czwartek, 5 lipca 2012

Opowiedz mi swoją zabawną, dziwną sytuację w jakiej musiałaś wykonać makijaż, a nagrodzę Cię kosmetykami! - Konkurs!


Te oto 3 zestawy w skład których wchodzą 3 maskary Golden Rose Cat Walk, City Style, Maxim Eyes, kredka Kohl Kajal Blackest Black i temperówka są właśnie dla Was! 

Wystarczy, że w komentarzu napiszecie mi w jakiej ekstremalnej, dziwnej czy zabawnej sytuacji przyszło Wam się malować.

Warunkiem uczestniczenia w konkursie jest bycie moim obserwatorem, odpowiedzenie na pytanie konkursowe i podanie adresu e-mail w komentarzu.
3 najciekawsze odpowiedzi wybiorę ja sama i nagrodzę je tymi zestawami, które sponsoruje Golden Rose.

Zapraszam!

28 komentarzy:

  1. Należę do osób, które nie potrzebują makijażu w codziennej egzystencji. Jednak w sytuacji, kiedy muszę podbudować swoją pewność siebie, makijaż, nawet taki niemal niewidoczny, ratuje mi życie i pozwala być pewną siebie. Takie sytuacje to np. egzaminy... No właśnie... Podczas ostatniej sesji uczyłam się długo do pewnego egzaminu - miał być najtrudniejszy, najgorszy, w ogóle be. Uczyłam się tak długo, że rano na niego... zaspałam. Zerwałam się wtedy z wyra, szybko ubrałam, chwyciłam torebkę, a w zęby bułkę i leciałam na uczelnię. Dotarłam punktualnie, profesor wpuścił nas do sali i poszedł po coś. Co robi wtedy Orlica? Zaczyna przekopywać torebkę w poszukiwaniu kosmetyków :D Byłam tak zestresowana, że niemal płakałam, na szczęście znalazłam puder i tusz, taki mój niezbędnik. Wyłożyłam sobie to na blat tuż obok pustej kartki i długopisu i zaczęłam się malować ;) Ludzie patrzyli na mnie jak na idiotkę, zwłaszcza, że zwykle właśnie nie mam makijażu albo mam znikomy - faceci pewnie nie widzieli różnicy ;) Już w wersji lekko apgrejdowanej przywitałam profesora, uspokoiłam się i napisałam egzamin. Na 4 :)

    Mój email: polishpolishaholic@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  2. dominikagalazka@gmail.com

    Ja pamietam, jak kiedys leciałam samolotem do siostry. Niestety okazało sie, że odbierze mnie jej całkiem przystojny sąsiad. W samolocie miałam tylko różowy mono cień, tusz to rzes, błyszczyk i jakiś podkład. Tuszem podkreśliłam rzesy i o dziwo nawet leciutko brwi, różowego cienia użyłam na poliki i oczy a w gratisie - na usta. Dołożyłam troche błyszczyka i przynajmniej o 7 rano nie wyglądałam jak potwór. A przystojny sąsiad nawet na kawe mnie zaprosił. Mina stewardessy i współpazażerów była bezcenna :)

    OdpowiedzUsuń
  3. masz babo placek, temat jak znalazł dla takiej niepoprawnie śmiesznej sieroty, jak ja.

    sytuacji ekstremalnych w związku z makijażem mogłabym mnożyć na pęczki, gdyż po pierwsze primo, to ja w ogóle jestem ekstremalny przypadek pod każdym względem, po drugie zaś - nie wyobrażam sobie mojego społecznego istnienia bez makijażu. panie, broń pan, wolałabym już chyba wyjść naga.

    ostatnią ekstremalną sytuacja stricte makijażową było malowanie się w świetle latarki w łazience pozbawionej okien, o nikłym świetle, tak nikłym, ze dało się dostrzec jedynie kontury twarzy. jak to mawiają, każda kobieta powinna umieć pomalować sie przyzwoicie w niedogodnych warunkach...aczkolwiek to ciężka sztuka do opanowania. dodam tylko, że dzień wcześniej jechaliśmy samochodem (samochód standard, pięć miejsc siedzących) w siódemkę, w totalnym ścisku & ja w tym ścisku dzielnie przybierałam na twarz tapetę. order uśmiechu dla mnie :-)



    diggerowa@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Makijaż zawsze spoko :) lekko podkreślona uroda czy tez powalające z nów kocie oczy ? jakis element musi byc :)
    ekstremalna sytuacja ? takich było wiele . Malowanie sie podczas opieki nad 3 dzieci , na placu zabaw , w samochodzie . Poprawianie się w witrynach sklepowych . Natomiast najbardziej w pamięci zapadła mi sytuacja kiedy to "na gwałt " potrzebowałam poprawy w warunkach polowych , Mianowicie przystanek Woodstock . Zabawa była świetna . Niestety po koncercie moja uroda nieco "ucierpiała " . Gdy zobaczyłam swoja twarz byłam w szoku ! komary i robaki nie odpuściły . Cała czerwona i brudna od kurzu postanowiłam uratować sytuację . Nie chciałam przegapić kolejnego ważnego dla mnie koncertu wiec popędziłam na niego . podczas skakania , śpiewania (wydzierania się ) wyjęłam puderniczkę i do dzieła . Miny ludzi były bezcenne :) Niestety grupka ludzi stwierdziła że makijaż "nie jest mi potrzebny " i wylądowałam w błocie :) wtedy było mi wszystko jedno :)

    agatka19951@poczta.onet.pl
    + obserwuje

    OdpowiedzUsuń
  5. haha, ale masz pomysł babeczko :D super!

