niedziela, 4 grudnia 2016

Świąteczne rozdanie! Do zgarnięcia coś od Miss Sporty, NYX, MakeupGeek, Mary Kay, Artdeco.

Mam nadzieję, że w tym roku Mikołaj się postara (czyt. ja), bo nikt nie zrobi mi lepszego prezentu, niż ja sama sobie. A może po prostu nie wierzę już w Mikołaja i nie ma mi kto robić prezentów. Nie ważne. Ważniejsze jest to, że ja postanowiłam zrobić prezent Wam i pokładam nadzieję, że nie byle jaki. A więc, do zgarnięcia jest wszystko to, co przedstawiam na fotach. 
Do zdobycia jest 5 pomadek Miss Sporty z nowej kolekcji, masełko do ust NYX, azjatycki krem BB, cień MakeUpGeek, paletka Mary Kay, paletka My Secret, paletka Artdeco do wypełnienia, 4 lakiery Miss Sporty. Podoba Wam się nagroda? Wszystko zapakowane będzie w kuferek, o taki: 
Co trzeba zrobić, aby wziąć udział? Już mówię i nie będę zbyt wymagająca ;) 
Całe przedsięwzięcie trwa miesiąc, aby każdy mógł na spokojnie wziąć udział, tj. 04.12.2016 do 04.01.2017
Warunkiem obowiązkowym jest:
Bycie obserwatorem na blogu Wdowa Po Stalinie
Polubienie mnie na fejsie Natalia Wabich Makeup
Obserwowanie mnie na Instagramie
Trzeba też udostępnić post konkursowy na Fejsie, bądź na Instagramie i w obu przypadkach oznaczyć mnie poprzez @nataliawabichmakeup, albo @wdowapostalinie
Dodatkowym punktem na pewno będzie też zostawienie gdzieś po sobie śladu, komentarza, reakcji, czegokolwiek ;) 

W komentarzach poprawne zgłoszenie wygląda następująco:
Obserwuje jako:
Lubię jako na fejsie jako:
Obsewuje na Instagramie jako: 
Udostępniłam: facebook/instagram 


Organizatorem konkursu jest blog: nataliawabich.blogspot.com
Rozdanie trwa od 04.12.2016 do 04.01.2017 (włącznie)
Ogłoszenie wyników nastąpi do 7 dni od zakończenia konkursu
W przypadku gdy osoba która zdobędzie nagrodę nie zgłosi się do 3 dni od ogłoszenia wyników, losuję kolejną osobę
Wysyłka nastąpi nie później niż 7 dni od zakończenia konkursu, nagrody wysyłam tylko na terenie Polski
Zgłaszając chęć udziału w rozdaniu przyjmuję warunki Regulaminu i wyraża zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z ustawą o Ochronie Danych Osobowych (Dz.U.Nr.133 pozycja 883) Rozdanie nie podlega przepisom ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz.U. z 2004 roku NR4 pozycja 27 z poźn. zm.)

POWODZENIA! :) 

