sobota, 25 listopada 2017

Mów do mnie brzydko! ... Wziąść, włanczać, przyszłem. Słówko o języku polskim.

18:32 18 Komentarze
Bynajmniej, nie będzie to tekst o zabarwieniu erotycznym. Smuteczek, też bym wolała poczytać coś o rżnięciu (trudne słowo) ale nie tym razem. Będzie to tekst, o języku polskim!

Zacznę od tego, że nigdy szczególnym orłem edukacji to nie byłam. ALE, jeśli chodzi o polski, to dla mnie w życiu jest dość istotne, żeby się polską mową dobrze posługiwać. Tak żeby wstydu nie było. Może nawet nieco więcej, ale te minimum przydałoby się zachować. Miałam kilka spięć w liceum na początku pierwszej klasy. Okres buntu, gówno w głowie i padło tak, że do spięcia doszło na polskim. Nie pytajcie co odjebałam, ale chcieli mnie zawiesić. Przyszło co do czego, to Panna Natalia była pupilkiem na polskim i jechała na samych piątkach. Można? Można. W życiu nie przeczytałam od deski do deski żadnej lektury. A byłam wychwalana pod niebiosa, że jako JEDYNA czytam lektury. Chuja tam. Wystarczy dobre streszczenie i minimum wysiłku od siebie. I właśnie o te minimum mi chodzi!

No właśnie, wiele osób z którymi mam te ogromną przyjemność rozmawiać, błędnie używa takich zwrotów jak "bynajmniej" i "przynajmniej". Bynajmniej brzmi nieco mądrzej, więc większość z nich używa właśnie tego słowa, bo przecież warto wtrącić jakieś mądre słówko w rozmowę. Nie ważne, że nie ma się bladego pojęcia o jego znaczeniu, ktoś równie głupi może pomyśleć, że jesteśmy bardziej elokwentni. Bynajmniej...

"Przyszłem", "poszłem", "weszłem", "włanczać" - mogłabym tak bez końca. To już temat rzeka. To jest coś, czego nie da się u niektórych wytępić. Wiecie jak to jest, wszechobecny jest widok kiedy na bluzach nosi się orzełka, Polskę Walczącą, jegomość pęka z dumy, że może się cieszyć z bycia Polakiem. Myślę sobie, pewnie ogarnia historię, ma coś w głowie. A tu gębę otwiera i mówi "bo ja przyszłem do Pani z taką sprawą". I czar pryska. Wstyd mi.  No, ale flaga dumnie przyodziewa ramię. Taka moda, nie rozumiem. Nie trzeba z resztą nosić patriotycznych ubrań. Wysławiają się tak równie przystojni i elegancko ubrani panowie, czy piękne i wypacykowane kobiety, a również te z przesiąkniętymi dymem papierosowym włosami i bez zębów. Reguły nie ma. Za każdym razem mam taką samą ochotę palnąć w łeb.

Kubeczek marzenie, kupcie mi!
Hitem jest, kiedy słyszę, jak ktoś w mięsnym chce kilka "plajsterków" szyneczki. Zdrobnienia to też jest w ogóle hit, ale o tym później. Wtedy otwiera mi się nóż w kieszeni. I wtedy, gdy ktoś mówi, że idzie na "gryla". Na co kurwa? Albo na drynka. Co to w ogóle jest?! Serio nie wiem co jest nie tak, gdzie ktoś popełnił błąd. To są po prostu perełki. A co do zdrobnień, to nie lubię. Okej, czaje, że można raz na jakiś czas użyć zdrobnienia, ale opowiadać o tym, że "jadłam obiad z takimi pysznymi ziemniaczkami i sosikiem i pysznym mięskiem, suróweczką i ogóreczkiem" to już jest lekka przesada. Nie lubię też, kiedy ktoś z klientów w pracy zwraca się do mnie "złotko", "słoneczko", "kotku". Może by tak na "Pani"? Nie znamy się, trzymajmy jakiś dystans.