    no to słuchaj/czytaj. Któregoś dnia, w moim mieszkaniu w dopiero co wybudowanym budynku, ciagle jeszcze trwały prace wykończeniowe. Któregoś dnia przyszedł Pan typu dozorca i poinformował, że przez 2 dni nie będzie światła. Była to jeszcze wczesna wiosna, więc szybko robiło się ciemno. Wieczorem umówiłam się na romantico kolacyjke ze soim lubym. miała być niespodzianka. No i byla... bo przeciez mialo nie byc swiatla. Wieczorem przygotowywalam sie zatem przy swietle JEDNEJ swieczki. aby jakos sobie pomoc, musialam rozgrzac myslenie. Rozstawilam dookola swieczki 5 lusterek, ktore pomogly rozpraszac swiatło w moją stronę. Jakkolwiek, i tak bylo to malo. Jakos sie umalowalam, problem zrobil sie pozniej, kiedy juz wyszlismy na miasto. Okazalo sie, ze nie dowidzialam kolorow kredek i zamiast pomalowac brwi kredką brązową, użyłam ciemnej sliwkowej... Podkład natomiast mialam pięknie porozmazywany a nie rozprowadzony na cerze. pokryty pudrem byl nie do poprawienia. Musialam się myć szybko w toalecie restauracji i wykonac makijaż tym co mialam akurat w torebce m.in. był to błyszczyk i zeschniety mini-tusz.(oczywiscie zabralam ze sobą tą sliwkową kredkę!!!) Z łazienki wyszłam zatem z powiekami pomalowanymi na sliwkowo, bladą twarzą, oraz robaczkami zamiast ładnie rozczesanych rzęs.......

    mój mail: artcayenne@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. paulinkabuziak111@wp.pl


    Jakieś 2 lata temu dorabiałam sobie na weselu jako kelnerka w bardzo znanej w moim mieście restauracji.I tak się złożyło że na tym weselu był chłopak który bardzo mi się podobał:)W godzinach wieczornych kiedy goście byli już zdrowo zaprawieni,ruszyłam z taca aby poddać gościom napoje i wtedy ni stąd ni zowąd wyłonił się mój obiekt westchnień...Zdążyliśmy zmienić tylko kilka słów bo wylądowałam na kolanach jakiejś starszej pani.Napoje oczywiście wylały się na moją twarz i ubrania i mało tego że narobiłam hałasu i bałaganu to jeszcze jeden z soków wlał mi się do oczu i strasznie szczypał więc odruchowo zaczęłam trzeć oczy.I kiedy ocknełam się,pani która "asekurowała" mój upadek wykrzyknęła do mnie:"dziecko jak ty wyglądasz?!!". Więc ja dużo nie myśląc rzuciłam się pędem po torebkę i do łazienki nie zwracając uwagi na znaczki:D Zmyłam z siebie szybko pozostałości makijażu-wodą z mydłem (więc chyba nie muszę opisywać jak wyglądała moja twarz)i zaczęłam się szybko doprowadzać do porządku.Tuszowałam właśnie rzęsy kiedy do łazienki zaczął dobijać się jakiś pijany facet.Zdałam sobie sprawę że jestem w męskiej łazience.Z momentem otworzenia się drzwi wpadłam tyłkiem do ubikacji ponieważ ktoś zostawił podniesiona deskę,żeby tego było mało,przejechałam sobie tuszem po twarzy...Facet który tak mnie przestraszył pomógł mi wydostać mokry tyłek z muszli klozetowej i zapytał co mam na buzi.Spojrzałam w lustro i ujrzałam wielką czarną krechę na policzku.Było mi tak wstyd że wybiegłam przed restaurację zostawiając rzeczy w toalecie.Po chwili przybiegł do mnie mój obiekt westchnień z moją torebką i pomógł mi doprowadzić się do porządku.Dzisiaj się z tego śmiejemy ale tej pechowej nocy chciałam zapaść się pod ziemię:)

    OdpowiedzUsuń
  7. obserwuje jako - southgirl
    mail - mojakosmetyczka1@gmail.com