sobota, 3 grudnia 2016

Co znajduje się w tajemniczym pudełku? Dookoła włosów - Box Only You

Nowy box na rynku, bo po nieudanej współpracy z ShinyBoxem (bo tak właśnie mogę ją nazwać - nieudaną) przestały mnie kręcić całe te pudełka niespodzianki i 1 kosmetyk na 7 z którego coś można było wyciągnąć, a reszta to jakaś porażka i strata czasu. Tym razem jednak pudełko mnie zaciekawiło, bo nie odstępuje od tematyki, mamy "Dookoła włosa" i bam, wszystkie kosmetyki w środku są do pielęgnacji włosów. To mi się podoba. Może trochę tego dużo, za dużo? Używam sobie ich naprzemiennie i kiedyś w końcu zużyje :D 
Pudełko mnie totalnie zauroczyło, pstrokate, kolorowe, kwiatki, motylki i wstążeczka. Spodziewałam się czegoś mniejszego, ale pudło jest konkretnych rozmiarów i nie małej wagi. Zdecydowanie pomieści jakieś szpargały, więc przyda się na potem. Albo do gryzienia dla mojej Zośki, bo ona oczywiście była pierwsza do oglądania, obwąchania i zaznaczenia, że to jej. Ale mniejsza. Uraczę Was jeszcze jednym zdjęciem tego kolorowego szału. 
Przejdźmy zatem do zawartości. 
1. Ziaja, Szampon wygładzający olejkami arganowym i tsubaki 
Zapach obłędny, jak jakieś drogie perfumy i to było pierwsze, co rzuciło mi się po otwarciu butelki. Tylko wciąż się zastanawiam, czy na tym nie kończą się jego plusy. Nie radzi sobie z myciem włosów, mam wrażenie, że one po wyschnięciu zaraz robią się tłuste. Serio, nie wygląda to dobrze. Na pewno nie zdecydowałabym się na zakup. 
2. Ziaja, Maska wygładzająca olejkami arganowym i tsubaki
Zapach ten sam, obłędny i w przypadku nałożenia maski kolejne 2-3 dni włosy nadal nim pachną. To zdecydowanie ta lepsza połowa tej serii. Tutaj nie mam nic do zarzucenia, maska dobrze nakłada się na włosy, nie spływa z nim, a rezultaty takie, jakich oczekiwałam. Włosy gładkie, przyjemnie w dotyku i wręcz można je rozczesywać samymi palcami. Do niej na pewno bym wróciła, biorąc pod uwagę niską cenę, bo ok. 10zł z chęcią udam się po nią do sklepu. 
3. Marion, 7 efektów, olejek w kremie 
Tak sobie czytam etykietę "nie obciąża" i tak patrzę na porcję wyciśniętą na dłoń i sobie myślę, no jasne, jak coś przypominającego konsystencję treściwej odżywki może nie obciążać. Ehe. Odważyłam nałożyć to to na mokre i na suche włosy. Na mokre na pewno ułatwia rozczesywanie i daje miły zapach, charakterystyczny oczywiście dla olejku arganowego. Na suche to już totalny odlot. Na początku włosy są mokrawe po nałożeniu i takie...dziwne. Jak już olejek się wchłonie, to cudownie są wygładzone, żaden włosek nie odstaje, włosy przestają być niesforne i ładnie się układają. Sama przyjemność. 
4. Cece of sweden, Hello Nature, Coconut Oil
Akurat dwa dni przed otrzymaniem boxa zamówiłam sobie z Organixa kokosową odżywkę i teraz pływam w nadmiarze kokosa. Ale to nic, bo go uwielbiam w każdej postaci i we wszystkim. Niech Was nazwa nie zmyli, bo odżywka nie ma w sobie tylko olejku z kokosa, a jeszcze kilka innych, takich jak jojoba, ze słodkich migdałów, makadamia. Na początek zacznę od wtopy, minus za konstrukcję butelki, z której mozolnie wyłazi produkt, albo wcale nie chcę wyjść i trzeba ją konkretnie ściskać. Zapach oczywiście kokosowy, słodki, ale nie utrzymuję się długo na włosach. Odżywka dobrze rozprowadza się na włosach i nie spływa. Włosy po niej są mięciutkie, błyszczące i odżywione. Myślę, że będzie to dobra para z Organixem, który ma tak same beznadziejne opakowanie ;) 
5. Floslek, Elestabion R, serum multifunkcyjne 
Zazwyczaj, jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Niekoniecznie w tym przypadku. Serum to jest mocno oblepiające i nakładałam je tylko na wilgotne włosy przede wszystkim w celu ich zabezpieczania przed ciepłem. Dodatkowo dostałam świetny połysk i problem z puszeniem się w niektórych miejscach włosów zniknął. Zapach znów jest słodkawy, przyjemny dla nosa, nie pozostaje na włosach. Włosy stają się bardzo miękkie i jedwabiste. Bardzo fajny i wydajny produkt. 
6. L'biotica, Express Dry Shampoo
Do tej pory oczywiście używałam Batiste i u mnie najlepiej się sprawdzał ten z domieszką lakieru. Ten z L'biotici zdecydowanie konkuruje jakością i zapachem - wyczuwam tu jakieś słodkie owoce, pysznie. Co do efektów, to jak to suszy szampon, zazwyczaj stosowałam go wtedy, gdy myłam włosy nieszczęsnym szamponem z Ziaji i aby nie myć głowy dzień w dzień, psikałam suchym szamponem. Nałożony z odpowiedniej odległości nie zostawia białych śladów i rzeczywiście te włosy odświeża. Przydatna rzecz w wymagających sytuacjach i zawsze dobrze ją mieć szczególnie w podróży. 