Nazwy firm też można przekręcać na wszelaki sposób, "Hujajej", "Hujawiej", "Ksiomi" i o ile tutaj potrafię być w jakimś stopniu wyrozumiała, że nowa firma wchodzi na rynek i nie każdy ma pojęcie o jak ją wymawiać. I naturalne jest, że próbujemy ją spolszczyć. Przychodzi jednak ten czas, kiedy przyswajamy już sobie obcą nazwę i na GB nie mówimy "giba", że Carrefour to tak naprawdę "Karfur". I że Wittchen czyta się tak samo, jak się pisze. Czasem warto sobie to ogarnąć kiedy już musimy taką nazwę wypowiedzieć, bo ja też czasem nie mam pojęcia i to żaden wstyd się upewnić.

I jak widać wulgaryzmy nie są mi obce. Bardzo lubię, o ile kurwa nie zastępuje przecinka i o ile ktoś wie, kiedy może sobie pozwolić na rzucenie kurwą, bo kiedy idę załatwić coś do urzędu, to jednak taka sytuacja zobowiązuje mnie do pewnego zachowania. I niekoniecznie fajnie jest, kiedy słyszę jak klient wchodzi i mówi, że "spierdolił mu się telefon" i chce go oddać na gwarancję, bo gdzieś tę granicę trzeba sobie postawić. I w pewnych sytuacjach po prostu wypada nie być burakiem. I dopóki ktoś piszę "chuj" przez CH, to nic do tego nie mam.

Gorzej z ortografią. Jak widzę coś w stylu "z kont klikasz?", "wruciłaś już?" albo "jak Ci minoł dzień?", to flaki mi się przewracają w bebechach. Gdyby mój przyszły mąż miałby mi tak pisać, to...nie byłby moim mężem oczywiście. Nawet nie biorę takiej opcji pod uwagę. Dyskwalifikacja totalna. Nie wiem jak Ci ludzie zdają z klasy do klasy, kiedy nie mają opanowanych podstaw ortografii. Obczajcie jak "USEMKA" wygląda beznadziejnie przez U otwarte! Jak tak można? Też nie zawsze jestem pewna kilku słów, ale jak mam jakieś wątpliwości, to zanim coś napiszę, sprawdzam, czy aby na pewno poprawnie! Chyba nic mnie bardziej nie wkurwia, jak ktoś w jednym zdaniu wali 5 byków. Może nawet w jednym słowie, bo i tak się da. Coś strasznego.

Uwielbiam też, kiedy ktoś stawia spację przed przecinkiem. "Może bym coś zjadł ,a może nie ?" No jak to wygląda? Samo stosowanie interpunkcji niektórym sprawia trudność jakby to była co najmniej fizyka kwantowa. Czasem autentycznie nie wiem o co takiej osobie chodzi, czytam 5 razy to samo zdanie i dopiero po czasie dociera do mnie sens tego co ktoś chciał napisać. Taka sama różnica dotyczy tego, czy chcesz zrobić komuś "łaskę" czy "laskę"! Warto się zastanowić.

Jest jeszcze coś, co mówi prawie każdy z nas i nawet nie ma pojęcia o tym, że to błąd. A mianowicie, "w każdym bądź razie". TAK SIĘ NIE MÓWI! Albo "w każdym razie", albo "bądź co bądź". Nigdy razem. To jest coś, na czym bardzo często się łapie i z uwagą słucham jakiej formy kto używa. Tak samo zwracam uwagę na to, że coś może być "TRUDNE", ale nie ciężkie. Także "ciężko jest żyć lekko" jest tutaj kompletną bzdurą. Mam jeszcze ogromną awersję do tego,gdy ktoś mówi "dwutysięczny czternasty", rok "dwutysięczny" jest jak najbardziej poprawną formę. 2014 tylko i wyłącznie jako "dwa tysiące czternasty". Obłędem dla mnie jest jeszcze "efektywny" i "efektowny". Mam nadzieję, że wiecie moi drodzy czytelnicy w na czym polega różnica.

