niedziela, 23 lipca 2017

Makijaż na wesele | Selfie z kozą | Jezioro Lubachowskie| Labirynt Strachu

11:12 1 Komentarze
Kolejny urlop, kolejny raz we Wrocławiu i jeszcze raz w Zoo. Poprzednim razem nie udało mi się zrobić tego zdjęcia, ale w końcu je mam! Selfie z kozą zawsze spoko :D
Pogoda dopisała, sobota, więc kolejki były niesamowite, ale wakacje to chyba najlepszy czas, żeby móc tam wszystko pozwiedzać i zobaczyć każde zwierzątko.
15 lipca akurat był organizowany festiwal Food Trucków, więc można było się nieźle obeżreć i opić. Teraz jednak czas zrzucić oponkę, a raczej oponę, bo robi się groźnie. Pozwoliłam sobie na zbyt wiele jak na każdym swoim urlopie. Wracam więc na kolejną, już chyba 5 w tym roku dietę, bo niestety nie mam czasu ruszyć gdzieś dupska i poćwiczyć, jak się jest 14 godzin poza domem. Trochę to smutne, że nie mam prawie na nic czasu. Migrena od powrotu z urlopu też doskwiera mi na tyle, że nie mam na nic sił i odczuwam wiecznie zmęczenie. Przejebane powiem Wam.
Udało nam się wybrać nad jezioro Bustrzyckie (Lubachowskie), ale pogoda nie rozpieszczała. Dwa dni przed złapała nas taka ulewa tak, że zmokłam do samych gaci w ciągu 30 sekund, złapało mnie więc przeziębienie i zdychałam. Włażąc na ten punkt widokowy też myślałam, że się prędzej zesram, no ale wgramoliłam się jakimś cudem. Warto było, choć słońca brakowało zdecydowanie. Niedaleko znajduje się Zamek Grodno, ale już nie starczyło nam czasu na dalsze zwiedzanie, więc może następnym razem. Klimat panujący tam jest przyciągający, sporo było ludzi, którzy przyjechali tam na wczasy. Zdecydowanie jest na co tam popatrzeć i warto wziąć te miejsce pod uwagę przy zwiedzaniu dolnego śląska.
_________________________________
Moja bratowa, w końcu umalowana, wreszcie ma brwi! Nie pytajcie jak wygląda bez ;) Makijaż trochę na szybko, ale ważne, że zadowolona. Na pape nałożyłam podklad z Too Faced, Born This Way, zauważyłam, że on wygląda ładnie na wszystkich twarzach, prócz mojej. Na mnie wygląda wręcz okropnie, a wszystkie moje klientki są z niego zadowolone. Na oczach też Too Faced, Chocolate Bar, eyeliner z Maybelline i pyłek z Inglota. Na pliczkach moja ukochana Bahama Mama z the Balm oraz rozświetlacz z Makeup Revolution.
_______________________________
Labirynt Strachu Beaty Nowosielskiej. Sięgnęłam po tę książkę, bo: miał to być horror, jest to debiut autorki i jest polska. Byłam ciekawa. Poza tym miałam 50zł w bonie do Empika.
Pierwsze co rzuca mi się w oczy to wielokropki, wszędzie w tej książce są wielokropki i uznałam, że autorka ich zdecydowanie nadużywa. We wszystkich moich przeczytanych książkach nie było ich tyle, co w tej jednej. Później moja myśl była taka, że książę napisał jakiś gimnazjalista. Bez urazy, ale odczuwa się fakt, że to pierwsza książka P. Beaty.
Może powiem więc teraz o czym jest książka. A no o tym, że grupa studentów wybiera się do pewnego domu w lesie, na wakacje. Miało być pięknie i przyjemnie, a okazuje się, że wakacje przemieniają się w koszmar, a dom staje się pewnym więzieniem dla nich.
Uznałam, że fabuła jest wystarczająco interesująca i rzeczywiście taka jest. Jednak sam styl pisania -no wiele mi brakuje na tym polu i te dialogi jakieś takie nienaturalne. W połowie książki nagle twist, myślę sobie, zajebiście. Jednak nagle wracamy do tego, co działo się na początku i czułam się trochę zawiedziona, ale później pomyślałam, że to ma sens. W końcu byłam szczerze ciekawa jak ta książka się zakończy. Gdzieś tam jeszcze na początku mi się skojarzyła z Cmętarzem Zwieżąt Kinga, bo też był las i jakieś magiczne moce i też jest kot, nieco dziwaczy, ale poszło to na szczęście w całkiem inną stronę. Książkę czyta się szybko, wręcz ekspresowo, bo jednak człowiek chce się dowiedzieć co jest na tej kolejnej stronie, ale nie jest to coś, co wzbudza we mnie dreszcze i mrozi mi krew w żyłach. Tego mi zdecydowanie zabrakło. I jakiegoś większego polotu w tych dialogach. Oraz to, że ostatecznie stwierdzam, iż cała historia jest nieco przekombinowana. Jeśli jednak powstanie kolejna książka tej pisarki, która z zawodu jest ratownikiem medycznym, to na pewno przeczytam, mając nadzieję, że będzie lepsza.

