środa, 10 stycznia 2018

Beauty in Wonderland | Beauty box od Lookfanstastic | Gwiazda JUTUBA

15:44 9 Komentarze
Jakieś czas temu podjęłam współpracę z Lookfanstastic, który za jakiś czas wkracza w nasze polskie granice, bo na razie urzęduje sobie w Anglii. Podam Wam odpowiednik angielskiej strony lookfanstastic, bo polska jest jeszcze nieaktywna. Kiedy tylko będzie już zacznie działać, na pewno pierwsi dowiecie się o tym ode mnie. Idea jest podobna do panujących już na naszym rynku pudełek, z jedną miałam już styczność, ale pudełka były średnie, a ja byłam zbyt szczera, więc mnie wyruchali i zakończyli współpracę bez słowa. Nigdzie nie było mowy o tym, że recenzje mają być przekłamane, a produkty zachwalane pod niebiosa. Rozumiem, że chodzi o to, by produkt się sprzedał i taka moja zasługa, że powinnam to wciskać, ale nie. Ja tak nie mam. I nie przystaje na takie współprace. Niestety prawda jest taka, że większość recenzji, które czytacie na blogach są nie do końca szczere, więc trzeba na to uważać, żeby nie kupić gówna, które ktoś nam próbuje wcisnąć. Ale dobra, bo już mnie poniósł temat na inne wody. Wracając, chciałabym nadmienić, że mam nadzieję na to, że polska wersja zmiecie wszystkie te, które są już dostępne i będzie to dobra konkurencja. W takim razie pokaże Wam, co można było znaleźć w wersji brytyjskiej.
Ten obrazek szczerze mnie zachwycił, jest taki piękny! Oby w kolejnych, polskich wersjach wszystko było tak dopracowane!
W środku znajdował się też Elle oczywiści w anglojęzycznej wersji, gdybym miała przeczytać go ze zrozumieniem, potrwałoby to tydzień xD dobrze, że jest tam dużo obrazków, a mój angielski idzie do poprawy :D
1. Bubble T Cosmetics, musująca bomba do kąpieli 
Zdecydowanie fajna rzecz, dla posiadaczy wanny, w przypadku, gdy ktoś ma prysznic, trochę robi się pod górkę. Niestety w tym przypadku nie miałam okazji jej jeszcze użyć, ale z tego co się orientowałam, u nas taka bomba też jest dostępna, za jakieś 3 dyszki, więc jeśli jesteście fankami długi, pachnących i przyjemnych kąpieli, to możecie ją sobie obczaić ;)
2. Gatineau, Melatogenine Aox Probiotics
Już od samej nazwy plącze mi się język. Jest to odmładzający krem z probiotykami, gdzie pełnowymiarowy produkt kosztuje 370 polskich złotych. Używałam, ale...jest jeszcze drugi krem do twarzy w pudełeczku, który używałam i któryś z nich mnie uczulił. Bardzo przykro mi to mówić, bo mnie rzadko, naprawdę rzadko uczula coś gębę. I byłoby smutno, gdyby był to krem za 4 stówy. Niestety nie mogłam kontynuować testowania ani tego kremu, ani drugiego, bo okolice oczu, i policzki miałam w krostkach.
3. MDMflow, Bossy
Odcień pomadki, to idealny nude, mam nadzieję, że wiedzie jak wygląda idealny nude. Jestem zakochana w tym kolorze i chętnie chciałabym zgarnąć inne odcienie tej firmy, bo maty kocham całym sercem, a trwałość pomadki też jest spoko, więc pewnie inne odcienie też zrobiłyby szał. Kosztuje jakieś 75 zł, więc do przełknięcia.
4. Polaar, La veritable creme de laponie
Pachnie łagodnie, przyjemnie. Konsystencja też spoko, bo nie jest jakiś mega tłusty, a ja nie lubię, jak mi się kleją ręce. Daje uczucie takich satynowych dłoni, jeśli wiecie, o co mi chodzi. Pełnowartościowy kosztuje w granicach 84 zł, może nie mało jak na krem do rąk, ale kto bogatemu zabroni ;) Zdecydowanie bardzo fajny produkt!
5. Hydra-activ, Smart nutrient day cream HA+
Tak jak wcześniej wspomniałam, albo ten, albo poprzedni krem mnie uczulił i niezbyt wiele mogę o nim powiedzieć :( Oddam komuś, kogo nie uczuli i mam nadzieję, że spełni swoje obietnice. Kosztuje ok. 140zł
6. Suki, Exfoliate foaming cleanser
Jest to peeling, który pachnie jak oranżadka w proszku i w kontakcie z wodą też zachowuje się jak oranżadka w proszku xD Dość dziwny produkt, bo trzeba go wziąć na wilgotną dłoń, co by móc go w ogóle rozprowadzić po twarzy, ale za nim się wypeelingujemy, on już się rozpuszcza w kontakcie z tą wodą! W sumie fajną zabawę miałam przy tym, jak bąbelkowało :D Koszt tego dziwadła, to jakieś 100zł.