    Ja to dopiero miałam historię, aż wstyd! Umówiłam się na dyskotekę z przyjaciółkami (miałam jakieś 19 lat-kiedy to bylo :() na której miał być obiekt moich westchnień, więc chciałam być tą najpiękniejszą. Pech chciał, że wywaliło światło w całej wsi, a że był już spory zmrok i miałam tylko jedną świeczkę w domu pomalowałam się najdokładniej jak tylko mogłam w tych warunkach. Na imprezie (granej przy pomocy agregatu prądotwórczego) nagle światło się pojawiło, więc czym prędzej popędziłam do łazienki i co? I zobaczyłam idealnie odcięta krechę od podkładu między twarzą, a szyją, oczy nierówno przejechane cieniem, rzęsy posklejane - słowem półtora nieszczęścia. Do tego wszystkiego wreszcie zrozumiałam, czemu mój luby po zapaleniu światła się ciągle na mnie patrzył. Chyba nie muszę dodawać, że później nie miałam już u niego (jako perfekcjonisty) żadnych szans? :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojj najbardziej extremalna to chyba byla na obozie :) Kiedy spalismy w namiotach wojskowych i oczywiscie jak to przystalo lekki makijaz musial byc. A ze spalismy tez w lesie to wracajac do obozowiska musialysmy jakos wygladac wiec bieglysmy jak glupie w szostke do namiotu i majac jedne malutkie lusterko prawie bilysmy sie zeby nalozyc chociaz podklad :P Miny osob byly bezcenne ;p

    OdpowiedzUsuń
  9. Moja sytuacja może nie była bardzo ekstremalna w porównaniu do innych, jednak dla mnie była to duża odskocznia od warunków, w których zazwyczaj wykonuję makijaż ;)
    Zdarzenie miało miejsce na lotnisku. Musiałam tam spędzić noc, w oczekiwaniu na poranny samolot. Kiedy o 4 rano stwierdziłam, że już więcej nie dam rady spać półleżąc na metalowych krzesełkach, mijały dokładnie 24h od momentu nałożenia mojego makijażu. Poszłam do łazienki, spojrzałam w lustro i... zamarłam. Totalna katastrofa, cienie osadzone w załamaniach, eyeliner rozmazany, tusz pokruszony... A cała twarz błyszczała się jak wypolerowane jabłko. W czym więc problem, gdy można makijaż zmyć i zrobić od nowa? W tym, że zabrakło mi czegokolwiek do jego usunięcia - wodoodporny tusz jednak nie zejdzie tak łatwo, zmyty samą wodą...
    Cała w nerwach siedziałam w łazience, zastanawiając się, co począć, żeby wyglądać jak człowiek. I nagle pojawiła się genialna myśl :D Czym prędzej podreptałam do wolnocłowej perfumerii, znalazłam panią ekspedientkę i spytałam się, czy mogłabym zmyć u nich makijaż. Pani z uśmiechem wręczyła mi zgrabną butelkę płynu Clinique, wskazała waciki i lustro. Po kilku minutach odetchnęłam z ulgą. Podziękowałam wylewnie i pobiegłam z powrotem do łazienki przemyć twarz wodą i zrobić makijaż od nowa...:))

    Obserwuję jako Paramore,
    moody-gingers-stuff@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. (ale się uśmiałam czytając historie dziewczyn..:D)

    Jedną z najbardziej zabawnych, dziwnych sytuacji, w których musiałam wykonać makijaż miała miejsce w czasach liceum.
    Do liceum jeździłam autobusem (miasto obok) wraz z koleżanką mieszkająca w tym samym bloku co ja.
    I nadszedł ten dzień kiedy ze snu obudził mnie dźwięk domofonu. Pamiętam to jak dziś, bo pierwszą moją myślą było "o k.... zaspałam!" i zamiast spóźnić się i pojechać następnym autobusem to szybka bieganina po domu. Chyba nigdy szybciej się nie zebrałam..
    I zamiast pomalować się w autobusie to biegłyśmy z koleżanką na autobus.. więc ją wyprzedzałam, zatrzymywałam się- nałożyłam podkład. Biegłam, wyprzedzałam- nałożyłam cień, biegłam, wyprzedzałam ją- nałożyłam tusz. Drogę do autobusu była czasowo gdzieś o połowe krótsza niż zazwyczaj. Zdążyłam się wymalować, a nawet wypalić papierosa po drodze :D Pffff da się? Da się! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Miałam mnóstwo takich sytuacji.