niedziela, 2 lipca 2017

Całym sercem z kobietami - kampania Mary Kay | Leniwa niedziela z Dexterem

16:02 17 Komentarze
Mary Kay rozpoczęło kampanie edukacyjną, która ma za zadanie promowanie zdrowych dla serca nawyków oraz podnoszenia świadomości Polek na temat objawów zawału u kobiet. Jeśli chodzi o promowanie tego typu akcji to jestem jak najbardziej za, bo niestety samej zdarza mi się zapomnieć, że zdrowie jest najważniejsze i że trzeba się przełamać, iść do lekarza i zrobić chociażby te podstawowe wyniki. Praca, obowiązki i odkładanie tego na "potem" jest pewnie znane każdej z nas. Lepiej zrobić to zanim zacznie nas coś niepokoić, bo wtedy może być już nieco za późno.

Jak zawsze Mary Kay nie zabrakło pomysłu, bo w każdej przesyłce, którą dostały blogerki był przepiękny bukiet kwiatów w kształcie serca. Nie jestem może jakąś wielką fanką habazi, ale te były szczególnie ładne, poza tym doceniłam miły gest ze strony firmy.
Oraz róże do policzków, w kształcie serca rzecz jasna. W dwóch odcieniach, jeden jest typowo różowym róże, drugi wpada w brąz i zdecydowanie ten podoba mi się bardziej. Można dostać je w cenie 85zł na stronie producenta.
A wracając do tematu głównego, choroby serca są główną przyczyną zgonów wśród Polek. Co trzecia z nich umiera z powodu zawału serca, który rozpoznaję się średnio 30 minut później niż u mężczyzny.
Pamiętajmy, że to właśnie choroby układu krążenia są największą przyczyną umieralności kobiet i mężczyzn. Jednak u kobiet zawał jest trudniejszy do rozpoznania, objawy są mniej specyficzne niż u mężczyzn. Zawał może z początku przypominać objawy, które występują podczas grypy, bądź niestrawność. Mogą wystąpić również wymioty i ogólne uczucie osłabienia. Powszechnie przyjęło się, że to raczej mężczyźni chorują na serce i umierają częściej na zawały, więc kobiety jakby nie widziały problemu, który może ich dotyczyć.
Warto wiedzieć to myśląc o sobie i o bliskich, których posiadamy. Znając objawy zawału możemy komuś pomóc, uratować życie czyjeś i swoje własne.

_________________________________

Jeśli tylko mam do dyspozycji jakieś 45 minut wolnego czasu, romansuje sobie z Dexterem. Zastanawiam się dlaczego dopiero teraz zaczęłam go oglądać, choć na ekranach jest już od 2008 roku. Mimo to zachłysnęłam się tym serialem i oglądam go z zapartym tchem. Bardzo się zżyłam z bohaterami, przeżywam ich problemy i wzruszam się. Do tej pory byłam ogromną fanką Dr. House'a i najlepszego na świecie Sherlocka Holmes'a. Nie dziwi mnie więc, że tak bardzo pokochałam Dextera. Jeśli istnieje na świecie jeszcze ktoś, kto nie ma pojęcia o istnieniu Dextera, to bardzo polecam się zapoznać!

Follow Us @wdowapostalinie