Jestem zadowolona z tego pudełka, bardzo, mimo, że któryś z produktów okazał się dla mnie nieodpowiedni. Z tego co wyczytałam, box kosztuje 13 funtów, to bardzo dobra cena moim zdaniem jak na takie produkty, które możecie znaleźć w pudełku. Polska wersja niczym nie będzie odbiegała od tej zagranicznej i będzie w podobnej cenie. Dam znać, jak tylko będzie dostępna :)

Jako bonus, co by można było ze mnie trochę pośmieszkować, znalazłam filmik jeszcze za czasów, kiedy to byłam ambasadorką Pomaderii. Miałam wtedy 17 lat. Firma niestety już dawno nie istnieje, ale przynajmniej filmik został :D
Byłam gwiazdą jutuba, jak nic xD

Pozdrowienia dla wszystkich z ekipy, może czasem zaglądacie na mój blog, no i pozdrawiam Was!
Dziękuję za uwagę!

niedziela, 24 grudnia 2017

Brwi wpierdolki | Jak malować brwi, żeby nie wyglądać jak debilka?

12:08 13 Komentarze
Pierwsza rzecz, na jaką zwracam uwagę i innych kobiet, to są brwi. Temat rzeka. Stali bywalcy wiedzą, że ja kiedyś też miałam takie brwi wpierdolki, ale już nie mam! Z czego jestem wybitnie dumna, bo teraz mogę sobie wpisywać hasztagi #perfectbrows #browgoals na instagramie.
Kiedy tak sobie przeglądam wszelkie fejsy i instagramy, to po prostu nie mogę się czasem nadziwić, patrząc na makijaże lasek. Jakby malowały się bez lustra, albo od linijki, albo robią sobie z zmieników pieczątki. Nie wiem, czasem mam ochotę zapytać, skąd takie brwi, jaki ma patent, ale się trochę wstydzę. Tak więc wrzucę tu kilka zdjęć, na potwierdzenie tego o co mi się rozchodzi.
Powiem Wam jeszcze w tajemnicy, że screeny pochodzą z moich prywatnych łowów i ocenzurowałam je sama, co by przypału nie było :D



*Laski dostały sraczki, że widnieje tu ich wyblurowana gęba z brwiami wpierdolkami, wiec na ich "prośby" usuwam.


Uwierzcie mi, narobiłam w gacie ze strachu! 

 Drogie dziołchy, czemu Wy to sobie robicie? Ja rozumiem, że nie każdy musi umieć malować się jak zawodowiec, ale...jak się czegoś nie potrafi, to lepiej tego nie robić, albo nauczyć się na tyle, żeby nie wyglądać jak debilka.
Żeby nie było, że ja taka doskonała jestem/byłam, to też Wam pokaże moje brwi wpierdolki xD
Też chciałam ocenzurować sobie gębę, ale w sumie tak wygląda śmiesznej :D Hasztag #karyna, #brwiwpierdolu #plemniczki.
Ja chyba też nie miałam wtedy lustra, wydawało mi się, że wyglądam dobrze, że jest spoko. Być może tak właśnie wydaje się innym. I gdyby ktoś piąty, dziesiąty raz nie zapytał się mnie, dlaczego mam takie dziwne brwi i dlaczego od szklanki je maluje albo cyrklem, to pewnie dalej wyglądałabym jak idiotka. Może dla dobra ludzkości powinniśmy zwracać uwagę na takie malowanie, świat będzie piękniejszy :D A może nie, może nie róbmy tego. Przecież nie możemy wszyscy wyglądać tak samo ładnie. Byłoby nudno bez takich brwi na ulicach. Tak, to przynajmniej można się pośmiać, humor lepszy, ze wszystkiego da się zrobić atut.