Podsumowując, po całej tej pielęgnacyjnej armii, moje włosy stały się zdrowsze, mile w dotyku, mniej puszące się i takie...no takie fajne! Zauważyłam zdecydowaną poprawę, szczególnie przy końcówkach, które kiedyś łamały się pod wpływem lekkiego dotyku, teraz nie mam z tym problemu. 

Jeśli chcecie zaczerpnąć dodatkowych informacji na temat pudełek, zapraszam: Box Only You



niedziela, 27 listopada 2016

Makijaż na dziś - Christmas everywhere


Brwi: kredka Kobo Brow Pencil #303 Twilight, pomada Freedom Makeup Blonde, kamuflaż Catrice #10
 Oczy: baza Too Faced Shadow Insurance, paleta Too Faced Chocolate Bar, Semi Sweet, paleta Sleek Caribbean, Storm, Sparkle 2, kredka Golden Rose Kohl Kajal, tusz Maybelline Lash Sensational, rzęsy Ardell Demi Wispies
 Twarz: podkład Revlon Colorstay 150 Buff, puder Pixie Cosmetics Tree Kapok, bronzer The Balm Bahama Mama, róż NYX Baked Blush #02, rozświetlacz Benefit Whatt's Up!
Usta: konturówka Golden Rose Classics #309, pomadka Colourpop Ulstra Matte Lips Mars


wtorek, 15 listopada 2016

Makijaż na dziś - Only matte

Brwi: kredka Kobo Brow Pencil #303 Twilight, pomada Freedom Makeup Blonde, kamuflaż Catrice #10
 Oczy: baza Too Faced Shadow Insurance, cień Melkior Professional Vintage Rose, paleta Too Faced Chocolate Bar, Semi Sweet, eyeliner Kobo Perfect Gel Eyeliner, kredka Paese Linea Automatic Eyeliner, tusz do rzęs Pupa Milano Vamp! Extreme, rzęsy Ardell #110
 Twarz: podkład Pixie Cosmetics Minerals Love Botanicals Almond Milk, puder ryżowy Paese,
bronzer Too Faced Chocolate Soleil, rozświetlacz i róż Mary Kay Watermelon 
Usta: pomadka w płynie Dose Of  Colors Stone


niedziela, 6 listopada 2016

Coś dla bladziochów, coś dla wrażliwców - O podkładzie mineralnym, pudrze matującym i pędzlu słów kilka. Recenzja Pixie Cosmetics.