A przy słowie "perfum" to się trzęsę. Autentycznie. PERFUMY do jasnej cholery, niech każdy zapamięta na zawsze.

Wiem, że mogłabym tak wymieniać bez końca, ale komu by się chciało to czytać. Być może pojawi się jeszcze jedne post w tej tematyce, co by Was na jeden raz nie zanudzić. Wierzę, że jesteście tą lepszą częścią świata i wiecie kiedy co mówić i jak pisać, a jeśli nie macie pewności, to sprawdzacie! Bo nikt nieomylny nie jest. Nie macie nawet pojęcia, jak po 8 godzinach pierdolenia potrafi mi się plątać język.

Pozdrawiam z lekką nutą arogancji i poczucia wyższości, bo podobno patrzenie z góry zawsze wychodziło mi najlepiej xD
Dziękuję za uwagę!

niedziela, 12 listopada 2017

Kupmy sobie zwierzątko pod choinkę

14:08 23 Komentarze
Zośka to królik, zaraz minie 3 rok odkąd ją kupiłam, zawsze lubiłam nadawać zwierzętom ludzkie imiona, stąd właśnie - Zocha. Stalin to przybłęda, ale dostaje od nas tyle samo miłości, co królik. Nazwałam go z tego samego powodu, co siebie nazywając wdowąpostalinie.
Nie zawsze mam czas dla swoich sierściuchów, ale wtedy gdy ja jestem w pracy, te małe pasożyty są pod "opieką" mojej mamy. Zawsze są czyste, nakarmione i niczego, absolutnie niczego im nie brakuje. Zawsze chciałam być dumną posiadaczką psa, ale wiem, jaki to obowiązek. Poza tym warunki mieszkalne nie pozwalają mi na to, aby takiego psa przygarnąć. Nie chce, żeby wielki 30 kilowy pieseł (bo zawsze chciałam ogromnego czworonoga) męczył się na małym metrażu. Świadomie podchodzę do tego co mogę dać temu zwierzęciu i czego nie, dlatego też nie kupię sobie psa, dopóki nie będę miała swoich 4 ścian.

Święta się zbliżają, zacznie się kupowanie zwierzaków jak maskotek pod choinkę dla rozbestwionych dzieciaków, które CHCE zwierzątko i już. Nieprzygotowane na to, że to nie zabawka, że takie zwierzątko też wymaga od nas, aby je czegoś nauczyć. Chociażby robić siku i kupę na dworze czy do kuwety. To też wymaga czasu. To może trwać tydzień, a może trwać miesiąc, ale po 5 razie wdepnięcia w siki zwierzaka odechce się uczenia i zacznie się zastanawianie nad tym na chuj w ogóle to zwierze w domu. Przestanie się chcieć wychodzić z psem na dwór, bo dzieciak będzie za mały, żeby o 6 rano w mróz wyjść z psem na sranie. Zwierzak zacznie przeszkadzać, kręcić się pod nogami. Znudzi się i dzieciakowi i dorosłym. Nie będzie z kim go zostawić na dłuższy czas, kiedy Państwo będą chcieli wyjechać na wakacje. I taki oto mały kundelek albo kotek zostanie wyrzucony gdzieś przy drodze, bo okazał się nieprzemyślanym prezentem.