    Ale za tą najdziwniejszą uznam malowanie kuzynki przed porodem. :D
    Dostałam telefon od jej męża, że Anka jest w szpitalu. Poród miał być za tydzień więc biedaczka myślała, że urodzi co do minuty. A tu taki psikus. Zdziwiło mnie jedno, że kazał mi zabrać 'podstawowe kosmetyki'. Chwila zastanowienia... co ona może chcieć, balsam a może jakiś krem. Postanowiłam więc przed wyjazdem zadzwonić do niej. Odpowiedź: 'Kaśka nie pierdziel farmazonów, bierz tusz, podkład, puder i jakiś eyeliner i za pół godziny cię widzę!'
    Pierwsza moja myśl: WTF!? Oszalała? Pojechałam, umalowałam i do końca życia nie zapomnę min pielęgniarek i pań z sali. Nie ważne, że już ją bolało... makijaż musi być i koniec. Jak to Anka stwierdziła, nawet jeśli będzie umierająca to mam też ją umalować ;)
    I zapomniałam jeszcze, że była wielce zadowolona bo lekarz ją pochwalił 'Jak ładnie pani się przygotowała. Oby więcej takich pacjentek'. Nie chciałam jej dołować, że to na 100% ironia była... a co, niech się dziewczyna cieszy.

    mail starlightparade85@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  12. najbardziej ekstremalny makijaz jaki sobie wykonywalam zapamietam do konca zycia, to bylo na slubie mojej siostry. Ja jako starsza druhna dzielnie pomagajaca pannie mlodej jadac na zdjecia z nowozencami w niedzielny poranek (po 1 dniu wesela) bylam tak zaspana ze zapomnialam zabrac najpotrzeniejsze kosmetyki (najgorszy fakt byl taki ze ostatnie zdjecia byly robieone w wodzie ;))po wyjsciu z zalewu i delikatnym osuszeniu sie dostrzeglam to ze nie mam nic zeby poprawic moj "wodoodporny" makijaz ktory rozplynal sie tak cyudownie jakbym plakala dobre pol godziny, pani mloda dodatkowo pocieszyla mnie mowiac ze nie mamy czasu aby wracac do domu i jedziemy prosto do domu weselnego gdzie czekaly na nas kolejne niespodzianki. tam z kolei owszem ubrania na 2 dzien byly ale kosmetyki.. nieee;( nie zwazajac na nic i dzielnie walczac z resztkami pomadki przeciagnelam nia usta wytarlam oczy dookola i dzielnie witalam gosci w resztkach makijazu ktory podrasowalam pod stolem weselnym po przybyciu naszych rodziców.

    mail: mafgorzatka93@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  13. mail: careaboutmyyself@gmail.com

    najbardziej dziwnej/ekstremalnej/zabawnej sytuacji malowałam się kilka lat temu,kiedy jeszcze byłam w gimnazjum (taaak , *gimnazjum mówi to samo za siebie,że historia będzie co najmniej dziwna :D). byłam na wakacjach u mojej kuzynki na wsi i postanowiłyśmy iść do sklepu po jakieś chipsy,picie itp. oczywiście niepomalowane, w gorszych ciuchach, mimo,że sklep na drugim końcu i trzeba było przejść całą jej wieś:D (w końcu nie musiałam się przejmować jak wyglądam- z miasta dostać się na wakacje na wsi- pełny chillout,zero przejmowania się wyglądem) pech chciał,że akurat z tej jej wsi się podobał mi się bardzo jeden chłopak,który zawsze widział mnie 'zrobioną' i nie chciałam żeby tamtejszy widok zaburzył wcześniejsze jego wspomnienia;D i kiedy zza zakrętu zobaczyłam,że siedzi tam z kolegami na ławce pod sklepem, stwierdziłam,że muszę się szybko 'zrobić' KONIECZNIE,TERAZ,JUŻ ! :D dobrze,że zabrałam torebkę,żebyśmy miały gdzie schować klucze od domu,portfel itp. ponieważ miałam w niej moje najpotrzebniejsze kosmetyki. dosłownie w biegu! tak, zamiast zatrzymać się i gdzieś schować szłam,bo nie miałam gdzie się schować,a musiałam szybko się 'zrobić'...rozumowanie z gimnazjum:) dlaczego musiałam akurat w biegu malować się mascarą i kredką? nie wystarczył sam puder? do dzisiaj nie wiem. i nie wiem też JAK pomalowałam się, bez lusterka, nie wydłubując oka , kredką i jak to możliwe,że dobrze się pomalowałam? ;) jest co wspominać:))

    ps. z chłopakiem i tak nic nie wyszło;D



    *nie chodzi o to,że chcę obrazić kogoś,kto chodzi do gimnazjum,po prostu ja i wszyscy moi znajomi w gimnazjum mieliśmy okres,w którym nasze zachowania były co najmniej dziwne- ale za to najlepsze wspomnienia pochodzą z tamtych czasów ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Pomyślałam, że wezmę udział w konkursie bo... przytrafiła mi się okropna wpadka... jest to w 100% autentyczna historia z której śmieją się ze mnie znajomi, rodzina i osoby związane z tą sytuacją do dziś.