W moje łapki wpadł ten oto zestaw. Wybrałam sobie odcień Almond Milk, idealny dla bladziochów, dla mnie może nawet ton za jasny, ale w pełnym makijażu wygląda dobrze. Muszę również nadmienić, że gama kolorów jest przeogromna i można dostać oczopląsu, jak również mieć problem z doborem. Na szczęście na stronie są krótkie opisy, które ułatwiają dobór. Miałam nieco obaw przy nakładaniu, uwielbiam minerały, ale nie zawsze się one u mnie sprawdzają. Przyznam szczerze, że z tym tu obecnym też miałam kilka podejść. 
Nakładany na twarz "bez niczego" wygląda dziwnie. W miejscach, gdzie mam przetłuszczającą się cerę tworzy taką nieciekawą powierzchnię, jakby łuska, jakby spierzchnięta skóra, ciężko wytłumaczyć o co mi chodzi, ale może sobie jakoś wyobrazicie. Po mazianiu kilak razy w tym miejscu podkładem tylko pogarszałam efekt, więc w ostateczności wszystko zmyłam z japy. Zaczęłam go nakładać na delikatny, krem, akurat w tym wypadku był krem Mary Kay zmniejszający widoczność porów - ideał. Ten duet się zgrał. Wtedy podkład idealnie dopasowuje się do cery. Nieco podkreśla suche skórki, ale ja też przyznam, że dawno peelingu nie robiłam, więc też nie będę się tak czepiać. Jak na minerał, podkład ma bardzo dobre krycie, tutaj chylę czoła, bo się nie spodziewałam. Efekt, jaki pozostawia na twarzy jest bardzo przyjemny, matowy, ale zdrowy. Praktycznie go nie widać, a jednak kryje to, co powinien. Wprawdzie nie mam wielu problemów skórnych prócz mega przetłuszczającej się cery, więc tutaj jest już pod górkę. O ile z założenia minerały powinny mnie matowić, dzieje się rzecz odwrotna nawet z kolegą po prawej, czyli pudrem typowo matującym. Nawet razem nie dają rady moim szalejącym gruczołom produkującym sebum. Dwie godziny i już zaczynam błyszczeć. Niestety poprawki w ciągu dnia murowane. Mimo wszystko czuję się lepiej, gdy chociaż dwa, trzy razy w tygodniu nakładam go na twarz i daję odpocząć ciągłym maltretowaniem cery ciężkimi, matującymi podkładami. A wracając do samej kwestii podkładu, same rzućcie okiem, jak się prezentuje na papie. 
 W ciągu dnia schodzi równomiernie i nawet po kilkukrotnym przypudrowaniu wygląda całkiem dobrze.
Jeszcze poświecę słów kilka dla samego pudru. Bardzo fajny kompan do wszystkich mych podkładów, nie bieli, jest wydajny i radzi sobie całkiem nieźle z moją cerą. Mniej więcej tyle samo co moje wszystkie ryżowe pudry, więc na jakieś 3 godziny mam totalny spokój i nie muszę kontrolować czy się świecę, czy nie. Jednak na moją tłustą cerę nie ma nic, co by wytrzymało cały dzień, więc i tak szacun. 
Opakowanie pędzla totalnie mnie zauroczyło. Uwielbiam wszystko, co jest ładnie i starannie wykonane, a grafika powala. Same opakowanie są eleganckie, konkretnie zrobione i nic się nie psuje podczas użytkowania. 
Pędzel również jest dobrze wykonany, włosie nie wyłazi, trzonek dobrze leży w dłoni. Nakłada się nim przyjemnie, taki puszek, który muska delikatnie twarz. Wszystko nakłada bardzo równomiernie, nawet śmiem powiedzieć, że jest lepszy od mojej Sigmy. Nie mam mu nic do zarzucenia. 
Jestem zadowolona z całej trójcy, na pewno będą mi jeszcze długo towarzyszyć, bo same produkty są bardzo wydajne. 
Wszystko i jeszcze więcej możecie dostać na Pixie Cosmetics. Warto obczaić, co tam jeszcze mają.

piątek, 21 października 2016

Makijaż na dziś - Casual

Brwi: kredka Kobo Brow Pencil #303 Twilight, pomada Freedom Makeup Blonde, kamuflaż Catrice #10
 Oczy: baza Too Faced Shadow Insurance,cień Melkior Professional Vintage Rose, cień My Secret Matt Eye Shadow #505, pigment Makeup Geek Light Year, cień Makeup Geek Phantom, eyeliner Kobo Perfect Gel Eyeliner, tusz L'Oreal Sculpt, rzęsy Ardell #110
Twarz: podkład Revlon Colorstay 150 Buff, puder Paese High Definition #01
bronzer Too Faced Chocolate Soleil, rozświetlacz i róż Mary Kay Watermelon
  Usta: konturówka Golden Rose Emily #208


wtorek, 18 października 2016

Makijaż na dziś - Pani Dynia


Brwi: kredka Kobo Brow Pencil #303 Twilight, pomada Freedom Makeup Blonde, kamuflaż Catrice #10
 Oczy: baza Too Faced Shadow Insurance, paleta Too Faced Chocolate Bar, paleta Sleek Snapshots, pigmetn MUG New Years Eve, kredka Golden Rose Kohl Kajal,
tusz Mary Kay Lash Intensity, rzęsy Ardell Demi Wispies
 Twarz: podkład Revlon Colorstay 180 Sand Beige, puder Ecocera ryżowy,
bronzer Too Faced Chocolate Soleil, rozświetlacz i róż Mary Kay Watermelon
Usta: konturówka Golden Rose Classics #323, błyszczyk Benefit Ultra Plush Lip Gloss Fauxmance

