piątek, 15 kwietnia 2016

Makijaż na dziś - African Queen

12:25 10 Komentarze
Brwi: kredka Kobo Brow Pencil #303 Twilight, pomada Freedom Makeup Blonde, kamuflaż Catrice #10
 Oczy: baza Too Faced Shadow Insurance, paleta Too Faced Chocolate Bar, paleta NYX Rocker Chic California Dreaming, cień My Secret Matt #505, Makeup Geek Sparklers: Milky Way, Light Year, tusz Maybelline Lash Sensational, rzęsy BornPrettyStore Mink Hair #15
 Twarz: podkład Revlon Colorstay 150 Buf, puder Kobo Matt Makeup #301 Pale Skin,  bronzer Too Faced Chocolate Soleil, rozświetlacz Mary Kay Juicy Guava
Usta: pomadka w płynie BornPrettyStore Danimer Long Lasting #4, błyszczyk NYX Mega Shine Lip Gloss #115


środa, 6 kwietnia 2016

Perfumetki 33 ml | Lady Gaga Fame | Thierry Mugler Angel | Calvin Klein Down Town - Recenzja

10:01 30 Komentarze
Zamienniki - zdecydowanie wygodniejsza i tańsza opcja względem oryginalnych perfum. Już od dobrych 3 lat sięgam właśnie po takie "miniaturki". W zasadzie miniaturowe jest tylko opakowanie, bo nie są to okazałe i piękne flakony, a zwykły podłużny flakonik, który mieści w sobie 33 ml, czyli nieco więcej niż w standardzie. Za to wygodniej go wrzucić do torebki i ani tyle nie waży, a nie nie zajmuje tyle miejsca co niektóre butelki perfum. 

1. Lady Gaga - Fame
Typ kwiatowo - owocowy (belladonna, morela, miód, szafran, orchidea tygrysia, jaśmin sambac, kadzidło) 

Lady Gagę niuchnęłam kiedyś z ciekawości w perfumerii i to było to "coś". Są idealnie wyważone, niezbyt ciężkie, niezbyt słodkie - idealne. Zauroczyły mnie swoją zmysłowością. Ostatnio zrobiłam sobie porównanie pryskając się w domu Fame i porównując go sobie z oryginałem w sklepie. Pachnie identycznie, nie wyczuwam żadnej różnicy w obu zapachach. Trwałość tych perfum oceniam bardzo dobrze, spokojnie wytrzymują cały dzień. Jeśli ktoś lubi tego typu zapachy, albo zna oryginał, to szczerze polecam. 

2. Thierry Mugler - Angel 
Typ orientalny (owoce, kropla rosy, miód, czekolada, karmel)

Ten zapach, to moja największa miłość. Najpiękniejsza woń, jaką znam. Wyczuje je z kilometra ;) Uwielbiam nimi pachnieć i w tym przypadku również znam oryginał i dla mnie nie różni się niczym. Są tak samo intensywne i trwałe. Karmel i czekolada są dobrze wyczuwalne i cudownie otulają swoim zapachem. Jeśli jest piękniejszy zapach, to ja go nie znam. Jest to dość ciężki i mocny zapach, nieco skomplikowany, bo z godziny na godzinę pachnie inaczej i wyłaniają się kompletnie inne nuty zapachowe. Majstersztyk. 

3. Calvin Klein - Down Town 
Typ kwiatowo - drzewny (włoska cytryna, tunezyjska neroli, zielona gruszka, śliwka, płatki gardenii, różowy pieprz, liście fiołka, teksański cedr, kadzidło, wetyweria, piżmo)

Tego zapachu byłam ciekawa już od samej premiery, aż w końcu natrafiłam na niego i nie mogłam się oprzeć. Dla mnie jest nieco "mydlany", ale nie mdły, czy babciny, ma w sobie coś, co mnie do nich przekonuje. Po paru godzinach przypomina mi nieco woń Alienów Thierrego Muglera, one również mają tę mydlaną nutę, którą uwielbiam. I to sprawia, że te perfumy są...specyficzne. Takie, które albo się kocha, albo nienawidzi. Bardzo wyrafinowany zapach, ale ja właśnie tak lubię pachnieć. Warto go wypróbować. 

Odkąd przerzuciłam się na perfumetki nie widzę mojej torebki bez chociaż dwóch flakonów w środku. Poręczna butelka, cena i pojemność sprawia, że mogę sobie wypróbować wiele zapachów, a mój portfel nie będzie krzyczał z rozpaczy. Osobiście nie potrafię odżałować na jeden zapach 300zł, skoro w tej cenie mogę mieć kilka różnych, a ja nie lubię pachnieć non stop tak samo. Jedyna woń, do której wracam co jakiś czas to właśnie Angel, ale chcę też próbować czegoś nowego. Cena za 33 ml to całe 15 zł. 