I to mnie właśnie boli, że zwierzęta są traktowane jak chwilowe widzimisię, kaprys. Oczywiście, że zwierzęta to też może być problem, że mogą być nieznośne i je też trzeba sobie wychować. Dlatego tak ważne jest, żeby 5 razy zastanowić się zanim zdecydujemy się na jakiekolwiek, nawet, jeśli to ma być chomik.
Zośka, niby tylko królik, przecież i tak siedzi w klatce. Po co szczepić, po co kontrolować stan uzębienia i obcinać pazurki. Wkurwia mnie doszczętnie, jak słyszę, że ktoś nigdy nie obcinał królikowi pazurów! Przecież je to boli. Wyobraźcie sobie, że nie obcinacie przez rok paznokci u rąk czy stóp. Powodzenia! Albo jeszcze lepiej, że ten królik nie wychodzi wcale z klatki. Wzięłabym takiego za łeb i przywiązała do kaloryfera. Siedź tam i sraj pod siebie. Takie zwierzę też musi swobodnie kicać, żeby stawy prawidłowo funckcjonowały! Pewnie, też straciłam przez nią kilka ładowarek, kabli, ubrań, które gdzieś mi pogryzła, ale biorąc ją byłam świadoma, że ten królik będzie to robił i staram się przed nią chować takie rzeczy. Nie dostaje ode mnie za to wpierdol, bo to moja wina, że coś jej w jej zasięgu, co może zniszczyć.

Kota z królikiem też przyzwyczajałam stopniowo do siebie, żeby żadne wzajemnie nie zrobiło drugiemu krzywdy. Szczególnie kot królikowi, bo on nie rozumie, że nie może się z nią bawić tak jak z innym kotem, że wyciągając pazurki może zrobić jej krzywdę. Wszystko zatem odbywało się pod moją kontrolą, tak, że teraz potrafią siedzieć obok siebie i żadne nie czuje się zagrożone. Stalin jak widać na załączonym obrazu zalewa Zoche miłością i gdyby mógł, to by ją zalizał. Bardzo ugodowe zwierze. Nawet przygruchał sobie jakieś inne małe dzikie kotki z podwórka. Wujek dobra rada.

Zawsze byłam otoczona zwierzakami, wychowywałam się się z nimi ucząc się jak się z nimi obchodzić, jak je szanować. Dlatego tak często wole ich towarzystwo od ludzi. Z ludźmi bywa różnie, a nie ufam szczególnie tym, którzy zwierząt nie lubią. Pokaż mi jak traktujesz zwierzęta, a powiem Ci jakim jesteś człowiekiem.

Była kiedyś taka sytuacja, kiedy przybłęda, którego kiedyś przygarnęliśmy uległ wypadkowi. Doczołgał się pod drzwi i nawet nie miał siły miałczeć, że coś mu dolega. Nigdy nie zapomnę, jak zostałam obudzona płaczem matki, że coś stało się kotu. Wyszłam na ten korytarz i widoku tego kota też nigdy nie zapomnę. Cały pysk miał we krwi i ropie, śmierdział niemiłosiernie jakby już zaczynał gnić. Ryczałam na widok tego kociego cierpienia, zakasałam rękawy, założyłam lateksowe rękawiczki i całą swoją delikatnością zaczęłam mu obmywać rany. Zaraz po tym biegiem do weterynarza. Okazało się, że ma złamaną szczękę, przegrodę nosową i stracił oko. Cały tydzień chodziłam z nim na kroplówki. Nie był w stanie jeść ani pić, więc co dwie godziny jak dziecko karmiłam go strzykawką i poiłam. Robił pod siebie, bo nie trzymały mu zwieracze. Ale doszedł do siebie, był jednookim bandytą, ale przeżył. Byłam dumna z siebie, mamy i z tego kota, który nie wiedział w jaki sposób może okazać nam wdzięczność. A opowiadam to nie dlatego, że czuje się jakaś pieprzoną bohaterką, tylko dlatego, że to był ludzki odruch pomocy zwierzakowi w cierpieniu. A widzę, jaka potrafi być znieczulica dookoła. Widziałam, jak bachory zamykały kota w śmietniku i napierdalały w niego petardami. Tego kota też przygarnęliśmy, był głuchy, ale polepszyło mu się i znalazł nowy dom.

I serio, gdybym znalazła tych wszystkich skurwysynów, którzy zadają ból jakiemukolwiek żyjącemu stworzeniu, ręka by mi nie zadrgała. Ujebałabym wszystkie palce i posypywała solą.

