Jeśli na tym zdjęciu, wyglądam jak wredna suka, to powiem Wam, że wyglądam tak przez większość swojego dnia.
Nie, żebym była taka wredna, zgorzkniała i brakowało mi chęci do życia codziennie, ale zdarza się, że nie mam już do pewnych sytuacji sił. Odkąd skończyłam szkołę pracuje zawsze w obsłudze klienta. Pierwsza moja praca, to była praca w meblach. Byłam królową wersalek. Wtedy to dopiero miałam kondycję, w ciągu dnia nie robiłam sobie przerw na papierosa, a trzypiętrowy budynek wymagał ode mnie hasania w te i we wte z jednego piętra na drugi i jeszcze piwnica. Trochę mi brakuje tego ruchu, w porównaniu z tym, że teraz siedzę tylko na dupie. Nie miałam nawet pojęcia jaki to kolor olchowy, ale wszystkiego się człowiek nauczy. Momentami było śmiesznie, a czasem nie miałam ochoty wstać do roboty. Najlepsze były kalambury typu "Chciałabym kupić uchwyty od środka" kminie kurwa co to może być, aż mnie nagle oświeciło, że facetce pewnie chodzi o ZAWIASY.
Później zatrudniłam się w Naturze, myślałam, że to będzie praca marzeń, bo przecież szał, kosmetyki, ale nie tak ją sobie wyobrażałam. Stałam po 9 godzin, nie mogąc sobie nigdzie usiąść i w zasadzie przysługiwała mi tylko jedna 15 minutowa przerwa, ale pierdoliłam to i robiłam sobie dwie, bo byłam głodna! Poza tym wiecie ile zarabiałam? 950zł! Jakieś kurwa jaja. Do tego traciłam 200zł na dojazd no i zostawały mi jakieś marne grosze, nawet nie na waciki. Jakoś uciułałam wtedy na swój pierwszy tatuaż chociaż. Do tego musiałam mieć swoje czarne ciuchy, całe czarne, bo przecież jakiś drobny napis na koszulce zbezcześciłby renomę firmy. Buty oczywiście też czarne, które musiałam sobie sama kupić, za swoją marną wypłatę. DRAMAT. Ta praca z doradzaniem też miałam niewiele wspólnego, bo przecież klientki i tak wiedziały lepiej. Obsługiwałam kiedyś taką blondyneczkę, która szukała kredki do brwi. Poleciłam jej chyba wtedy jakąś z Kobo, której sama używałam, bo miała ładny, chłodny odcień. Ale nie, ona chce czarną i chuj! Próbowałam jej przemówić do rozsądku, bo blond tlenione włosy rzucały się bardziej niż jej czarne, krzywe brwi, a może to te brwi się rzucały bardziej w oczy. Nie wiem. Swój wybór argumentowała tym, że przecież robiła już sobie czarny permanentny makijaż to i chce czarną kredkę. Proszę bardzo.
Następnie przeszłam do Play i nie żałuje tej decyzji. Do tej pory to najlepsza praca, jaka mi się trafiła. Jednak jak każdy, kto pracował kiedyś z innymi ludźmi w obsłudze, wie, jakie to niewdzięczne.
Nigdy nie zapomnę sytuacji, kiedy klient nazwał mnie KURWĄ. Dlatego, że nie chciałam mu udzielić informacji o numerze, który nie był na niego. Oczywiście, że mi nie wolno, bo jest ochrona danych osobowych. Jednak ludzie, to tępe dzidy, a to działa w dwie strony, bo nie sadzę, by sami chcieli, aby ktoś postronny dostawał informację na temat ich numeru, albo w ich imieniu olaboga podpisał umowę. Nie. Liczy się tylko to, że oni chcą i ja mam im to dać. Taki chuj. Wracając jednak do tej kurwy, to uwierzcie, że gdyby powiedział to stojąc bliżej mojego biurka, a nie wyjścia, bo przecież taki chojrak powiedział to na odchodne, dostałby w ryj. I nawet ręka by mi nie zadrżała. Kiedy emocje już z nieco opadły, poszłam i zaczęłam ryczeć na zapleczu. Więcej takiej słabości nie okaże już nawet sama przed sobą, bo w tym czasie zdążyłam się nieco zahartować i najlepszą bronią jest uśmiechanie się, kiedy klient myśli, że krzykiem i wyzwiskami coś ugra. A uśmiech zawsze sprawia, że jeszcze bardziej go to wkurwia.
Jest taki profil na fejsie, Dzień z życia konsultanta, zerknijcie sobie czasem dla śmiechu, bo sytuacje potrafią być absurdalne ;)
A kiedy jesteśmy już w temacie fejsbóka, to mam wrażenie, że moi znajomi, to idioci. Oczywiście mówię tu bardziej o tych, którzy niby Cię znają, ale "cześć" to Ci na mieście nie powiedzą. I jak widzę, jak lajkują swoje zdjęcia albo posty, to mam przed oczami tylko jeden obrazek.
Tak to właśnie wygląda.