Jednak jeśli nie chcecie wyglądać ja te dziołchy powyżej w tym ja sprzed 5 lat, to mam dla Was kilka złotych rad. 
- Nie przesadzajcie z wyskubywaniem brwi. Ja ogoliłam sobie kiedyś brwi. Tak byłam debilką do kwadratu. Nie róbcie tego!
- Wybierajcie odcienie kredki/pomady/żeli/henny/cieni czy czego tam uważacie do odcienia włosów. Mniej więcej. Byleby nie było tak, że jako blondynki macie czarne brwi, bo to już całkowicie komicznie wygląda.
- Nie dorysowujcie sobie przesadnie brwi. Też tak robiłam, pogrubiałam je, a to serio rzuca się w oczy. Wystarczy malować zgodnie z tym jak prezentuje się Wasz własny łuk i wszystko będzie spoko.
- Nie róbcie sobie kwadratowych brwi. Proszę nie róbcie. Ja robiłam. I jak wyglądałam? Jak debilka. Teraz przód wyczesuje grzebykiem i to robi robotę.

To chyba wszystkie najważniejsze rady, bo to czym malujecie brwi jest nieistotne. Jak Wam wygodnie, sprawdzajcie co przynosi Wam najlepszy efekt. Ja obecnie używam pomady z Freedom Makeup, farbki do brwi w jaśniejszym odcieniu z Makeup Revolutnion i robię tym sobie coś w tylu ombre. Wyostrzam kontur korektorem, wyczesuje brwi i nakładam żel dla utrwalenia w kolorze brązowym, ale tylko od połowy brwi. Wtedy są idealne. Mam piękne brwi, rzęsy które mogę sobie zaczesać prawie na pół czoła. W sumie gdybym się postarała, to spięłabym je w kucyk razem z włosami, ale to temat na inny post xD I w ogóle piękna jestem.

Pokaże Wam jeszcze efekt dwóch produktów, które mam teraz przyjemność testować. A mianowicie jest to Henna Inveo, ultra delikatna, kremowa w kolorze brązu. I wypełniacz, o którym już wspomniałam tej samej marki i w tym samym kolorze. Mają w sobie jakieś cudowne składniki pielęgnujące typu olejek arganowy i wosk pszczeli. Przeraziła mnie ta ultra delikatność, bo u mnie normalna henna trzyma się dzień, a co dopiero jakaś tam delikatna formuła. No i na potwierdzenie tego, co sobie myślałam rzeczywiście, henna wyszła słabo po 15 minutach trzymania i zmyła się już po jednym myciu ryła. Kiepsko.
U mnie się nie spisało, ale to nie znaczy, że zawiedzie u Was. Spróbujcie, jeśli szukacie czegoś subtelniejszego.
Wypełniacz za to solo, na nieumalowane wcześniej brwi wygląda dość śmiesznie. Kolor ma intensywny i przy nieumiejętnym nałożeniu wygląda słabo. Dopiero po manewrowaniu, w prawo i lewo wygląda znośnie, ale według mnie nie do codziennego użytku. Ja nakładam go solo tylko wtedy, kiedy nie chce mi się malować, a muszę gdzieś wyjść. Codziennie za to używam go do stylizacji tylko części brwi - od połowy, bo tak jak wspomniałam, robię sobie z brwi ombre. Dlatego też używam dwóch różnych odcieni pomad, a sam wypełniacz ładnie utrwala brew. Nie do ruszenia.
Na zdjęciu po lewej wypełniacz solo i po prawej gotowa brew, którą maluję codziennie. Piękna prawda? Wydaje mi się, że znalazłam już złoty środek dla siebie. To nie jest łatwa technika i wymaga wprawnej ręki, ale którymś razem Wam też wyjdzie ;) Ważne, żeby próbować, bo u mnie to jest też już kolejny raz, który uważam za ideał. Jednak spora część osób pyta mnie w pracy, czy mam permanentny i dziwi się, że ja tak codziennie pięknie je maluje i to ręką, a nie od szablonu. Pytają też, czy długo je maluje. Nigdy nie robiłam tego z zegarkiem w ręku, ale wydaje mi się, że 10 minut i gotowe. Dla jednych długo, dla innych nie. Dla mnie to optymalny czas, pozostałe 20 minut przeznaczam na resztę twarzy i w zasadzie w 30 max. 35 minut jestem gotowa.
Jest jeszcze mnóstwo rzeczy, które nie umkną mojemu oku, ale o tym może innym razem :)