Istotną kwestią jest też to, że zwierzak kosztuje. Jedzenie, wyposażenie, szczepienia - trzeba mieć na to pieniądze. Jeśli nie stać nas na  utrzymanie kotka czy pieska - darujmy sobie ich kupno. Chyba każdy jest na tyle rozumny, żeby sobie przeanalizować ile będzie kosztował nas nowy domownik, czy jesteśmy w stanie poświęcić mu czas i czy to najlepszy pomysł, kiedy ma się dzieci, bo one nie są po to, żeby je ciągać za uszy i wkładać palce w dupe. Zwierzak ma prawo się wtedy nieco zirytować, więc jak upierdoli Wasze dziecko, to miejcie pretensje wyłącznie do samego siebie, ale przecież to nie tak będzie wyglądało. Zwierze wyląduje na zbity pysk, albo co gorsza, stanie mu się krzywda. Działa to też w drugą stronę. Zwierzak też musi być nauczony żyć z dzieciakiem, żeby nie był o niego zazdrosny, żeby nie drapał czy nie gryzł go z premedytacją. Wychowanie leży po naszej stronie. Naprawdę da się tego nauczyć. I dziecka, żeby żył w zgodzie ze zwierzakiem i zwierzaka życia w zgodzie z domownikami.

Uwierzcie, że jeśli nie pozwolicie zwierzakowi wchodzić na kanapę, to nie będzie tego robił. Nie ma sensu się na niego drzeć czy lać kapciem do chuja. To są pojętne istoty, wystarczy chwila czasu, kilka przeczytanych akrtykułów i wszyscy będą zadowoleni. Obdarują nas miłością, wdzięcznością i ciepłem.



Zastanówcie się kurwa zatem przed podjęciem tak ważnej decyzji jak kupienie zwierzątka.

Dziękuję za uwagę i pozdrawiam!

środa, 1 listopada 2017

Co mnie wkurwia? | Madki

10:57 28 Komentarze
Nigdy nie zapomnę sytuacji na początku mojej pracy, kiedy wbiła do nas laska z pretensjami, że ona chce zrezygnować z umowy, bo jej nie odpowiada, bo podpisała coś, czego nie chciała, bo faktura przyszła inna, niż zakładała itp. itd. Nie ważne, że wszystko miała dokładnie napisane ile i za co będzie płacić, podkreślone i zaznaczone w kółeczka, nie ważne! Ona tego nie chce. Darła ryja co nie miara, a swoją nieuwagę argumentowała tym, że BYŁA Z DZIECKIEM. I koleżance, która wtedy podpisywała z nią umowę zarzuciła, że skoro była z dzieckiem, to powinna się bardziej postarać!
Myślałam, że strzeli mnie chuj, że wyjdę z siebie, tak się zagotowałam, jak to usłyszałam. Argument roku.
Madka roku, nie mogła poskromić swojego wrzeszczącego potomka, 8 cud świata i pretensje, że coś jej się nie zgadza, bo musiała się skupić na dzieciaku. To nie nasz problem, że ma niewychowane dziecko, które nie wytrzyma 10 minut w spokoju. Jeśli nie potrafi się przez to skupić na tym co mówi druga osoba - przyjdź bez dzieciaka. Oczywiście jako obrońca uciśnionych wpadł zaraz mężulek, mówiąc, że dopóki tego nie rozwiążemy, nie wyjdzie z salonu. Super, hura, siedź sobie dopóki nie zamkniemy salonu. Po 10 minutach zrezygnował, kiedy każdy przestał się nim interesować.