Uwielbiam też wszelkie udostępnianie wpisów typu "lajk = 1zł" na chore dzieci, biedne zwierzątka, wodę dla dzieci w Afryce. Serio kurwa ktoś w to jeszcze wierzy? Chcesz komuś pomóc? Wpłać kwotę na jakąś fundację, wyślij sms'a, bo wiem, że to niewiarygodne, ale DZIAŁA.
I tak apropo pomocy, to osobiście na siepomaga.pl wysyłam smsy właśnie na biedne zwierzątka, bo mam wrażenie, że one są trochę zapomniane. A cierpią tak samo, jak ludzie. Tak samo chcą być kochane i nadzieja na ich dobro tylko w ludziach. Niestety na nieszczęście też przez ludzi. I serce mi pęka i krwawi, kiedy widzę ich ból, a przez to, że to właśnie zwierzęta wolę od ludzi, wspomagam pieski, kotki i inne czworonogi. Koniec dygresji.
Są oczywiście też ludzie, którzy wrzucają teksty typu "Gotujemy obiadek", "Spacerkowo", "Mój synuś kończy dzisiaj 2385 tygodni", "Mój synuś je pierwszy raz marcheweczkę", "Ten użytkownik znajduje się w: restauracji kokodżambo, burdelu, wielu innych dziwnych miejscach i miejscowościach" i temu wszystkiemu towarzyszy multum zdjęć, albo i nieee. I pewnie pomyślicie, że skoro mam z tym jakiś problem, to czemu tej osoby nie wyjebie ze znajomych, albo czemu nie odlajkuje go, aby powiadomienia mi się nie wyświetlały. Bo ja nie mam z tym problemu. Mam z tego bekę, bawi mnie to i poprawia humor, właśnie dlatego :D Uświadamiam sobie wtedy jacy ludzie zapraszają mnie do znajomych.
Na mojej tablicy znajdzie się niewiele informacji czy zdjęć. Dzielę się zazwyczaj tym, jaką książkę w danym czasie czytam, ale to chętnie też oglądam u innych, bo zawsze to można wpaść na jakąś fajną książkę i podzielić się wrażeniami z innymi. Zdjęcie wstawiam średnio raz na pół roku. Częściej wrzucam coś na insta, ale to też nie jest jakiś spam, który wkurwia ludzi. Często też udzielam się na snapie, ale ten jest tylko dla bliskich mi osób, więc nie podlega to dyskusji ;)
Na pożegnanie jeszcze głęboki cytat motywujący do pracy, niczym wyrwany z usta Paulo Coelho.
"A kto umarł, ten nie żyje." Nie jest ani trochę mniej głupi.
Dziękuję za uwagę i pozdrawiam! :D
Nie, żebym była taka wredna, zgorzkniała i brakowało mi chęci do życia codziennie, ale zdarza się, że nie mam już do pewnych sytuacji sił. Odkąd skończyłam szkołę pracuje zawsze w obsłudze klienta. Pierwsza moja praca, to była praca w meblach. Byłam królową wersalek. Wtedy to dopiero miałam kondycję, w ciągu dnia nie robiłam sobie przerw na papierosa, a trzypiętrowy budynek wymagał ode mnie hasania w te i we wte z jednego piętra na drugi i jeszcze piwnica. Trochę mi brakuje tego ruchu, w porównaniu z tym, że teraz siedzę tylko na dupie. Nie miałam nawet pojęcia jaki to kolor olchowy, ale wszystkiego się człowiek nauczy. Momentami było śmiesznie, a czasem nie miałam ochoty wstać do roboty. Najlepsze były kalambury typu "Chciałabym kupić uchwyty od środka" kminie kurwa co to może być, aż mnie nagle oświeciło, że facetce pewnie chodzi o ZAWIASY.
Później zatrudniłam się w Naturze, myślałam, że to będzie praca marzeń, bo przecież szał, kosmetyki, ale nie tak ją sobie wyobrażałam. Stałam po 9 godzin, nie mogąc sobie nigdzie usiąść i w zasadzie przysługiwała mi tylko jedna 15 minutowa przerwa, ale pierdoliłam to i robiłam sobie dwie, bo byłam głodna! Poza tym wiecie ile zarabiałam? 950zł! Jakieś kurwa jaja. Do tego traciłam 200zł na dojazd no i zostawały mi jakieś marne grosze, nawet nie na waciki. Jakoś uciułałam wtedy na swój pierwszy tatuaż chociaż. Do tego musiałam mieć swoje czarne ciuchy, całe czarne, bo przecież jakiś drobny napis na koszulce zbezcześciłby renomę firmy. Buty oczywiście też czarne, które musiałam sobie sama kupić, za swoją marną wypłatę. DRAMAT. Ta praca z doradzaniem też miałam niewiele wspólnego, bo przecież klientki i tak wiedziały lepiej. Obsługiwałam kiedyś taką blondyneczkę, która szukała kredki do brwi. Poleciłam jej chyba wtedy jakąś z Kobo, której sama używałam, bo miała ładny, chłodny odcień. Ale nie, ona chce czarną i chuj! Próbowałam jej przemówić do rozsądku, bo blond tlenione włosy rzucały się bardziej niż jej czarne, krzywe brwi, a może to te brwi się rzucały bardziej w oczy. Nie wiem. Swój wybór argumentowała tym, że przecież robiła już sobie czarny permanentny makijaż to i chce czarną kredkę. Proszę bardzo.