Wykorzystując jeszcze fakt, że mamy dzisiaj wigilię, pomimo tego, że już składałam Wam życzenia, chciałabym złożyć jeszcze raz. Niech będą to miłe chwile spędzone w gronie najbliższych, a dodatkowe kilogramy obżarstwa niech pójdą babeczkom w cycki, a facetom wiadomo gdzie :D
Wesołych Świąt kochani! 

Dziękuję za uwagę i pozdrawiam!

niedziela, 17 grudnia 2017

Makijaż na dziś - Christmas time

15:28 14 Komentarze
Nie pamiętam kiedy ostatni raz malowałam się jakoś "wyjściowo", codziennie robię sobie tylko kreskę i jakoś nie pacykuje się bardziej do roboty, wolę się rano wyspać. Święta jednak tuż tuż, pomyślałam sobie, że może z tej okazji jebnę coś wyjątkowego i oto powstał próbny makijaż na święta. Raczej ostatecznie się tak nie pomaluje, ale ogólnie wyszło nawet dobrze jak na taką sporą przerwę.
Tak czy siak plan na święta jest taki, żeby się nawpierdalać pierogów i uszek z barszczem, czekam na to cały rok i chyba to w świętach cieszy mnie najbardziej. Od mikołaja zasłużyłam co najwyżej na rózgę. Mam tylko nadzieję, że ktoś mnie nią porządnie wychłosta ;)


 Brwi:farbka do brwi Makeup Revolution Ultra Aqua Brow Tint, pomada Freedom Make up Medium Brown, korektor Catrice Camouflage 010, wypełniacz do brwi Inveo 
Oczy: baza Too Faced Shadow Insurance, paleta Sleek Sparkle 2, cień Makeup Geek Typhoon, glitter Makeup Geek Soltice, paleta Too Facet Chcolate Bar, pomadka jako eyeliner Huda Beauty Famous, tusz L'Oreal False Lash Wings, rzęsy Ardell Demi Wiespies
Twarz: podkład Catrice Liquid Coverage 010, puder My Secret Rice Matt Powder, bronzer the Balm Bahama Mama, rozświetlacz Makeup Revolution Vivid Baked Highlighter Golden Lights
Usta: pomadka MDMFlow Bossy

Nie wiem, czy Wy też macie świąteczną sraczkę, ale ja mam z głowy już prezenty dla wszystkich i nie musiałam czekać godzinami w żadnych kolejkach, a wiem, że teraz w centrach handlowych odbywa się jakiś dramat. Muszę jeszcze tylko wszystko ładnie zapakować i podziwiać radość na ryjkach moich bliskich. W kwestii religijnej święta nie mają dla mnie większego znaczenia, ale naprawdę miło jest spędzić czas z rodziną, bo w święta panuje dość specyficzna, wyjątkowo miła atmosfera, kiedy wszyscy są tacy chętni do rozmów, są bardziej życzliwi niż zwykle i jakoś jest tak inaczej. To chyba ta chwila, kiedy chciałabym wszystkim życzyć Wesołych Świąt, co by zawsze móc tak się kochać, jak na święta ;) 

Wyjątkowo ściskam i całuję Was wszystkich! :D 

sobota, 25 listopada 2017

Mów do mnie brzydko! ... Wziąść, włanczać, przyszłem. Słówko o języku polskim.

18:32 18 Komentarze
Bynajmniej, nie będzie to tekst o zabarwieniu erotycznym. Smuteczek, też bym wolała poczytać coś o rżnięciu (trudne słowo) ale nie tym razem. Będzie to tekst, o języku polskim!

