większości nowych książek o charakterze psychologicznym kręci się wokół jednego schematu - kobiety, która w jakiś sposób jest uzależniona od mężczyzny + przemoc psychiczna lub fizyczna, drobne intrygi i mamy gotowy przepis na bestseller. Chciałabym zostać czymś zaskoczona, niż powielanym wątkiem "udanego małżeństwa" za którym kryją się jakieś brudy i o tym caaaałe opowiadanie.

To chyba tyle na dziś. Jest 22, kiedy to piszę. Oczy mi się zamykają i chyba pora spać. Chętnie jednak coś jeszcze napiszę za jakiś czas.
Dajcie znać, czy macie jakieś ulubione ćwiczenia, które dają super efekty? Chodzi mi szczególnie o nogi, bo chce mi się płakać!
I chętnie dowiem się jakie książki czytacie w tej chwili, albo co macie na liście!

A tymczasem buziaki!

czwartek, 2 sierpnia 2018

Klasyczny makijaż na upały

17:04 18 Komentarze

No dobra, prawda jest taka, że mimo tego, iż wysokie temperatury nigdy mi nie przeszkadzały, tak obecne upały doskwierają nawet mnie. Pocę się jak świnia. Podczas treningu to już w ogóle kałuża potu, leje się ze mnie z każdego centymetra ciała. Dramat. A nie cierpię, kiedy mam mokro pod pachami!

Przy takich tropikach im mniej kosmetyków kolorowych, tym lepiej! Dajmy skórze oddychać i niech nie poci się ona pod ciężkimi podkładami. Mimo tego, że mam mega, mega tłustą cerę, nawet ja przerzuciłam się na lekkie BB. I czuje się lżej, czuje się lepiej i mam te świadomość, że nie schodzi mi tapeta wraz z kropelkami potu. Mimo to wyskakują mi krostki, które są spowodowane albo upałami, albo hormonami. Podejrzewam, że jedno i drugie. Obecnie stosuje BB od SKIN79 z filtrem 25 SPF. I ten SPF działa! Poza tym często jeszcze przed nałożeniem czegokolwiek na gębę dodatkowo nakładam krem z filtrem aż 50 SPF! I w dupie mam, że moja twarz jest blada w stosunku do reszty, która ma złotawy odcień opalenizny. Wolę, żeby taka różnica była dostrzegalna, niż żebym za 5 lat wyglądała jak stara raszpla, bo mi się zmarchy porobią i wylezą przebarwienia. Nie, dziękuję. W zasadzie i tak nie jestem fanką opalania, jestem zbyt jasna na to, więc tak czy siak u mnie musowo wysoki filtr, żeby się nie spalić. Oraz pieprzyki, mnóstwo pieprzyków, które jak wiadomo podczas ekspozycji na słońcu mogą spowodować wstrętne raczysko zwane czerniakiem. Nie polecam. Nie chce mieć, więc wolę być córką młynarza.

Wracając do makijażu, całe te BB utrwalam pudrem ryżowym, dodaje trochę bronzera i rozświetlacz, bo teraz wygląda w słońcu bombowo i widać go z kosmosu! Poza tym brwi, wiadomka, bez nich wyglądam jak dziecko. I ewentualnie trochę tuszu do rzęs, ale czasem nawet z tego rezygnuje.
Dopiero w przypadku, gdy się gdzieś wybieram i jest jakaś okazja na ładny makijaż, doczepiam połówki rzęs, ale to też tak ostrożnie z tymi rzęsami, bo nawet Duo nie wytrzymuje tych upałów i jest ryzyko, że się odkleją. No i usta, zazwyczaj klasyczna czerwień, ale w lato można poszaleć z innymi kolorami, więc jak tam sobie życzycie! Wary tak się nie pocą, to można xD

A teraz moja twarz saute! I w makijażu, który opisałam powyżej. Zdjęcia są nieznacznie edytowane. Polecam powiększyć.

BB daje radę i mimo to daje niezłe krycie jak na swoją lekką konsystencje i wraz z pudrem ryżowym jest bardzo ładnie.

Brwi: pomada Wibo Dark Brown, korektor Catrice Liquid Camuflage, korektor do brwi Eveline 5 w 1
Oczy: tylko tusz Maybelline Total Temptation i ucięte rzęsy z Aliexpress
Twarz: SKIN79 Super+ BB, puder ryżowy Ecocera, bronzer TheBalm Balm Desert, rozświetlacz Makeup Revolution Vivid Baked Highlighter Golden Lights
Usta: Mary Kay At Play Matte Liquid Lip Color Red Siren

Nadmienię jeszcze kilka słów na temat tej pomadki z Mary Kay. Są to nowości, a ta, którą widzicie jest moją drugą ulubioną tuż po kolorze That Taupe - miazga! 
Mam ją na tym zdjęciu. Przyznajcie, że kolor jest idealnym brudnym różem, połączonym z nudziakiem. Są też zajebiście kremowe, przez co aplikacja jest niebywale prosta i umożliwia ewentualne poprawki, a do tego nie wysusza ust i nie robi skorupy po jakimś czasie jak to potrafią robić niektóre inne matowe formuły. Wprawdzie nie zastyga tak brudząc np. szklankę podczas picia, ale za to schodzi równomiernie i estetycznie. 

Wrzucę tu jeszcze kilka zdjęć z mojego nowego super aparatu i nowego super statywu. Z resztą przecież jestem pieprzonym narcyzem, więc patrzcie i podziwiajcie! xD Zdjęcia poniżej po pełnej edycji w Photoshopie. Na tyle, na ile potrafię robić obróbkę. 


Ale mam śliczny profil, jezusie xD Wiem, że bez makijażu szału nie ma, ale w mejakpie jest sztosik, nie powiecie, że nie xD 
Także tego, żarciki żarcikami, ale morał z tego taki, żeby dbać o skórę w upały zarówno od zewnątrz jak i od wewnątrz. Dużo wody, bardzo dużo wody to podstawa, sama uczę się jej pić, bo do tej pory miałam z tym problem. Filtry i jeszcze raz filtry! 

A tymczasem ślę całusy i życzę miłego dnia! 

Follow Us @wdowapostalinie