czwartek, 13 października 2016

Makijaż na dziś - Liście z drzew

Brwi: kredka Kobo Brow Pencil #303 Twilight, pomada Freedom Makeup Blonde, kamuflaż Catrice #10
 Oczy: baza Too Faced Shadow Insurance, paleta Too Faced Chocolate Bar, paleta MUG Vegas, cień MUG Voltage, glitter MUG Satellite, kredka Golden Rose Kohl Kajal, tusz Mary Kay Lash Intensity, rzęsy Ardell Demi Wispies
 Twarz: podkład Revlon Colorstay 180 Sand Beige, puder Ecocera ryżowy,
bronzer Too Faced Chocolate Soleil, rozświetlacz i róż Mary Kay Watermelon
Usta: konturówka Ingrid Lip Liner #131, pomadka Melkior #12211


wtorek, 11 października 2016

Makijaż na dziś - Bridal

Może i skończył się sezon ślubny, ale ja mam zawsze opóźniony zapłon. Uwielbiam wszystko, co ślubne, włącznie rzecz jasna z makijażem. Jeśli będzie mi kiedyś dane zamążpójście, to będę w siódmym niebie :D 
 
 Brwi: kredka Kobo Brow Pencil #303 Twilight, pomada Freedom Makeup Blonde, kamuflaż Catrice #10
 Oczy: baza Too Faced Shadow Insurance, paleta Too Faced Chocolate Bar, cień MUG Mai Thai, glitter MUG Light Year, cienie Melkior Desert Sand, Vintage Rose, eyeliner Kobo Petfect Gel Eyeliner, tusz Maybelline Lash Sensational,
rzęsy Red Cherry #217
 Twarz: podkład Revlon Colorstay 180 Sand Beige, puder Ecocera ryżowy,
bronzer Too Faced Chocolate Soleil, rozświetlacz MUR Golden Highlights, róż Mary Kay Juicy Guava
 Usta: kredka BornPrettyStore Midnight Cool #7

niedziela, 14 sierpnia 2016

Makijaż na dziś - Chrome


Brwi: kredka Kobo Brow Pencil #303 Twilight, pomada Freedom Makeup Blonde, kamuflaż Catrice #10
 Oczy: baza Too Faced Shadow Insurance, paleta Too Faced Chocolate Bar, cień MUG Karma, Mai Tai, Typhoon, Baby Face, Bada Bing, glitter MUG Dark Matter, kredka Golden Rose Kohl Kajal, tusz do rzęs L'Oreal False Lash Wings, rzęsyRed Cherry #217
 Twarz: podkład Revlon Colorstay 180 Sand Beige, puder Kobo Transparent Matt Powder, bronzer Too Faced Chocolate Soleil, rozświetlacz MUR Golden Highlights
Usta: kredka Golden Rose Emily #208


czwartek, 11 sierpnia 2016

Makijaż na dziś - Black Widow ‪#‎BeautyIsYourDuty‬

Nie było mnie od kwietnia na blogu, zapadłam się pod ziemię i nie macie pojęcia, jak za tym tęskniłam. Wróciłam, nie wiem z jaką częstotliwością, ale jestem. 

Brwi: kredka Kobo Brow Pencil #303 Twilight, pomada Freedom Makeup Blonde, kamuflaż Catrice #10
 Oczy: baza Too Faced Shadow Insurance, paleta Too Faced Chocolate Bar, cień MUG Phantom, glitter MUG Satellite, kredka Golden Rose Kohl Kajal, tusz do rzęs L'Oreal False Lash Wings, rzęsy BornPrettyStore Mink Hair #15
 Twarz: podkład Revlon Colorstay 180 Sand Beige, puder Kobo Transparent Matt Powder, bronzer Too Faced Chocolate Soleil, rozświetlacz Mary Kay Juicy Guava
 Usta: pomadka w płynie BornPrettyStore Danimer Long Lasting #05

Naszyjnik od Happiness Boutique

piątek, 15 kwietnia 2016

Makijaż na dziś - African Queen

Brwi: kredka Kobo Brow Pencil #303 Twilight, pomada Freedom Makeup Blonde, kamuflaż Catrice #10
 Oczy: baza Too Faced Shadow Insurance, paleta Too Faced Chocolate Bar, paleta NYX Rocker Chic California Dreaming, cień My Secret Matt #505, Makeup Geek Sparklers: Milky Way, Light Year, tusz Maybelline Lash Sensational, rzęsy BornPrettyStore Mink Hair #15
 Twarz: podkład Revlon Colorstay 150 Buf, puder Kobo Matt Makeup #301 Pale Skin,  bronzer Too Faced Chocolate Soleil, rozświetlacz Mary Kay Juicy Guava
Usta: pomadka w płynie BornPrettyStore Danimer Long Lasting #4, błyszczyk NYX Mega Shine Lip Gloss #115