    Każdej z nas zdarzają się sytuacje, kiedy natychmiast musimy poprawić makijaż, bo to zważył nam się podkład, świeci nam się buzia, cały tusz odbił się na powiece a cienie zrolowały się. Moja sytuacja była podobna... siedząc na wykładzie... przysypiałam, tak wiem wiem wstyd. Po przebudzeniu odruchowo poszukałam lusterka i przejrzałam się. Widok mojej buzi mnie przeraził, wstałam jak by mi krzesło pod tyłkiem się paliło i pobiegłam do łazienki. A w łazience... pełno dziewczyn... aż mnie cofnęło bo jak miałam poprawić makijaż przy tylu wlepiających się w ciebie twarzach. Wycofałam się wtedy i jak zwykle wpadłam w fantastyczny pomysł! (przynajmniej taki początkowo się wydawał). Z miną cwaniaka pomyślałam przecież to uczelnia pedagogiczna na której 99% studentów to kobiety! Jeśli nie damska toaleta to męska - nikt nie będzie przynajmniej gapił się na mój zważony podkład, odbity tusz na powiekach i komentował mojego wyglądu pod nosem. Ucieszona weszłam do toalety (męskiej) ufff WOLNA! sprawdziłam nikogo nie ma! wyciągnęłam chusteczki do demakijażu, cały mój arsenał. Jak zwykle w domu włączyłam ulubioną piosenkę I wanna dance with somebody! Oczywiście byłam zdenerwowana swoim wyglądem i cały czas narzekałam "jak mogłam usnąć na wykładach" , "już nigdy nie kupię tego cholernego podkładu", "nie znoszę swoich opadających powiek!", "jak ja się teraz pokaże?". 10 minut - skończyłam :) myje rączki... a z toalety wychodzi mój dziekan... kwituje wszystko jednym zdaniem "ach te kobiety, dobrze że ja przed poranną mszą nie muszę się malować". I wyszedł... a ja czerwona jak burak uciekłam mając nadzieję, że kolejnych bliskich kontaktów mieć nie będziemy... szybko się myliłam był przewodniczącym mojej komisji egzaminacyjnej.

    p.s. chodzę do katolickiej uczelni ;) a dziekan był jezuitą ;)

    strawberry.fasion.style@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Hmmm,moja historia z ekstramalnym makijażem na czasy obecne może wydawać się wcale nie ekstramalna ,ale na tamtą chwile a było to 13 lat temu graniczyła z zawałem serca hihi :p.
    Byłam na wakacjach u siostry,jako małoletnie podloty ,zaczełyśmy chodzić na 'Festyny" (siostra mieszka na wsi ,stąd ta nazwa).Troszkę zazdrościłytśmy starszym koleżankom ,że mają chłopaków lepsze ciuchy i oczywiście mogą się malować :p My przed wyjściem zawsze musiałyśmy sie pokazać 'cioci" jak wygladamy i czy w ogóle nadajemy się do wyjścia,(w tamtych czasach wodna linia pomalowana czarną kredką była już widoczna z 1km hihi).Ale nastąpił dzień ,iż postanowiłyśmy powiedzieć "DOSĆ" są wakacje i dlaczego mamy wygladać gorzej od innych i te słowa mam do dziś w głowie "Gocha ,dzisiaj robimy sobie ostry, ciemny ,widoczny makijaż ,a co? raz się zyje - na to Gośka ,jasne Anka nie ma sprawy" .Ten makjaż przyprawił nas prawie o zawał serca ,nie dość ,że nie posiadałyśmy tego radzaju kosmetyków i trzeba było podwędzić ciotce z kosmetyczki,to jeszcze w pokoju obok siedziała sama 'ciotka która w każdej chwili mogła wejść do nas do pokoju :/Makijaż już prawie na wykończeniu ,dumne i zadowolone już prawie sie zbieramy i nagle z pokoju dobiega głos ciotki "No dziewczyny gotowe ?? to pokażcie się !!" hahaha a w nas jakby piorun strzelił ,co tylko było pod ręką papier ,chusteczka plus ślina i dawaj po oczach i ustach ,bo jak mogłyśmy sie w takim makijazu pokazać ciotce .No takie z nas bohaterki były ,do dzisiejszego dnia kiedy spotkam się z siostrą opowiadamy sobie tą historie i mamy niezły ubaw hihihi

    aniasobalamoskal@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  16. Ha, ha, ha, ja też coś opowiem. ;D Samo miejsce czy sytuacja nie są zbyt zabawne, ale efekt... Więc tak. Podobał mi się pewien facet ze szkoły, kończył lekcje godzinę po mnie i - nie wiedzieć czemu - akurat tego dnia musiałam na niego poczekać. Co robi kobieta podczas 45-minutowej "przerwy"? Ano, maluje się. ;D Miałam przy sobie tylko puder (koszmarny, swoją drogą), a baardzo potrzebowałam poprawy makijażu. Nakładam go na buzie, dumna wychodzę z łazienki, sprawa z facetem załatwiona, spotykam się z przyjaciółką, która to dopiero pokazała mi mój "delikatny błędzik". Wiecie co, ja chyba patrząc wtedy w lustro - widziałam Jego. Zacznę od tego, że puder ściemniał, a skończę na tym, że widać go było tylko na nosie, policzkach (choć też nie całych) i nad górną wargą. Ha, ha, ha. Ach, facet był niesamowity. xd

    fikcyjnaac@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Przeczytałam wszystkie historie dziewczyn i nieźle się uśmiałam ;)

