wtorek, 16 października 2018

Makijaż na dziś - Roses

13:22 4 Komentarze
Nie wiem czy to kwestia światła, podkładu, pudru, podkładu który nie współpracuje z pudrem czy wszystkiego naraz, ale moja gęba wychodziła dzisiaj na zdjęciach tragicznie. W sumie na żywo też wygląda jakoś tak żółto, fuj. Czas poszukać odpowiedniego odcienia do papy. 
Naszło mnie dzisiaj na różyczki. Mam je wszędzie: na oczach, na ręce, a nawet przyodziałam się celowo w bluzeczkę w róże. A więc patrzcie i podziwiajcie 😂
Brwi: pomada Makeup Revolution Chocolate, Makeup Revolution Aqua Brow Pomade, kredka Essence Eyebrow Designer, korektor Catrice Liquid Camuflage, korektor do brwi Eveline 5 w 1
Oczy: Maybelline Colour Tattoo #91, paleta Huda Beauty Rose Gold Remastered, korektor Catrice Liquid Camuflage, pigment Tammy Tanuka #338 (na żywo wygląda obłędnie, na zdjęciach ciężko mi go było uchwycić), eyeliner Maybelline Eyestudio Lasting Drama, tusz Maybelline Total Temptation, cień Makeup Geek Tai Mahal, rzęsy Perhaeps Queen
Twarz: podkład Maybelline Super Stay 24H Full Coverage, puder Melkior Professional, bronzer The Balm Desert, rozświetlacz Benefit What's Up! 
UstaPudaier Lip Gloss 2

czwartek, 4 października 2018

KONKURS - odpowiedź na jedno krótkie pytanie i wygraj dowolne rzęsy Perhaeps

21:19 4 Komentarze
Zdjęcie dla przyciągnięcia uwagi 😆
Wraz z marką Perhaeps organizujemy dla Was konkurs. Do wygrania jeden z modeli rzęs do wybrania z: Perhaeps
Wystarczy odpowiedzieć na pytanie: Który model rzęs Perhaeps wybrałabyś do jesiennego makijażu?
Osobę wygrywającą wybieram ja, na podstawie najciekawszego komentarza 😊
Konkurs trwa od dziś do 10 października włącznie. 
Post niżej można zobaczyć jak jeden z modeli prezentuje się na moim oku.
Bądźcie kreatywne! Buziaki 😘


PS. Niebawem przewiduję konkurs organizowany przeze mnie. Im więcej będzie zainteresowanych tym lepiej! Wtedy pewnie będą zacniejsze nagrody! Bądźcie czujni! 

niedziela, 30 września 2018

Makijaż na dziś - I'm bored| Rzęsy Perhaeps

13:08 17 Komentarze
Chyba w pełni zainspirowałam się kolorem mojego sweterka 😂 jest obłędny! a na dodatek cieplusi, milusi i mogłabym nie przestawać go nosić. Tak więc powstał oto ten makijaż! 
Brwi: pomada Makeup Revolution Chocolate, Makeup Revolution Aqua Brow Pomade, kredka Essence Eyebrow Designer, korektor Catrice Liquid Camuflage, korektor do brwi Eveline 5 w 1
Oczy: Maybelline Colour Tattoo #91, paleta Huda Beauty Rose Gold Remastered, pigment Inglot #22, eyeliner Maybelline Eyestudio Lasting Drama, tusz Maybelline Total Temptation, rozświetlacz Makep Revolution Vivid Baked Highlighter, rzęsy Perhaeps Sisi
Twarz: podkład Catrice Liquid Coverage, puder ryżowy Ecocera, bronzer The Balm Desert, rozświetlacz Makep Revolution Vivid Baked Highlighter
Usta: Mary Kay Patricia Bonaldi
Rzęsy, które mam w tym makijażu będą do wygrania u mnie w konkursie, te, bądź inny dowolny model. Szczegóły już niebawem 😊
Jeśli chodzi o ten konkretny model, to jest bardzo elastyczny, co ułatwia mega ich przyklejanie. Pasek jest bezbarwny, a do każdego modelu dołączony jest klej - również bezbarwny. Szybko się wiąże i trzyma na oku bez szwanku cały dzień. Z wyjątkiem, kiedy płaczę. Niestety wtedy potrafi się nieco odklejać. Sisi byłyby idealne, gdyby przy wewnętrznej stronie były nieco krótsze. Wyglądały by wtedy na naturalniejsze. Może po prostu je lekko przytnę i będzie bomba xD 
Posiadam jeszcze model Glamour, z którym też pojawi się makijaż i kępki, których zazwyczaj nie używam, bo są bardziej czasochłonne, ale pewnie efekt będzie bardziej powalający 😉
Zachęcam do odwiedzenia profili i wybierania sobie modelu, bo będzie do zgarnięcia 😏