Zacznę od tego, że nigdy szczególnym orłem edukacji to nie byłam. ALE, jeśli chodzi o polski, to dla mnie w życiu jest dość istotne, żeby się polską mową dobrze posługiwać. Tak żeby wstydu nie było. Może nawet nieco więcej, ale te minimum przydałoby się zachować. Miałam kilka spięć w liceum na początku pierwszej klasy. Okres buntu, gówno w głowie i padło tak, że do spięcia doszło na polskim. Nie pytajcie co odjebałam, ale chcieli mnie zawiesić. Przyszło co do czego, to Panna Natalia była pupilkiem na polskim i jechała na samych piątkach. Można? Można. W życiu nie przeczytałam od deski do deski żadnej lektury. A byłam wychwalana pod niebiosa, że jako JEDYNA czytam lektury. Chuja tam. Wystarczy dobre streszczenie i minimum wysiłku od siebie. I właśnie o te minimum mi chodzi!

No właśnie, wiele osób z którymi mam te ogromną przyjemność rozmawiać, błędnie używa takich zwrotów jak "bynajmniej" i "przynajmniej". Bynajmniej brzmi nieco mądrzej, więc większość z nich używa właśnie tego słowa, bo przecież warto wtrącić jakieś mądre słówko w rozmowę. Nie ważne, że nie ma się bladego pojęcia o jego znaczeniu, ktoś równie głupi może pomyśleć, że jesteśmy bardziej elokwentni. Bynajmniej...

"Przyszłem", "poszłem", "weszłem", "włanczać" - mogłabym tak bez końca. To już temat rzeka. To jest coś, czego nie da się u niektórych wytępić. Wiecie jak to jest, wszechobecny jest widok kiedy na bluzach nosi się orzełka, Polskę Walczącą, jegomość pęka z dumy, że może się cieszyć z bycia Polakiem. Myślę sobie, pewnie ogarnia historię, ma coś w głowie. A tu gębę otwiera i mówi "bo ja przyszłem do Pani z taką sprawą". I czar pryska. Wstyd mi.  No, ale flaga dumnie przyodziewa ramię. Taka moda, nie rozumiem. Nie trzeba z resztą nosić patriotycznych ubrań. Wysławiają się tak równie przystojni i elegancko ubrani panowie, czy piękne i wypacykowane kobiety, a również te z przesiąkniętymi dymem papierosowym włosami i bez zębów. Reguły nie ma. Za każdym razem mam taką samą ochotę palnąć w łeb.

Kubeczek marzenie, kupcie mi!
Hitem jest, kiedy słyszę, jak ktoś w mięsnym chce kilka "plajsterków" szyneczki. Zdrobnienia to też jest w ogóle hit, ale o tym później. Wtedy otwiera mi się nóż w kieszeni. I wtedy, gdy ktoś mówi, że idzie na "gryla". Na co kurwa? Albo na drynka. Co to w ogóle jest?! Serio nie wiem co jest nie tak, gdzie ktoś popełnił błąd. To są po prostu perełki. A co do zdrobnień, to nie lubię. Okej, czaje, że można raz na jakiś czas użyć zdrobnienia, ale opowiadać o tym, że "jadłam obiad z takimi pysznymi ziemniaczkami i sosikiem i pysznym mięskiem, suróweczką i ogóreczkiem" to już jest lekka przesada. Nie lubię też, kiedy ktoś z klientów w pracy zwraca się do mnie "złotko", "słoneczko", "kotku". Może by tak na "Pani"? Nie znamy się, trzymajmy jakiś dystans.

Nazwy firm też można przekręcać na wszelaki sposób, "Hujajej", "Hujawiej", "Ksiomi" i o ile tutaj potrafię być w jakimś stopniu wyrozumiała, że nowa firma wchodzi na rynek i nie każdy ma pojęcie o jak ją wymawiać. I naturalne jest, że próbujemy ją spolszczyć. Przychodzi jednak ten czas, kiedy przyswajamy już sobie obcą nazwę i na GB nie mówimy "giba", że Carrefour to tak naprawdę "Karfur". I że Wittchen czyta się tak samo, jak się pisze. Czasem warto sobie to ogarnąć kiedy już musimy taką nazwę wypowiedzieć, bo ja też czasem nie mam pojęcia i to żaden wstyd się upewnić.