    Byłam właśnie w szkole, gdy dostałam wiadomość od faceta, który bardzo mi się podobał z zaproszeniem na randkę, miał na mnie czekać pod moim liceum.. jedynym problemem było to, że siedziałam na ostatniej lekcji, a mój wygląd był na prawdę mizerny- włosy w kucyku, podkład na twarzy i nic więcej. To co się działo później to legenda. :D Nieźle musiałam się nagimnastykować, żeby pożyczyć od koleżanek tusz, bronzer, jakiś cień i eyeliner. Za każdym razem, gdy nauczycielka odwracała się do tablicy nakładałam na swoją twarz kolejne mazidła, chwilę przed końcem lekcji udało mi się nawet wytapirować włosy. Makijaż- o dziwo! wyszedł mi całkiem nieźle, a z tym chłopakiem jestem do dzisiaj- już prawie 3 lata. ;)

    affectation93@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  18. meil sisunia88@interia.pl
    Odpowiedź: Mi zdarzył się ekstremalny makijaż. Gdy byłam w ciąży i szykowałam się na spacer-czyli makijaż obowiązkowo-odeszły mi wody:) ja spanikowana razem z mężem zaczęłam szybko się zbierać i zapomniałam że na jednym oku mam piękny zielony cień a na drugim nic. Mąż z wrażenia nie zwrócił na to uwagi. Byłam zdziwiona,że Pani na IP patrzy na mnie dziwnie i położne też :) Ale z jednym pomalowanym okiem udało mi się urodzić zdrowego chłopczyka :) Pani położna nie wytrzymała i jak było po wszystkim zapytała o mój "makijaż" :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Historia,, która mi się przydarzyła miała miejsce w okolicach znanego Halloween. Pracując jako lektor mam różne pomysły. Postanowiłam, że temat zajęć będzie dość interesujący na przedstawienie moim kursantom tego święta. Powiedziałam im, aby ubrały się odpowiednio jeśli chcą mogą wykonać także makijaż. W tym samym budynku znajduje się drogeria, w której pracowała moja znajoma wizażystka. Umówiłam się z nią wcześniej, że tego dnia przyjdę do niej bez makijażu i ona mnie umaluje. Nie było w tym nic dziwnego, przecież co jakiś czas odbywają się tam pokazy makijażu. Tego dnia , wchodzę do niej, oczywiście ubrana odpowiednio jako wiedźma czyli długa suknia czarna z czerwonymi dodatkami, pająki poprzypinane gdzie niegdzie, pomalowane na szaro pasma włosów i oczywiście roztrzepane włosy;). Bez makijażu rzecz jasna, a ona mówi, że mają dostawę i nie ma czasu na malowanie mnie. Normalnie szczena mi opadła, myślę sobie no to klops, no mega wpadkę zaliczę jak nic, już wystąpił na mnie zimny pot. Ale dobra czekam, mówię jej no, że tak nie pójdę przecież bez makijażu odpowiedniego do pracy ! Powiedziała, ,że da mi kosmetyki i sama się mam malować. Sama ? Tak w sklepie ? No co sobie pomyślą ludzie… Jednak jak już miałam kosmetyki w ręce przyszła i powiedziała: siadaj zrobimy z ciebie mega czarownicę. Siadłam na środku sklepu i malowała mnie. Efekt był niezły i byłam zadowolona. Wchodząc do biura kierowniczka wybałuszyła oczy i powiedziała „tematyka halloween rozumiem?”. Widziałam,że totalnie ją zaskoczyłam swoim wyglądem. Rozpoczynając zajęcia moi kursanci czekający już na mnie spoglądali z zaciekawieniem i wielkim zainteresowaniem. Powiedzieli, że genialnie wyglądam w przebraniu czarownicy. Nie mogli oderwać oczu. I ja byłam zadowolona. To była mega ekstremalna sytuacja , w której miałam robiony makijaż.

    OdpowiedzUsuń
  20. Moja przyjaciółka miała 18 urodziny , wie z moimi koleżankami wymyśliłyśmy niespodziewany wpad do jej domu w kostiumach ;D jedna koleżanka przebrała się za diabła druga za kibola,a trzecia założyła po prostu kominiarkę na głowę(nie mam pojęcia czemu miałyśmy takie pomysły , może dlatego że był to szybki plan na ostatnią chwilę ;D) za to ja stwierdziłam ze będę klaunem ;D no wiec umalowałam dziewczyny i zaczęłam malować siebie , zrobiłam czerwony nos i biały podkład resztę trzeba było wykończyć czarną kredką, lecz w tym czasie moja koleżanka popsuła mi wykręcaną kredkę a że nie mogłam wykończyć tego czarnym cieniem bo to nie ładnie wyglądało, wiec jako jedyna dziewczyna z prawem jazdy musiałam jechać do sklepu , a z powodu braku czasu nie mogłam się rozebrać z mojego kolorowego stroju i peruki oraz zmyć nie wykończony makijaż, mam tylko taką nadzieję że nikt mnie wtedy nie poznał ale byłam dość spięta w tym sklepie ;Pi żeby nie tracić czasu malowałam się w samochodzie(co mi się tylko wtedy zdarzyło) gdy już byłam gotowa również ja jechałam samochodem na urodziny i też się kompromitowałam , ale ważne że cała niespodzianka się na prawdę udała i przyjaciółka było bardzo szczęśliwa , a czego dla przyjaciół się nie robi :P