czwartek, 27 września 2018

Moje pierwsze przedłużenie na formach od Elisium i moje pierwsze hybrydy.

19:12 4 Komentarze
Jeśli zapytalibyście się mnie jeszcze jakiś czas temu czy lubię malować paznokcie, albo czy kiedykolwiek zrobię sobie sztuczne moja odpowiedź brzmiałaby NIE. Pierwszy raz w życiu przedłużone paznokcie miałam na swoje 23 urodziny. Zrobiła mi je moja przyjaciółka (pozdrawiam) . Były piękne, ale nosiłam je nieco ponad tydzień, bo wydawały mi się mega niewygodne. Pisanie smsów czy korzystanie z komputera było dla mnie katorgą. Wciskałam kilka klawiszy na raz przez co wychodziło mi coś w stylu "mkdkokbfjskml". A jak podcierałam sobie dupę, to bałam się, że mi odpadną.
Swoje miałam zawsze przycięte krótko, a ostatni raz malowałam je zwykłym lakierem w '49.
Nagle pewnego dnia w pracy wpadłam na pomysł kupienia sobie zestawu do paznokci. Tak z dupy po tym, jak gdzieś mignął mi jakiś filmik na YT.
Padło na zestaw od Elisium, ponieważ mają tam gotowe formy do przedłużania, ciapasz formę żelo-akrylem i myk pod lampę. Paznokieć gotowy. Gdybym miała pieprzyć się ze standardową formą i poziomowaniem żelu, to chyba bym się posrała z braku cierpliwości. Poza tym na pewno wyszły by mi jakieś krzywulce.
Na cały zestaw liczący sobie lampę, liquid, top, baze, 3 lakiery, pyłek, żel do przedłużania, formy, waciki bezpyłowe, cleaner, cążki, pędzelek oraz pilniki wydałam 4 paki. Dość ryzykowne jak na fakt, że nigdy nie lubiłam malować paznokci, a co dopiero mieć długie. Niestety czasem mam takie kaprysy. Choć może nie do końca to kaprys. Nie chcę do końca życia pracować na kogoś, być może kiedyś chciałabym zacząć pracować na siebie. A jedyną umiejętność jaką posiadam, to umiejętności manualne. Jeśli w czymś jestem dobra, to właśnie w tym, a z samych makijaży bym nie wyżyła, więc być może to odpowiedni czas na to, by zacząć się uczyć czegoś nowego. Mam świadomość tego, że kosmetyczki/stylistki/wizażystki rosną jak grzyby po deszczu. Jednak jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Robić to dobrze. A większość tego co się teraz otwiera to jakieś gówno.
Moje pierwsze paznokcie miały być względnie krótkie, ale poniosło mnie jak zwykle i okazało się, że takie są nawet bardziej wygodne. Użyłam tutaj właśnie wcześniej wspomnianych form Quick Shape, które są błogosławieństwem dla takich laików jak ja. Robią doskonałą krzywą C! Do tego czarny lakier Audrey oraz pyłek Bling Bling. Na każdym kolorze daje inny efekt, więc to taki pyłek niespodzianka. I jakieś tam ozdoby z aliexpress.
A...moim modelem paznokciowym był kot mojej Moniki (pozdrawiam), która towarzyszyła mi przy robieniu tej stylizacji, ponieważ ona się zna i też robi.
Obawiałam się piłowania, dla mnie to było wyzwanie, które nie do końca mi wyszło, ale uważam, że jak na pierwszy raz to i tak jest mistrzostwo jak dla mnie. Tak na marginesie piłowanie paznokci jest dla mnie trochę ohydne i to najgorsza część tej roboty.
Paznokcie wytrzymały mi 3 tygodnie bez żadnego uszczerbku. W różnych warunkach. Od mycia garów poprzez obieranie orzechów aż po fakt, że zajebałam nimi w coś miliony razy. Ból był, ale paznokcia nie straciłam!
Tak się prezentowały dziś po tych 3 tygodniach. Kiedy je skracałam, stwierdziłam, że są zdecydowanie za grube, przez co piłowałam je dobre 2,5 godziny, ponieważ ten FlexyGel nie rozpuszcza się w acetonie. A ja nie mam też wprawy. Zniszczeń ogromnych nie było, ale płytka miejscami zdecydowanie była słabsza i gdzieniegdzie uszkodzona. Być może to fakt, że nie umiem jeszcze tak manewrować pilnikiem, być może to skutek FlexyGelu. Nie wiem, ale powiem jak sprawdzę po kolejnym ściąganiu stylizacji.