I jak widać wulgaryzmy nie są mi obce. Bardzo lubię, o ile kurwa nie zastępuje przecinka i o ile ktoś wie, kiedy może sobie pozwolić na rzucenie kurwą, bo kiedy idę załatwić coś do urzędu, to jednak taka sytuacja zobowiązuje mnie do pewnego zachowania. I niekoniecznie fajnie jest, kiedy słyszę jak klient wchodzi i mówi, że "spierdolił mu się telefon" i chce go oddać na gwarancję, bo gdzieś tę granicę trzeba sobie postawić. I w pewnych sytuacjach po prostu wypada nie być burakiem. I dopóki ktoś piszę "chuj" przez CH, to nic do tego nie mam.

Gorzej z ortografią. Jak widzę coś w stylu "z kont klikasz?", "wruciłaś już?" albo "jak Ci minoł dzień?", to flaki mi się przewracają w bebechach. Gdyby mój przyszły mąż miałby mi tak pisać, to...nie byłby moim mężem oczywiście. Nawet nie biorę takiej opcji pod uwagę. Dyskwalifikacja totalna. Nie wiem jak Ci ludzie zdają z klasy do klasy, kiedy nie mają opanowanych podstaw ortografii. Obczajcie jak "USEMKA" wygląda beznadziejnie przez U otwarte! Jak tak można? Też nie zawsze jestem pewna kilku słów, ale jak mam jakieś wątpliwości, to zanim coś napiszę, sprawdzam, czy aby na pewno poprawnie! Chyba nic mnie bardziej nie wkurwia, jak ktoś w jednym zdaniu wali 5 byków. Może nawet w jednym słowie, bo i tak się da. Coś strasznego.

Uwielbiam też, kiedy ktoś stawia spację przed przecinkiem. "Może bym coś zjadł ,a może nie ?" No jak to wygląda? Samo stosowanie interpunkcji niektórym sprawia trudność jakby to była co najmniej fizyka kwantowa. Czasem autentycznie nie wiem o co takiej osobie chodzi, czytam 5 razy to samo zdanie i dopiero po czasie dociera do mnie sens tego co ktoś chciał napisać. Taka sama różnica dotyczy tego, czy chcesz zrobić komuś "łaskę" czy "laskę"! Warto się zastanowić.

Jest jeszcze coś, co mówi prawie każdy z nas i nawet nie ma pojęcia o tym, że to błąd. A mianowicie, "w każdym bądź razie". TAK SIĘ NIE MÓWI! Albo "w każdym razie", albo "bądź co bądź". Nigdy razem. To jest coś, na czym bardzo często się łapie i z uwagą słucham jakiej formy kto używa. Tak samo zwracam uwagę na to, że coś może być "TRUDNE", ale nie ciężkie. Także "ciężko jest żyć lekko" jest tutaj kompletną bzdurą. Mam jeszcze ogromną awersję do tego,gdy ktoś mówi "dwutysięczny czternasty", rok "dwutysięczny" jest jak najbardziej poprawną formę. 2014 tylko i wyłącznie jako "dwa tysiące czternasty". Obłędem dla mnie jest jeszcze "efektywny" i "efektowny". Mam nadzieję, że wiecie moi drodzy czytelnicy w na czym polega różnica.

A przy słowie "perfum" to się trzęsę. Autentycznie. PERFUMY do jasnej cholery, niech każdy zapamięta na zawsze.

Wiem, że mogłabym tak wymieniać bez końca, ale komu by się chciało to czytać. Być może pojawi się jeszcze jedne post w tej tematyce, co by Was na jeden raz nie zanudzić. Wierzę, że jesteście tą lepszą częścią świata i wiecie kiedy co mówić i jak pisać, a jeśli nie macie pewności, to sprawdzacie! Bo nikt nieomylny nie jest. Nie macie nawet pojęcia, jak po 8 godzinach pierdolenia potrafi mi się plątać język.