    roza9321@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja miałam prostą historię, ale w sumie trochę zabawną. Mieszkałam wtedy w Wawie i szukałam pracy. Oczywiście w wolnych chwilach łaziłam po sklepach i tak łaziłam i zadzwonił do mnie tel, że mogę przyjść na rozmowę, a rozmowa była tego samego dnia jakieś 4h po telefonie. Mi nie bardzo się chciało wracać do domu szykować. Było lato... było gorąco...więc cały make up mi spłynął. W torebce nie miałam w sumie żadnych kosmetyków. Byłam ubrana zwyczajnie, bez szału. Miałam najbliżej do złotych tarasów i tam ruszyłam. Kupiłam sobie ekstra bluzkę, przebrałam się w WC. A żeby nadać mojej twarzy jakiś wyraz... chodziłam sobie po sklepach kosmetycznych i tu nałożyłam podkład, tu puder, tu róż... i w sumie wyszło, że wyglądałam spoko :) Najlepsze jest to, że poejchałam na takim spontanie i dostałam tą pracę :D heeheh :)


    aniumek@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  22. kasiapietrzyk00@wp.pl www.polandcosmetic.blogspot.com


    Moja historia jest okropna i dotyczy tego roku ;/ niestety . Wyszykowałam się na ślub kuzynki , ładnie pięknie i wo gule , umalowana jak nigdy pełny makijaż niestety nie pomyślałam o jednym , że na dworze fakt zimno ale , że w kościółku dla bogatych gdzie ogrzewanie na full ;/ ( 30 C masakra ) moze byc cieplo . Nie użyłam żadnego kosmetyku wodoodpornego i stało się ciepła sukienka+ kurtka ciepła + 30 stopni równa się spłynięty makijaż po 10 min .Wyglądałam okropnie cienie się zważyły i wo gule płakałam niemiłosiernie ;/ miałam ze sobą kosmetyki , no ale gdzie tu się schować żeby na kamerze nie było widać , że się maluje ??? a na dworze - 15 C // hmmmm nie wiele myśląc weszłam do konfesjonału starodawnego wielkiego wyciągnęłam puder i słysze chrząkanie a tam ksiądz ;/ spaliłam się ze wstydu do tej pory nie wiem jak mogłam go nie zauwazyc pewnie dlatego że weszłam szybko i tyłem a drzwiczki były uchylone więc byłam pewna , Ze jest tam pusto a w kosciele ciemne swiatło on na czarno aaaaaaahhhhhhhhhhhhh

    do tej pory wstyd bo wychodząc zaskrzypiały drzwi i wszyscy widzieli jak wychodziłam z konfesjonału