Zdecydowałam się na Baby Boomer. Lubię bezpieczne i klasyczne kolory. Wyszły trochę takie ślubniaczki z cyrkoniami na palcu serdecznym i dużym. Do tego pyłek również na palcu serdecznym, niestety na zdjęciu nie udało mi się uchwycić tego jaki jest piękny! Długość minimalnie krótsza od poprzednich, ale grubość o 3/4 mniejsza. Przez co wyszedł mi doskonały tunel. Zobaczymy więc jak tym razem będzie z ich wytrzymałością 😉 Niestety cyrkonie odpadły mi tuż po zrobieniu zdjęcia, więc zalałam je żelem i myślę, że potrzymają się nieco dłużej xD

Na pewno jeszcze długa droga przede mną, więc jeśli macie dla mnie jakieś rady, wskazówki, to chętnie skorzystam!
Jak na początek jestem z siebie bardzo dumna, bo to dopiero moja druga stylizacja, a pierwsza zdobyła już kilka pozytywnych opinii od całkiem obcych ludzi! 😊 trzymajcie kciuki, żebym zdobyła więcej wprawy i umiejętności.

Tymczasem życzę dobrego dnia! 😘

czwartek, 30 sierpnia 2018

Pierdolcie się fryzjerzy - czyli dlaczego nigdy więcej nie oddam się w ręce "profesjonalisty"?

22:19 18 Komentarze
Farbuje się odkąd skończyłam 15/16 lat. Wiem, że młodo zaczęłam, ale matula mi pozwalała, więc wiadomo, że to wykorzystywałam. Moje włosy od tego czasu miały już wszystkie możliwe odcienie, od czerni, przez brązy, blondy aż do różu, czerwieni i rudości. Dziwie się, że jeszcze nie jestem łysa, ale moje włosy chyba są nie do zniszczenia. I naprawdę są zdrowe i lśniące, pomimo tego co im fundowałam przez tyle lat, a niestety nie mam czasu na jakąś szczególną pielęgnację. Czasem aż mi smutno, że tak mało o nie dbam.
(Gdybyście pytali - to oczywiście też miał być zamierzony efekt) 