Tak tak, to z jednego z naszych salonów gdzieś w Polsce. Mam wrażenie, że niektóre matki podczas porodu wydalają mózgi z łożyskiem.
Oczywiście taka osoba jak ja, bez dzieci, co ja tam mogę wiedzieć na temat wychowania i miłości, przecież dowiem się dopiero, jak będę miała dziecko! Bo kobieta bez dziecka, to nie kobieta, dopiero dziecko ją dopełnia. A laski, które nie chcą mieć dzieci pewnie są sukami bez serca. A Ty masz dziecko, jesteś wyjątkowa dzięki temu, wartościowa, bo przecież jesteś jedyną osobą na świecie, która ma dziecko!
To chyba dokładnie obrazuje to, co chcę powiedzieć.
Oczywiście w internetach tego typu screenów jest od groma, ale pewnie większość z Was wyświetlają się tego typu złote myśli na tablicach fejsa i sami macie z tego śmieszkujecie. Zastanawiam się co wyrośnie z tych dzieci za 20 lat, kiedy takie osoby biorą się za wychowanie dzieci. Pewnie nic dobrego. Zabrakło tu jeszcze screenów na temat świerzaków i sporów antyszczepionkowych, ale tym już całkowicie gardzę. W szczególności to całą paranoją na tematy autyzmu, ja pierdole, dawno już nie było żadnej dżumy czy innej śmiertelnej choroby, ale przecież matki są takie zajęte, tu kupka, tam pierwszy raz marcheweczka, tu trzeba wstawić zdjęcie z podpisem "spacerkowo", ale na pierdolenie głupot w internecie mają mnóstwo czasu. Tak jeszcze apropo szczepień odeślę Was do wyśmienitego jak zawsze filmiku Naukowego Bełkotu. Cały ten wpis czaiłam się, żeby to zrobić, może ktoś coś z tego wyniesie.

Moja tablica nie raz zapełnia się wpisami odnoszących się właśnie od jakiś wpisów na temat poszczepiennych wpisów na temat powikłam i sama w to nie wierzę, że mam takich idiotów za znajomych. Już nie mówiąc o zdjęciach pociech, które wylewają mi się z każdej strony, ale pozwólcie, że już nie przytoczę cytatów, które tam widnieją, bo staram się je olewać. Pewnie większość ma w dupie to, że Twoje dziecko skończyło 125 miesięcy, że pierwszy raz dłubie w nosie i osrało się po pachy. No ale ta potrzeba dzielenia się z tym jest jednak silniejsza. Jednym odjebało mniej lub bardziej, innym wcale. Na szczęście z tymi, którymi nie odjebało mam wyśmienity kontakt i nasze rozmowy nie zawężają się do tematu kolek i luźnych kup dziecka. A nadal mamy o czym rozmawiać. Jestem za to wdzięczna!

W pracy spotykam się z wieloma sytuacjami, kiedy matka wejdzie z dzieciakiem, które wrzeszczy na całe gardło i serio wtedy nie da się pracować, ani rozmawiać z klientem. Albo takie, które zrobiło sobie plac zabaw, rusza rzeczy, których nie powinien, albo wchodzi buciorami na puf, na który później ludzie siadają dupą. I żadnej reakcji ze strony opiekuna i to mnie właśnie wkurwia. A potem rośnie to takie rozbestwione, bo przecież bezstresowe wychowanie, bo musi dostać to, co chcę. Na szczęście to nie mi włazi na głowę i to nie mój problem.

I to nie tak, że nie mam jakąś awersje do dzieci, nie mam z nimi problemu. Problem mam z rodzicami, którzy te dzieci wychowują w taki, a nie inny sposób. Którzy się zachowują tak, jak wcześniej opisywałam. Mam dwóch bratanków, których bardzo kocham, sama też chcę mieć w przyszłości dzieci, ale obiecuje, że nigdy mi tak nie odpierdoli!

A wszystkim matkom, które zachowują zdrowy rozsądek podczas wychowywania swojej pocieszy - gratuluję, szczerze! :)

Jeśli jest na sali jakaś mamuśka, która poczuła się urażona tym wpisem - nie przepraszam.


Dziękuję za uwagę i pozdrawiam! :D

Follow Us @wdowapostalinie