czwartek, 29 stycznia 2015

Recenzja szamponu Dove Youthful Vitality do włosów dojrzałych, czy na pewno?

22:08 11 Komentarze
Opinia producenta
Szampon Dove Youthful Vitality przeznaczony jest dla włosów dojrzałych. Wraz z wiekiem włosy tracą składniki odżywcze, stają się bardziej cienkie, suche, mniej gęste co sprawia, że stają trudne do ułożenia i bardziej podatne na zniszczenia.
Szampon delikatnie myje włosy i dodaje im objętości.
Cechy i zalety:
- Lekka formuła delikatnie oczyszcza włosy
- Przywraca włosom objętość i puszystość
Sposób użycia: Nanieś szampon na mokre włosy, spień i następnie spłucz. W razie kontaktu z oczami natychmiast przepłucz je wodą.
Moja opinia
Do włosów dojrzałych, tak powiada producent. No cóż, jeszcze z tak „dostosowanym” szamponem się nie spotkałam, jednak patrząc na to, że mam miejscami przesuszone włosy i dość przyklapnięte swoim ciężarem, nie używając go nie zważałam na to, że jest do włosów dojrzałych. Do moich też powinien się nadać, w końcu każde włosy potrzebują witamin. Zapach jest lekki i przyjemny, nie utrzymuje się długo w łazience ani na włosach, może dlatego, że zazwyczaj oprócz szamponu używam czegoś jeszcze i po prostu go nie czuję. Butelka na pierwszy rzut oka wydaje się dobrym rozwiązaniem, bo stoi ciągle „na głowie” i powinno się z niego łatwo wydobywać produkt. Nic bardziej mylnego. Produkt na pewno można wydobyć w ten sposób do samego końca, ale nie łatwiej…strasznie opornie leci! Pieni się niezbyt nadzwyczajnie, także wydajność oceniam w skali od 1 do 10 na 6+. Nawet z tym oczyszczeniem włosów bym polemizowała, włosy przetłuszczały mi się zwyczajnie po dwóch dniach, nawet jakby bardziej niż zwykle, także to oczyszczenie takie sobie. Objętości nie zauważyłam żadnej, nawet tyci tyci. Szczególnego odżywienia jakoś też nie. Szampon wypadł zwyczajnie, oczekiwałam od niego czegoś więcej. Nie jest najgorszy, ale nieodpowiedni dla moich włosów. 
Zalety
 + przyjemny, delikatny zapach
+ butelka ułatwia wydobycie produktu do samego końca
Wady
-jakby zbyt mały otwór w butelce, przez co trzeba siły do wyciśnięcia szmponu
- słabo oczyszcza włosy
- nie dodaje objętości ani nie odżywia włosów
Cena
ok. 20zł / 250ml

wtorek, 20 stycznia 2015

Recenzja grudniowego Shinyboxa

22:03 11 Komentarze


 1. Vaseline Intensive Care – Balsam do ciała Essential Healing
Przyznam się bez bicia, że nawet go nie otworzyłam. Było mi szkoda, bo mam już kilka ponapoczynanych balsamów do zużycia i żal mi było napoczynać kolejny, który później się zmarnuje. Na pewno jednak na wielu innych blogach znajdziecie porządną recenzję na jego temat czy warto go wypróbować, czy też nie ;)
Ok. 14,50zł / 100g
2. Pose – Luksusowy krem pielęgnacyjny
Z racji tego, że to krem przeznaczony raczej do dojrzałej skóry, podarowałam go mamie, zaznaczając, że ma go używać codziennie, a nie jak jej się tam przypomni. Bo moja mamuśka ani niczym się nie smaruje, ani żadnych kosmetyków nie używa, to chociaż do tego ją namawiałam. Jednak mojego zamiłowania do malowideł nie odziedziczyłam po mamie, po tacie chyba raczej też nie ;) Nie mniej jednak według opinii mojej mamy, zwięzłej, bo zwięzłej, krem się sprawdza. Mama mówi, że dobrze się wchłania i pozostawia buzie bardzo przyjemną w dotyku. Może na większe rezultaty trzeba jednak dłużej poczekać.
Ok. 100zł / szt.
3. Pat & Rub – Rozgrzewający balsam do rąk
Produkt jest duży i według mnie wydajny. Pachnie ładnie, choć dla mnie ta szałwia jest tu kompletnie nie potrzebna! Jakoś nieszczególnie podoba mi się jej woń i zabija wręcz ten cynamon, który jest taki piękny i świąteczny. Czy rozgrzewa rzeczywiście zmarznięte dłonie? Eee, nie. Prędzej rozgrzeją się pod wpływem tarcia, niż od samego kremu. Warto jednak się nim smarować. Na moje w tym roku dość przesuszone ręce pomaga.
Ok. 39zł / 100ml
4. Love Me Green – Naturalny olejek relaksujący do masażu i kąpieli
W masażu go stosowałam, w kąpieli nie. Zapach ma delikatny, mój chłopak opisuje go jako zapach siana, ale faceci się tam nie znają. Olejek jak to olejek, tłusty i mam ochotę wskoczyć po nim od razu pod prysznic. Nic poza tym nie zanotowałam…
Ok. 40zł / 100ml
5. Lierac Dermaquillant Douceur – Płyn micelarny do demakijażu
Najlepsze 50ml płynu do demakijażu jaki miałam! Żałuje, że tak mało! Nie podrażnia, ani ciut ciut. Przyjemnie pachnie i jest taki delikatny dla cery. Cudo! Szkoda tylko, że w regularnej cenie takie drogie :(
65zł / 200ml
6. APC – zestaw cieni sypkich + brokat
…jak już dostałam się do wszystkich cieni po wielu męczarniach, to ukazały mi się piękne, opalizujące kolory, które aż muszę pokazać w jakiejś pełnej recenzji. Użyłam wszystkie swoje 3 wieżyczki na makijaż sylwestrowy, możliwe, że zrobię go jeszcze raz i wstawię na bloga :)
Ok. 42zł / 3szt.
7. Vaseline Intensive Care – Wazelina kosmetyczna Petroleum Jelly
Uratowała mnie w kryzysowej sytuacji, czyli przy okropnym, cieknącym katarze. Kichawe miałam czerwoną jak po tygodniowej libacji i spierzchniętą jak po syberyjskim mrozie. Po kilku dniach nochal wrócił do normy. Z taką cenę warto mieć pod ręką.
Ok. 7zł / 50ml
8. Organique – Cynamonowe mydełko glicerynowe
Zapach jest obłędny, utrzymuje się dosłownie wszędzie, a miejsce w którym będziecie go przetrzymywać wypełni się wonią cynamonu, mmm! Dobrze myje i jak najbardziej spełnia moje oczekiwania. Bardzo się z tym mydełkiem polubiłam!
Ok. 15zł / 100g
9. Signal – Pasta do zębów white now gold
Najlepsza pasta jaką kiedykolwiek miałam. I to nie pod względem wybielenia, bo ono jest tylko pozorne co producent nawet szczerze przyznaje mniejszymi literkami na pudełku pasty, ale to dla mnie najmniejszy problem. Jak będę sobie chciała wybielić zęby, to sięgnę po coś odpowiedniego, bądź udam się do dentysty. Od pasty oczekuję jednak czegoś innego. W przypadku innych past po wypiciu kawy czy innego podobnego napoju mam uczucie osadu na zębach, co jest bardzo nieprzyjemne. A po tej paście choćbym wypiła 10 kaw takiego uczucia nie mam. Jak znajdę ją gdzieś w sklepie, to na pewno kupię. 
Ok. 14 zł / 50 ml