I powiem tak, nigdy, przenigdy nie wyszłam jeszcze od fryzjera zadowolona. Ani razu. Zazwyczaj kiedy farbowałam się sama, osiągałam mniej więcej takie rezultaty, jakich oczekiwałam, ale nigdy u fryzjera.
Najbardziej byłam zadowolona z efektów, kiedy miałam mega jasny blond na głowie, ale podkusiło mnie zrobić sobie sombre. No i nosiłam takie włosy jakoś ponad rok. Jak to w przypadku kobiet bywa, znudziły mi się i chciałam znowu powrócić do blondu. Rzecz polegała tylko na tym, aby rozjaśnić mi ciemną górę i zrównać z blondem u dołu.
Tak mniej więcej wyglądały moje włosy przed środową koloryzacją. Wydawało się, że nie trzeba tu wielkiej filozofii, ale co ja tam wiem, nie chciałam bawić się sama w rozjaśnianie i postanowiłam skorzystać z usług kogoś, kto się na tym zna. Umówiłam się u tego kogoś z polecenia, bo podobno czeka się miesiącami na koloryzacje do tego kogoś. Byłam podjarana, przeżywałam to i chwaliłam się na każdym możliwym kroku. Byłam też pełna obaw, że znowu mi coś spierdolą. Nawet w ostatniej chwili chciałam zrezygnować. NO I CO? NO I ZJEBALI. Kolejny raz zrażam się do korzystania z usług fryzjera i poważnie, to moja ostatnia koloryzacja u "profesjonalisty".
Niestety blond mam tylko końcówki (one mi się podobają, są chłodne i popielate), ale miałam je jasne również przed koloryzacją...mam wręcz wrażenie, że są nieco ciemniejsze niż te z którymi przyszłam. A poza tym jestem RUDA. Kurwa mać ruda...Taka chujnia to mi mogła wyjść podczas koloryzacji w domu, ale po wizycie u fryzjera oczekiwałam po prostu blondu. Jasnego, chłodnego blondu. I wiecie ile za to zapłaciłam? 260zł. No cóż, za głupotę trzeba płacić.
Pewnie myślicie sobie, że teraz lamentuje, a jak był na to czas, to mordy nie otworzyłam. Że nie zwróciłam uwagi na to będąc jeszcze u fryzjera, że zapłaciłam, że nie złożyłam skarg i zażaleń. Oczywiście czary mary, fryzjer mówi, że to tak ma być, że przy następnej wizycie już osiągniemy ten chłodny blond, że tu na razie odrosty zostawił, że ciężko było zejść z tego brązu itepe itede. W sumie dałam się przekonać, bo wtedy, gdy tak na nie patrzyłam nawet zaczęły mi się podobać. A wiecie jak to jest, trochę głupio jest powiedzieć, że coś nam nie pasuje, trochę wstyd się wykłócać czy olaboga nie zapłacić. Teraz twierdzę, że to błąd, że powinno się mówić, póki jest na to czas i kłócić się, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Wróciłam do domu, przespałam się z tym, obejrzałam te włosy w każdym możliwym świetle i stwierdziłam, że wygląda to źle, że ten rudy za bardzo rzuca się w oczy i od razu zamówiłam farbę (L'Oreal Majirej). Mam nadzieję, że pokryje mi to coś, co w tej chwili mam.
Najlepsze jest to, że nawet umówiłam się na następną wizytę, dopiero w październiku, bo włosy muszą odpocząć...bo dałam się omamić i nie odezwałam się ani słowem. Eh, sama chyba próbowałam oszukać siebie, że to co mam naprawdę mi się podoba, serio próbowałam się tym cieszyć, ale nie umiem się dłużej okłamywać - wygląda to źle. Jakby zrobił mi to ktoś, kto się dopiero uczy, a nie ma już doświadczenie i pracuje w salonie. Jestem rozczarowana, zła i chce mi się wyć, że wyrzuciłam siano w błoto, że muszę wywalać kolejne hajsy na naprawianie tego sama w domu, bo już nie pójdę nigdzie do żadnego fryzjera! Co najwyżej może dam podciąć sobie kiedyś końcówki.
Ludzie mi prawili komplementy, że ładnie mi w tym kolorze. Podejrzewam, że mówili to z grzeczności, a nie dlatego, że rzeczywiście tak mi ładnie. Prawda jest z goła inna i tutaj liczę na Wasze szczere opinie! Nie oszczędzajcie mnie xD 
To jest blond, który osiągnęłam dzięki własnym kombinacjom. I będę dążyć do osiągnięcia właśnie takiego odcienia. I takiej długości również, bo brakuje mi moich włosów do pasa ;)