Pozdrawiam z lekką nutą arogancji i poczucia wyższości, bo podobno patrzenie z góry zawsze wychodziło mi najlepiej xD
Dziękuję za uwagę!

niedziela, 12 listopada 2017

Kupmy sobie zwierzątko pod choinkę

14:08 23 Komentarze
Zośka to królik, zaraz minie 3 rok odkąd ją kupiłam, zawsze lubiłam nadawać zwierzętom ludzkie imiona, stąd właśnie - Zocha. Stalin to przybłęda, ale dostaje od nas tyle samo miłości, co królik. Nazwałam go z tego samego powodu, co siebie nazywając wdowąpostalinie.
Nie zawsze mam czas dla swoich sierściuchów, ale wtedy gdy ja jestem w pracy, te małe pasożyty są pod "opieką" mojej mamy. Zawsze są czyste, nakarmione i niczego, absolutnie niczego im nie brakuje. Zawsze chciałam być dumną posiadaczką psa, ale wiem, jaki to obowiązek. Poza tym warunki mieszkalne nie pozwalają mi na to, aby takiego psa przygarnąć. Nie chce, żeby wielki 30 kilowy pieseł (bo zawsze chciałam ogromnego czworonoga) męczył się na małym metrażu. Świadomie podchodzę do tego co mogę dać temu zwierzęciu i czego nie, dlatego też nie kupię sobie psa, dopóki nie będę miała swoich 4 ścian.

Święta się zbliżają, zacznie się kupowanie zwierzaków jak maskotek pod choinkę dla rozbestwionych dzieciaków, które CHCE zwierzątko i już. Nieprzygotowane na to, że to nie zabawka, że takie zwierzątko też wymaga od nas, aby je czegoś nauczyć. Chociażby robić siku i kupę na dworze czy do kuwety. To też wymaga czasu. To może trwać tydzień, a może trwać miesiąc, ale po 5 razie wdepnięcia w siki zwierzaka odechce się uczenia i zacznie się zastanawianie nad tym na chuj w ogóle to zwierze w domu. Przestanie się chcieć wychodzić z psem na dwór, bo dzieciak będzie za mały, żeby o 6 rano w mróz wyjść z psem na sranie. Zwierzak zacznie przeszkadzać, kręcić się pod nogami. Znudzi się i dzieciakowi i dorosłym. Nie będzie z kim go zostawić na dłuższy czas, kiedy Państwo będą chcieli wyjechać na wakacje. I taki oto mały kundelek albo kotek zostanie wyrzucony gdzieś przy drodze, bo okazał się nieprzemyślanym prezentem.

I to mnie właśnie boli, że zwierzęta są traktowane jak chwilowe widzimisię, kaprys. Oczywiście, że zwierzęta to też może być problem, że mogą być nieznośne i je też trzeba sobie wychować. Dlatego tak ważne jest, żeby 5 razy zastanowić się zanim zdecydujemy się na jakiekolwiek, nawet, jeśli to ma być chomik.
Zośka, niby tylko królik, przecież i tak siedzi w klatce. Po co szczepić, po co kontrolować stan uzębienia i obcinać pazurki. Wkurwia mnie doszczętnie, jak słyszę, że ktoś nigdy nie obcinał królikowi pazurów! Przecież je to boli. Wyobraźcie sobie, że nie obcinacie przez rok paznokci u rąk czy stóp. Powodzenia! Albo jeszcze lepiej, że ten królik nie wychodzi wcale z klatki. Wzięłabym takiego za łeb i przywiązała do kaloryfera. Siedź tam i sraj pod siebie. Takie zwierzę też musi swobodnie kicać, żeby stawy prawidłowo funckcjonowały! Pewnie, też straciłam przez nią kilka ładowarek, kabli, ubrań, które gdzieś mi pogryzła, ale biorąc ją byłam świadoma, że ten królik będzie to robił i staram się przed nią chować takie rzeczy. Nie dostaje ode mnie za to wpierdol, bo to moja wina, że coś jej w jej zasięgu, co może zniszczyć.

Kota z królikiem też przyzwyczajałam stopniowo do siebie, żeby żadne wzajemnie nie zrobiło drugiemu krzywdy. Szczególnie kot królikowi, bo on nie rozumie, że nie może się z nią bawić tak jak z innym kotem, że wyciągając pazurki może zrobić jej krzywdę. Wszystko zatem odbywało się pod moją kontrolą, tak, że teraz potrafią siedzieć obok siebie i żadne nie czuje się zagrożone. Stalin jak widać na załączonym obrazu zalewa Zoche miłością i gdyby mógł, to by ją zalizał. Bardzo ugodowe zwierze. Nawet przygruchał sobie jakieś inne małe dzikie kotki z podwórka. Wujek dobra rada.