środa, 6 kwietnia 2016

Perfumetki 33 ml | Lady Gaga Fame | Thierry Mugler Angel | Calvin Klein Down Town - Recenzja

Zamienniki - zdecydowanie wygodniejsza i tańsza opcja względem oryginalnych perfum. Już od dobrych 3 lat sięgam właśnie po takie "miniaturki". W zasadzie miniaturowe jest tylko opakowanie, bo nie są to okazałe i piękne flakony, a zwykły podłużny flakonik, który mieści w sobie 33 ml, czyli nieco więcej niż w standardzie. Za to wygodniej go wrzucić do torebki i ani tyle nie waży, a nie nie zajmuje tyle miejsca co niektóre butelki perfum. 

1. Lady Gaga - Fame
Typ kwiatowo - owocowy (belladonna, morela, miód, szafran, orchidea tygrysia, jaśmin sambac, kadzidło) 

Lady Gagę niuchnęłam kiedyś z ciekawości w perfumerii i to było to "coś". Są idealnie wyważone, niezbyt ciężkie, niezbyt słodkie - idealne. Zauroczyły mnie swoją zmysłowością. Ostatnio zrobiłam sobie porównanie pryskając się w domu Fame i porównując go sobie z oryginałem w sklepie. Pachnie identycznie, nie wyczuwam żadnej różnicy w obu zapachach. Trwałość tych perfum oceniam bardzo dobrze, spokojnie wytrzymują cały dzień. Jeśli ktoś lubi tego typu zapachy, albo zna oryginał, to szczerze polecam. 

2. Thierry Mugler - Angel 
Typ orientalny (owoce, kropla rosy, miód, czekolada, karmel)

Ten zapach, to moja największa miłość. Najpiękniejsza woń, jaką znam. Wyczuje je z kilometra ;) Uwielbiam nimi pachnieć i w tym przypadku również znam oryginał i dla mnie nie różni się niczym. Są tak samo intensywne i trwałe. Karmel i czekolada są dobrze wyczuwalne i cudownie otulają swoim zapachem. Jeśli jest piękniejszy zapach, to ja go nie znam. Jest to dość ciężki i mocny zapach, nieco skomplikowany, bo z godziny na godzinę pachnie inaczej i wyłaniają się kompletnie inne nuty zapachowe. Majstersztyk. 

3. Calvin Klein - Down Town 
Typ kwiatowo - drzewny (włoska cytryna, tunezyjska neroli, zielona gruszka, śliwka, płatki gardenii, różowy pieprz, liście fiołka, teksański cedr, kadzidło, wetyweria, piżmo)

Tego zapachu byłam ciekawa już od samej premiery, aż w końcu natrafiłam na niego i nie mogłam się oprzeć. Dla mnie jest nieco "mydlany", ale nie mdły, czy babciny, ma w sobie coś, co mnie do nich przekonuje. Po paru godzinach przypomina mi nieco woń Alienów Thierrego Muglera, one również mają tę mydlaną nutę, którą uwielbiam. I to sprawia, że te perfumy są...specyficzne. Takie, które albo się kocha, albo nienawidzi. Bardzo wyrafinowany zapach, ale ja właśnie tak lubię pachnieć. Warto go wypróbować. 

Odkąd przerzuciłam się na perfumetki nie widzę mojej torebki bez chociaż dwóch flakonów w środku. Poręczna butelka, cena i pojemność sprawia, że mogę sobie wypróbować wiele zapachów, a mój portfel nie będzie krzyczał z rozpaczy. Osobiście nie potrafię odżałować na jeden zapach 300zł, skoro w tej cenie mogę mieć kilka różnych, a ja nie lubię pachnieć non stop tak samo. Jedyna woń, do której wracam co jakiś czas to właśnie Angel, ale chcę też próbować czegoś nowego. Cena za 33 ml to całe 15 zł. 