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

DDOB - co to jest i z czym to się je? | Szybki makijaż smoczycy

21:50 11 Komentarze
DDOB to skrót od Daily Dose of Beauty. Platforma, która łączy i zrzesza blogerów. Brakowało mi czegoś takiego, bo lubię, kiedy moje ulubione blogi, te które czytam najczęściej oraz te, które chciałabym poznać były w jednym miejscu. Dawno dawno temu była taka strona, ale niewspierana przepadła i umarła, od tego poza zblogowanymi nie odkryłam nic, co byłoby zbliżone. A od jakiegoś czasu korzystam z obu stron.

Plusem apki jest to, że prób zbioru profili blogerów, są też oczywiście najświeższe wpisy, oraz artykuły. Jedne ciekawsze, drugie mniej, jedne wnoszące coś w życie, drugie totalnie nic, ale to chyba dość powszechna cecha internetów. Są też quizy, w których rzadko i spontanicznie biorę udział. Oraz wiele innych zakładek, w których każdy znajdzie coś dla siebie.

Ogromnym plusem tegoż portalu jest fakt, że można brać udział w różnych kampaniach. Można zostać w ten sposób rasowym infuencerem i zarabiać hajsy. Kiedyś tam. Ponieważ prowadzenie bloga to częściowo pasja, częściowo na pewno chęć zarabiania. Taka prawda, światem rządzi pieniądz i nie mówmy, że nie. A przecież miło jest łączyć pasje z pracą, bądź robić coś, co się kocha, bo podobno wtedy nie przepracujemy ani dnia więcej.
Albo tworzyć coś z różnymi firmami. Ja jeszcze nie zdążyłam załapać się na takie cudo, bo jestem świeżakiem i dopiero robię małe kroczki na portalu. Jednak jeśli już się na coś załapie, to dam znać czy warto!
Profil wygląda tak. Standardowo wszędzie jestem wdową, więc i tutaj nikt nie podpierdolił mi nicku - na szczęście. Można prowadzić statystyki, inni ludzie mogą nas obserwować, lajkować, komentować i robić praktycznie wszystko to co robimy na blogu. Można się wpisami bezpośrednio dzielić na innych portalach społecznościowych.
Dodawanie tam wpisów i odnośników jest proste i bezbolesne. Odnośniki działają sprawnie i przekierowują nas na blogi innych. Tak jak wspomniałam, dla mnie to duży plus w odkrywaniu nowego narybku i czytania nowych rzeczy. Fajnie by było, gdyby coraz więcej blogerek/blogerów (nie będę nikogo dyskryminować) się o tym dowiedziało i zakładało tam konta.

Pewnie istotną, a może jedną z najważniejszych argumentów będzie fakt, iż na portalu można zbierać monety, które później zmienia się na nagrody.
Za każdą jakąś aktywność po pewnej liczbie tejże aktywności dostaje się monety. Nagrody nie są byle jakie, bo można wygrać nawet Ajfona Iks czy też bony do Sephory, HM czy Empika. Ten ostatni osobiście kusi mnie najbardziej. Na pewno plusem jest to, że takie nagrody zawsze mobilizują, zachęcają do zwiększonego zaangażowania w pisaniu, publikowaniu i ogólnego życia na portalu. Minusem pewnie jest to, że niektórym chęć zdobycia monet założy klapki na oczy i przez to jest ryzyko powstawania jakiegoś ścierwa. Mam nadzieję jednak, że administratorzy nie będą popierać takich działań.
Ja o tej stronie dowiedziałam się z innego bloga i cieszę się, że założyłam tam konto. Was również do tego szczerze zachęcam. Wystarczy kliknąć w tutaj.


A tymczasem wykorzystam okazję wrzucenia szybkiego makijażu i ostatniego zdjęcia w tej wersji kolorystycznej na moich włosach. Kto się domyśli na jaki kolor będę się farbować? Dajcie znać w komentarzach :)


Dobrej nocy, buziaki!

Follow Us @wdowapostalinie