Zawsze byłam otoczona zwierzakami, wychowywałam się się z nimi ucząc się jak się z nimi obchodzić, jak je szanować. Dlatego tak często wole ich towarzystwo od ludzi. Z ludźmi bywa różnie, a nie ufam szczególnie tym, którzy zwierząt nie lubią. Pokaż mi jak traktujesz zwierzęta, a powiem Ci jakim jesteś człowiekiem.

Była kiedyś taka sytuacja, kiedy przybłęda, którego kiedyś przygarnęliśmy uległ wypadkowi. Doczołgał się pod drzwi i nawet nie miał siły miałczeć, że coś mu dolega. Nigdy nie zapomnę, jak zostałam obudzona płaczem matki, że coś stało się kotu. Wyszłam na ten korytarz i widoku tego kota też nigdy nie zapomnę. Cały pysk miał we krwi i ropie, śmierdział niemiłosiernie jakby już zaczynał gnić. Ryczałam na widok tego kociego cierpienia, zakasałam rękawy, założyłam lateksowe rękawiczki i całą swoją delikatnością zaczęłam mu obmywać rany. Zaraz po tym biegiem do weterynarza. Okazało się, że ma złamaną szczękę, przegrodę nosową i stracił oko. Cały tydzień chodziłam z nim na kroplówki. Nie był w stanie jeść ani pić, więc co dwie godziny jak dziecko karmiłam go strzykawką i poiłam. Robił pod siebie, bo nie trzymały mu zwieracze. Ale doszedł do siebie, był jednookim bandytą, ale przeżył. Byłam dumna z siebie, mamy i z tego kota, który nie wiedział w jaki sposób może okazać nam wdzięczność. A opowiadam to nie dlatego, że czuje się jakaś pieprzoną bohaterką, tylko dlatego, że to był ludzki odruch pomocy zwierzakowi w cierpieniu. A widzę, jaka potrafi być znieczulica dookoła. Widziałam, jak bachory zamykały kota w śmietniku i napierdalały w niego petardami. Tego kota też przygarnęliśmy, był głuchy, ale polepszyło mu się i znalazł nowy dom.

I serio, gdybym znalazła tych wszystkich skurwysynów, którzy zadają ból jakiemukolwiek żyjącemu stworzeniu, ręka by mi nie zadrgała. Ujebałabym wszystkie palce i posypywała solą.

Istotną kwestią jest też to, że zwierzak kosztuje. Jedzenie, wyposażenie, szczepienia - trzeba mieć na to pieniądze. Jeśli nie stać nas na  utrzymanie kotka czy pieska - darujmy sobie ich kupno. Chyba każdy jest na tyle rozumny, żeby sobie przeanalizować ile będzie kosztował nas nowy domownik, czy jesteśmy w stanie poświęcić mu czas i czy to najlepszy pomysł, kiedy ma się dzieci, bo one nie są po to, żeby je ciągać za uszy i wkładać palce w dupe. Zwierzak ma prawo się wtedy nieco zirytować, więc jak upierdoli Wasze dziecko, to miejcie pretensje wyłącznie do samego siebie, ale przecież to nie tak będzie wyglądało. Zwierze wyląduje na zbity pysk, albo co gorsza, stanie mu się krzywda. Działa to też w drugą stronę. Zwierzak też musi być nauczony żyć z dzieciakiem, żeby nie był o niego zazdrosny, żeby nie drapał czy nie gryzł go z premedytacją. Wychowanie leży po naszej stronie. Naprawdę da się tego nauczyć. I dziecka, żeby żył w zgodzie ze zwierzakiem i zwierzaka życia w zgodzie z domownikami.

Uwierzcie, że jeśli nie pozwolicie zwierzakowi wchodzić na kanapę, to nie będzie tego robił. Nie ma sensu się na niego drzeć czy lać kapciem do chuja. To są pojętne istoty, wystarczy chwila czasu, kilka przeczytanych akrtykułów i wszyscy będą zadowoleni. Obdarują nas miłością, wdzięcznością i ciepłem.



Zastanówcie się kurwa zatem przed podjęciem tak ważnej decyzji jak kupienie zwierzątka.

Dziękuję za uwagę i pozdrawiam!

Follow Us @wdowapostalinie