niedziela, 27 listopada 2016

Makijaż na dziś - Christmas everywhere

12:30 16 Komentarze

Brwi: kredka Kobo Brow Pencil #303 Twilight, pomada Freedom Makeup Blonde, kamuflaż Catrice #10
 Oczy: baza Too Faced Shadow Insurance, paleta Too Faced Chocolate Bar, Semi Sweet, paleta Sleek Caribbean, Storm, Sparkle 2, kredka Golden Rose Kohl Kajal, tusz Maybelline Lash Sensational, rzęsy Ardell Demi Wispies
 Twarz: podkład Revlon Colorstay 150 Buff, puder Pixie Cosmetics Tree Kapok, bronzer The Balm Bahama Mama, róż NYX Baked Blush #02, rozświetlacz Benefit Whatt's Up!
Usta: konturówka Golden Rose Classics #309, pomadka Colourpop Ulstra Matte Lips Mars


wtorek, 15 listopada 2016

Makijaż na dziś - Only matte

14:46 19 Komentarze
Brwi: kredka Kobo Brow Pencil #303 Twilight, pomada Freedom Makeup Blonde, kamuflaż Catrice #10
 Oczy: baza Too Faced Shadow Insurance, cień Melkior Professional Vintage Rose, paleta Too Faced Chocolate Bar, Semi Sweet, eyeliner Kobo Perfect Gel Eyeliner, kredka Paese Linea Automatic Eyeliner, tusz do rzęs Pupa Milano Vamp! Extreme, rzęsy Ardell #110
 Twarz: podkład Pixie Cosmetics Minerals Love Botanicals Almond Milk, puder ryżowy Paese,
bronzer Too Faced Chocolate Soleil, rozświetlacz i róż Mary Kay Watermelon 
Usta: pomadka w płynie Dose Of  Colors Stone


niedziela, 6 listopada 2016

Coś dla bladziochów, coś dla wrażliwców - O podkładzie mineralnym, pudrze matującym i pędzlu słów kilka. Recenzja Pixie Cosmetics.

20:59 18 Komentarze
W moje łapki wpadł ten oto zestaw. Wybrałam sobie odcień Almond Milk, idealny dla bladziochów, dla mnie może nawet ton za jasny, ale w pełnym makijażu wygląda dobrze. Muszę również nadmienić, że gama kolorów jest przeogromna i można dostać oczopląsu, jak również mieć problem z doborem. Na szczęście na stronie są krótkie opisy, które ułatwiają dobór. Miałam nieco obaw przy nakładaniu, uwielbiam minerały, ale nie zawsze się one u mnie sprawdzają. Przyznam szczerze, że z tym tu obecnym też miałam kilka podejść. 
Nakładany na twarz "bez niczego" wygląda dziwnie. W miejscach, gdzie mam przetłuszczającą się cerę tworzy taką nieciekawą powierzchnię, jakby łuska, jakby spierzchnięta skóra, ciężko wytłumaczyć o co mi chodzi, ale może sobie jakoś wyobrazicie. Po mazianiu kilak razy w tym miejscu podkładem tylko pogarszałam efekt, więc w ostateczności wszystko zmyłam z japy. Zaczęłam go nakładać na delikatny, krem, akurat w tym wypadku był krem Mary Kay zmniejszający widoczność porów - ideał. Ten duet się zgrał. Wtedy podkład idealnie dopasowuje się do cery. Nieco podkreśla suche skórki, ale ja też przyznam, że dawno peelingu nie robiłam, więc też nie będę się tak czepiać. Jak na minerał, podkład ma bardzo dobre krycie, tutaj chylę czoła, bo się nie spodziewałam. Efekt, jaki pozostawia na twarzy jest bardzo przyjemny, matowy, ale zdrowy. Praktycznie go nie widać, a jednak kryje to, co powinien. Wprawdzie nie mam wielu problemów skórnych prócz mega przetłuszczającej się cery, więc tutaj jest już pod górkę. O ile z założenia minerały powinny mnie matowić, dzieje się rzecz odwrotna nawet z kolegą po prawej, czyli pudrem typowo matującym. Nawet razem nie dają rady moim szalejącym gruczołom produkującym sebum. Dwie godziny i już zaczynam błyszczeć. Niestety poprawki w ciągu dnia murowane. Mimo wszystko czuję się lepiej, gdy chociaż dwa, trzy razy w tygodniu nakładam go na twarz i daję odpocząć ciągłym maltretowaniem cery ciężkimi, matującymi podkładami. A wracając do samej kwestii podkładu, same rzućcie okiem, jak się prezentuje na papie. 
 W ciągu dnia schodzi równomiernie i nawet po kilkukrotnym przypudrowaniu wygląda całkiem dobrze.
Jeszcze poświecę słów kilka dla samego pudru. Bardzo fajny kompan do wszystkich mych podkładów, nie bieli, jest wydajny i radzi sobie całkiem nieźle z moją cerą. Mniej więcej tyle samo co moje wszystkie ryżowe pudry, więc na jakieś 3 godziny mam totalny spokój i nie muszę kontrolować czy się świecę, czy nie. Jednak na moją tłustą cerę nie ma nic, co by wytrzymało cały dzień, więc i tak szacun. 
Opakowanie pędzla totalnie mnie zauroczyło. Uwielbiam wszystko, co jest ładnie i starannie wykonane, a grafika powala. Same opakowanie są eleganckie, konkretnie zrobione i nic się nie psuje podczas użytkowania. 
Pędzel również jest dobrze wykonany, włosie nie wyłazi, trzonek dobrze leży w dłoni. Nakłada się nim przyjemnie, taki puszek, który muska delikatnie twarz. Wszystko nakłada bardzo równomiernie, nawet śmiem powiedzieć, że jest lepszy od mojej Sigmy. Nie mam mu nic do zarzucenia. 
Jestem zadowolona z całej trójcy, na pewno będą mi jeszcze długo towarzyszyć, bo same produkty są bardzo wydajne. 
Wszystko i jeszcze więcej możecie dostać na Pixie Cosmetics. Warto obczaić, co tam jeszcze mają.

Follow Us @wdowapostalinie