Wszystkie zapachy dostępne na: perfumik.pl/

 

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Podsumowanie kuracji z Merz Spezial


Kurację zaczęłam dokładnie w połowie listopada, przez pierwsze dwa opakowania przebiegłam wzorowo, łykałam suple zgodnie z zaleceniem producenta. Przy trzecim opakowaniu było już nieco gorzej, ale zaraz opiszę Wam dlaczego. 

Przy pierwszym opakowaniu szło gładko, pamiętałam o każdej tabletce i już na początku grudnia zaczęłam zauważać efekty. Włosy wypadały nadal, ale zdecydowanie mniej. Paznokcie za to zaczęły się robić twarde jak skała i cieszyłam się, że w końcu po półrocznej przerwie będę mogła je pomalować. Tak też się stało, zdążyłam pomalować paznokcie dwa razy, lakierami, które wcześniej już były używane. Jednak przy drugim zmywaniu paznokci okazało się, że paznokieć rozwarstwia mi się od łożyska. W sumie nie zorientowałam się nawet od razu, bo po zmyciu wszystko wydawało mi się okej. Dopiero po dobrych dwóch godzinach dopatrzyłam się, że paznokieć na palcu wskazującym nie jest taki, jaki powinien być. Wujek google podpowiedział mi, że jest to onycholiza, która nigdy wcześniej u mnie nie wystąpiła i zdziwiłam się zdrowo, gdy akurat trafiło się to podczas kuracji. A to właśnie kuracja miała mi dostarczyć minerałów i witamin, bo nie sądzę, aby onycholiza powstała u mnie z innych przyczyn niż z niedoborów żelaza i minerałów. Niestety nie skończyło się tylko na jednym paznokciu, zaczęły mi się odwarstwiać jeszcze dwa i nie było innej rady, jak tylko czekać aż narośnie nowa, zdrowa płytka. Trochę to potrwało, w sumie to dopiero od 2- 3 tygodni cieszę się normalnymi paznokciami. Z dwojga złego dobrze, że nie doszło do żadnego zakażenia i wszystko przebiegło w naturalnym, powolnym procesie. 

Wracając jednak do samej kuracji, kolejne opakowanie weszło mi całkiem nieźle. Paznokcie rosły sobie w swoim tempie, włosy były zdecydowanie w lepszej kondycji pod względem wypadania, ale niestety nie stały się ani bardziej lśniące, ani mocniejsze. Po farbowaniu są trochę jak guma w niektórych pasmach i nic je "od środka" nie wzmocniło. Skóra według mnie bez zmian, jak wyglądała, tak wygląda. Dlatego też nieco zwątpiłam w działanie owych suplementów i trzecie opakowanie łykałam już nieco nieregularnie. 

Podsumowując: włosy wypadają "w normie". Zdecydowanie mniej ich jest na szczotce niż jak zaczynałam kurację, więc tutaj poprawa na duuuży plus, bo było już kiepsko. Włosy wizualnie są w takim samym stanie, jak były. Mam tutaj na myśli ich blask, który wcale się nie zwiększył, nie stały się jakoś zdrowsze, ani końcówki cudownie się nie scaliły. Paznokcie na ten moment są takie, jak zwykle, czyli ani twarde, ani miękkie jak papier. Zazwyczaj są w takim stanie jak teraz. Za to rosną jakby szybciej, może to tylko złudzenie po onycholizie, a może tak rzeczywiście jest. Uznam to za plus. Skóra tak jak już wspominałam wydaje mi się, że nie zmieniła się w ogóle. Nie stała się bardziej promienna, ani ni z tych rzeczy. Być może dlatego, że naturalnie jestem bardzo blada i raczej u mnie tego "blasku" nie da się dostrzec. Zauważyłam za to, że poprawiła się nieco moja odporność. Zazwyczaj o tej porze roku, kiedy zaczynałam kuracje łapały mnie jakieś infekcje. W tym roku przeszło łagodniej :)

Szczerze nie wiem, czy mogę polecić tę kurację. U mnie nie do końca się sprawdziła, a czytałam opinie innych użytkowników i efekty u niektórych były piorunujące. Może to ze mną jest coś nie tak, a może z tabletkami. Tak czy siak za koszt miesięcznej kuracji musimy zapłacić 46zł, to nie mało biorąc pod uwagę wiele innych ,konkurencyjnych supli i podobnych składów. Ja czuję lekki niedosyt.