    ;/;/;/;/;/;/ do tej pory wszyscy to wspominają

    OdpowiedzUsuń
  23. angelabloguje@gmail.com angelabloguje.blogspot.com

    Może to nie ekstremalna ani dziwna sytuacji, ale troszeczkę zabawna, a przynajmniej dla mnie wtedy taka była. Kiedyś miałam typowy dzień lenia. Nic mi się nie chciało i cały poranek spędziłam wgapiona w ekran laptopa. Spojrzałam na zegarek- godzina 11, a koło tej godziny właśnie zawsze chodzi u mnie listonosz. Młody, przystojny, ale nie to żeby mi sie podobał tylko nie chciałam żeby zobaczył mnie bez makijażu- należę do osób które bez makijażu nie czują się dobrze i ludziom się na oczy nie pokazują. Nałożyłam na twarz krem i czekałam aż wyschnie. Po kilku minutach nałożyłam podkład i... I domofon zadzwonił... odebrałam, a w słuchawce usłyszałam: poczta! z przerażeniem pobiegłam do lusterka. Pędzel w dłoń pomalowałam lewe oko myśląc: spokojnie, przecież listonosz najpierw wkłada listy zwykłe do skrzynek, a później wchodzi na górę z poleconymi, a przecież ja na czwartym piętrze mieszkam, spokojnie Angela masz czas. Wytuszowałam lewe oko tuszem i... dzwonek do drzwi! Pies zaczął szczekać, a ja ani w lewo ani w prawo. Próbowałam coś szybko z prawym okiem zrobić, ale w końcu otworzyłam drzwi z makijażem pandy. Mina listonosza, a raczej jego uśmiech był bezcenna.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  25. Dziewczyny jesteście świetne ! :-)
    A ja nie lepsza….
    Najbardziej ekstremalne malowanie? To te na wysokości, a dokładniej na wysokości 2 301 m n.p.m. Było to dość nie dawno, bo zważywszy na to że dziś jest 12 czwartek – niespełna tydzień temu 5 lipca.
    Wtedy to też byłam na wakacjach w Zakopanem. Jako zakochana w górach już od nie pamiętnych czasów, zaprawiona w górskich wycieczkach nie zwracam uwagi na makijaż gdy wybieram się na taką wyprawę. Najważniejsze rzeczy to porządne buty trekingowe, kurtka przeciwdeszczowa i płachta (bez niej nie wolno się ruszać ! ), polar.
    Z kosmetyków nic – nigdy nie nakładam wtedy makijażu, na twarz tylko krem z wysokim filtrem. Nigdy wtedy też nie przejmuję się tym, jak wygląda moja twarz. Jednak zawsze, bez względu na okoliczności w plecaku, torebce, gdziekolwiek zawszę noszę korektor i tusz do rzęs. Pochowane są one w najmniejszych kieszonkach i już nawet zapominam, że je tam ma, bo właściwie nigdy z nich nie korzystam w trakcie bycia gdzieś.
    I tak wraz z moim Ukochanym, tego 5 lipca 2012 roku wspinaliśmy się przez Orlą Perć już dobre 6 godzin, w 30 stopniowym upale, gdzie pot kapał z każdego kawałka mojego ciała. Byłam zmęczona, brudna, spocona, zła i co tylko jeszcze. Na samej górze szukałam picia w plecaku Ukochanego. I tak jak grzebałam w nim, to znalazłam coś czegoś znaleźć nie powinnam – pierścionek zaręczynowy.
    I co zamiast się cieszyć, wpadłam w panikę. Jak ja wyglądam – nie trudno było domyślić, że strasznie. Buzia mi się świeciła, nos był czerwony. A za chwilę miała nastąpić jedna z najważniejszych rzeczy w moim życiu. I co zrobiłam? Na Świnicy na wysokości 2 301 m n.p.m. wyciągałam lusterko, mój głęboko zakopany korektor, który wysmarowałam sobie prawą całą buzie i tusz do rzęs. Wiało straszliwie, trochę kapało z nieba. Ale się udało. Ukochany akurat był zajęty robieniem zdjęć – kiedy widzi góry, nic więcej go nie interesuje – nawet ja. Tak więc nie zauważył akcji „malowanie na zawołanie” ani tego, że odkryłam pierścionek.
    I oprócz magicznych wspomnień z zaręczyn, mam też powody do śmiechu. Bo kiedy On uklęknął na jednym kolanie i przysiągł kochać mnie już zawsze, nie liczyło się dla mnie jak wyglądam. Dla Niego zawsze wyglądam pięknie :-)

    Obserwuję jako: Agata
    E_mail: apart_18@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  26. Moja historia nie zdarzyłaby się gdyby nie moja mania przeglądania się we wszystkim co tylko możliwe :) Nie jestem jakąś strojnisią-modnisią,ale lustra najwidoczniej już mi nie wystarczają i nie mogę obejść się bez obejrzenia się na przykład w przyciemnionej szybie witryny sklepowej :D po tym wstępie mogę zacząć dalszą część opowieści, a więc jakoś na początku czerwca idąc sobie po południu na uczelnie, zmarnowana i przytłoczona natłokiem zaliczeń przechodziłam akurat koło jakiegoś zaparkowanego, pustego auta. Nie byłabym sobą gdyby moja głowa nie skierowała się na tylne przyciemnione szyby. Błyszczyk zdążył mi się 'zlizać' i stwierdziłam, że sobie poprawię. Wyjęłam spokojnie błyszczyk z torebki, maznęłam się, poprawiłam jeszcze włosy i już chciałam iść dalej a szyba nagle opuściła się na dół :D z tyłu siedział chłopak, który najwidoczniej na kogoś czekał, rzucił tylko jakieś: 'hej! już się tak nie poprawiaj, i bez tego jesteś bardzo ładna', a ja zmieszana, zawstydzona odpowiedziałam tylko 'dziękuję' i razem się roześmialiśmy :) szybciutkim krokiem poszłam dalej i z szerokim uśmiechem i rumieńcami na twarzy kierowałam się w stronę w uczelni :) nie chcę nawet wiedzieć co ten chłopak sobie o mnie pomyślał, a ja od tamtej pory staram się wybierać bezpieczniejsze miejsca do poprawek :D

    obserwuję jako: kolorowerefleksy
    e-mail: kolorowerefleksy@o2.pl

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za WSZYSTKIE komentarze, jest mi niezmiernie miło czytając je! :)