Następnie przeszłam do Play i nie żałuje tej decyzji. Do tej pory to najlepsza praca, jaka mi się trafiła. Jednak jak każdy, kto pracował kiedyś z innymi ludźmi w obsłudze, wie, jakie to niewdzięczne.
Nigdy nie zapomnę sytuacji, kiedy klient nazwał mnie KURWĄ. Dlatego, że nie chciałam mu udzielić informacji o numerze, który nie był na niego. Oczywiście, że mi nie wolno, bo jest ochrona danych osobowych. Jednak ludzie, to tępe dzidy, a to działa w dwie strony, bo nie sadzę, by sami chcieli, aby ktoś postronny dostawał informację na temat ich numeru, albo w ich imieniu olaboga podpisał umowę. Nie. Liczy się tylko to, że oni chcą i ja mam im to dać. Taki chuj. Wracając jednak do tej kurwy, to uwierzcie, że gdyby powiedział to stojąc bliżej mojego biurka, a nie wyjścia, bo przecież taki chojrak powiedział to na odchodne, dostałby w ryj. I nawet ręka by mi nie zadrżała. Kiedy emocje już z nieco opadły, poszłam i zaczęłam ryczeć na zapleczu. Więcej takiej słabości nie okaże już nawet sama przed sobą, bo w tym czasie zdążyłam się nieco zahartować i najlepszą bronią jest uśmiechanie się, kiedy klient myśli, że krzykiem i wyzwiskami coś ugra. A uśmiech zawsze sprawia, że jeszcze bardziej go to wkurwia.
Jest taki profil na fejsie, Dzień z życia konsultanta, zerknijcie sobie czasem dla śmiechu, bo sytuacje potrafią być absurdalne ;)
A kiedy jesteśmy już w temacie fejsbóka, to mam wrażenie, że moi znajomi, to idioci. Oczywiście mówię tu bardziej o tych, którzy niby Cię znają, ale "cześć" to Ci na mieście nie powiedzą. I jak widzę, jak lajkują swoje zdjęcia albo posty, to mam przed oczami tylko jeden obrazek.
Tak to właśnie wygląda.
Uwielbiam też wszelkie udostępnianie wpisów typu "lajk = 1zł" na chore dzieci, biedne zwierzątka, wodę dla dzieci w Afryce. Serio kurwa ktoś w to jeszcze wierzy? Chcesz komuś pomóc? Wpłać kwotę na jakąś fundację, wyślij sms'a, bo wiem, że to niewiarygodne, ale DZIAŁA.
I tak apropo pomocy, to osobiście na siepomaga.pl wysyłam smsy właśnie na biedne zwierzątka, bo mam wrażenie, że one są trochę zapomniane. A cierpią tak samo, jak ludzie. Tak samo chcą być kochane i nadzieja na ich dobro tylko w ludziach. Niestety na nieszczęście też przez ludzi. I serce mi pęka i krwawi, kiedy widzę ich ból, a przez to, że to właśnie zwierzęta wolę od ludzi, wspomagam pieski, kotki i inne czworonogi. Koniec dygresji.
Są oczywiście też ludzie, którzy wrzucają teksty typu "Gotujemy obiadek", "Spacerkowo", "Mój synuś kończy dzisiaj 2385 tygodni", "Mój synuś je pierwszy raz marcheweczkę", "Ten użytkownik znajduje się w: restauracji kokodżambo, burdelu, wielu innych dziwnych miejscach i miejscowościach" i temu wszystkiemu towarzyszy multum zdjęć, albo i nieee. I pewnie pomyślicie, że skoro mam z tym jakiś problem, to czemu tej osoby nie wyjebie ze znajomych, albo czemu nie odlajkuje go, aby powiadomienia mi się nie wyświetlały. Bo ja nie mam z tym problemu. Mam z tego bekę, bawi mnie to i poprawia humor, właśnie dlatego :D Uświadamiam sobie wtedy jacy ludzie zapraszają mnie do znajomych.
Na mojej tablicy znajdzie się niewiele informacji czy zdjęć. Dzielę się zazwyczaj tym, jaką książkę w danym czasie czytam, ale to chętnie też oglądam u innych, bo zawsze to można wpaść na jakąś fajną książkę i podzielić się wrażeniami z innymi. Zdjęcie wstawiam średnio raz na pół roku. Częściej wrzucam coś na insta, ale to też nie jest jakiś spam, który wkurwia ludzi. Często też udzielam się na snapie, ale ten jest tylko dla bliskich mi osób, więc nie podlega to dyskusji ;)
Na pożegnanie jeszcze głęboki cytat motywujący do pracy, niczym wyrwany z usta Paulo Coelho.
"A kto umarł, ten nie żyje." Nie jest ani trochę mniej głupi.
Dziękuję za uwagę i pozdrawiam! :D