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Kalendarz adwentowy z kosmetykami? W roli głównej Benefit Candy-Coated Countdown

12:59 27 Komentarze
Jakoś przed świętami wzięłam udział na fanpage’u Benefit udział w konkursie, w którym był do wygrania kalendarz adwentowy, ale nie taki zwykły z czekoladkami jak to za dzieciaka, gdzie i tak w dwa dni zjadało się wszystkie łakocie z okienek, tylko z mini kosmetykami. No i trach, wygrana padła na mnie. A taki niestandardowy pomysł z kalendarzem mi się bardzo spodobał, nie wspominając już o tym, że nigdy wcześniej nie miałam nic z Benefitu, także radości było co nie miara. 
Kalendarz jest zrobiony z solidnego, grubego kartonu. Na pewno dla kosmetycznego maniaka byłby to cudowny prezent! Oczywiście w mgnieniu oka otworzyłam wszystkie okienka i wydobyłam mini produkty, które są naprawdę mini mini, ale przez to bardzo urocze! I jestem pod wielkim wrażeniem, że specjalnie zostały stworzone takie malutkie miniaturki dokładnie odwzorowujące pełnowymiarowe kosmetyki. Cudeńka! Może nie starczą one na wielokrotny użytek, bo są zbyt małe, ale starczą na tyle, by stwierdzić, czy chciałoby się zainwestował w standardowy pełnowymiarowy kosmetyk. 
Te firma w ogóle ma przecudowne, dziewczęce opakowania, które cieszą i rzucają się w oczy na samym wstępie. 
 W kalendarzu znalazło się 18 miniaturek, w których w skład wchodzi: 
1. “That gal” brightening face primer
2.  the POREfessional pore minimizer
3. Benetint cheek and lip stain in Rose
4. High beam liquid highlighter
5. Chachatint lip and cheek stain in Sheer Mango
6. Posietint lip and cheek stain in Poppy Pink
7. Stay flawless foundation primer
8. They’re real! mascara
9. Ultra plush lip gloss in Dandelion
10. Ultra plush lip gloss in A-lister
11. Ultra plush lip gloss in Fauxmance
12. BADgal lash mascara
13. Stay don’t stray concealer and eye shadow primer in Light/Medium
14. Fakeup concealer in 02 Medium
15. It’s potent! eye cream
16. Total moisture facial cream
17. Ooh la lift eye cream
18. Watt’s up! highlighter
 Oraz takie oto dwa notesiki, gumki i spinki :)

Kalendarz nie jest tani, bo na stronie producenta znalazłam informację, że kosztuje on 99$, czyli na dzisiejszy kurs to jest 359zł, zdecydowanie za dużo jak na takie mini miniaturki. Owszem, kalendarz cieszy oko i nie tylko, jest naprawdę fajnym pomysłem na prezent świąteczny dla urodomaniaczki, ale czy za takie pieniądze? Osobiście fajnie, że go wygrałam i mogłam sobie wypróbować, choć jeszcze nie przetestowałam wszystkiego, to jak tylko znajdę czas dobiorę się do wszystkiego :)
A Wy, zrobiłybyście sobie taki prezent lub bliskiej osobie?


Follow Us @wdowapostalinie