Wszystkie zapachy dostępne na: perfumik.pl/

 

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Podsumowanie kuracji z Merz Spezial

09:39 17 Komentarze

Kurację zaczęłam dokładnie w połowie listopada, przez pierwsze dwa opakowania przebiegłam wzorowo, łykałam suple zgodnie z zaleceniem producenta. Przy trzecim opakowaniu było już nieco gorzej, ale zaraz opiszę Wam dlaczego. 

Przy pierwszym opakowaniu szło gładko, pamiętałam o każdej tabletce i już na początku grudnia zaczęłam zauważać efekty. Włosy wypadały nadal, ale zdecydowanie mniej. Paznokcie za to zaczęły się robić twarde jak skała i cieszyłam się, że w końcu po półrocznej przerwie będę mogła je pomalować. Tak też się stało, zdążyłam pomalować paznokcie dwa razy, lakierami, które wcześniej już były używane. Jednak przy drugim zmywaniu paznokci okazało się, że paznokieć rozwarstwia mi się od łożyska. W sumie nie zorientowałam się nawet od razu, bo po zmyciu wszystko wydawało mi się okej. Dopiero po dobrych dwóch godzinach dopatrzyłam się, że paznokieć na palcu wskazującym nie jest taki, jaki powinien być. Wujek google podpowiedział mi, że jest to onycholiza, która nigdy wcześniej u mnie nie wystąpiła i zdziwiłam się zdrowo, gdy akurat trafiło się to podczas kuracji. A to właśnie kuracja miała mi dostarczyć minerałów i witamin, bo nie sądzę, aby onycholiza powstała u mnie z innych przyczyn niż z niedoborów żelaza i minerałów. Niestety nie skończyło się tylko na jednym paznokciu, zaczęły mi się odwarstwiać jeszcze dwa i nie było innej rady, jak tylko czekać aż narośnie nowa, zdrowa płytka. Trochę to potrwało, w sumie to dopiero od 2- 3 tygodni cieszę się normalnymi paznokciami. Z dwojga złego dobrze, że nie doszło do żadnego zakażenia i wszystko przebiegło w naturalnym, powolnym procesie. 

Wracając jednak do samej kuracji, kolejne opakowanie weszło mi całkiem nieźle. Paznokcie rosły sobie w swoim tempie, włosy były zdecydowanie w lepszej kondycji pod względem wypadania, ale niestety nie stały się ani bardziej lśniące, ani mocniejsze. Po farbowaniu są trochę jak guma w niektórych pasmach i nic je "od środka" nie wzmocniło. Skóra według mnie bez zmian, jak wyglądała, tak wygląda. Dlatego też nieco zwątpiłam w działanie owych suplementów i trzecie opakowanie łykałam już nieco nieregularnie. 

Podsumowując: włosy wypadają "w normie". Zdecydowanie mniej ich jest na szczotce niż jak zaczynałam kurację, więc tutaj poprawa na duuuży plus, bo było już kiepsko. Włosy wizualnie są w takim samym stanie, jak były. Mam tutaj na myśli ich blask, który wcale się nie zwiększył, nie stały się jakoś zdrowsze, ani końcówki cudownie się nie scaliły. Paznokcie na ten moment są takie, jak zwykle, czyli ani twarde, ani miękkie jak papier. Zazwyczaj są w takim stanie jak teraz. Za to rosną jakby szybciej, może to tylko złudzenie po onycholizie, a może tak rzeczywiście jest. Uznam to za plus. Skóra tak jak już wspominałam wydaje mi się, że nie zmieniła się w ogóle. Nie stała się bardziej promienna, ani ni z tych rzeczy. Być może dlatego, że naturalnie jestem bardzo blada i raczej u mnie tego "blasku" nie da się dostrzec. Zauważyłam za to, że poprawiła się nieco moja odporność. Zazwyczaj o tej porze roku, kiedy zaczynałam kuracje łapały mnie jakieś infekcje. W tym roku przeszło łagodniej :)

Szczerze nie wiem, czy mogę polecić tę kurację. U mnie nie do końca się sprawdziła, a czytałam opinie innych użytkowników i efekty u niektórych były piorunujące. Może to ze mną jest coś nie tak, a może z tabletkami. Tak czy siak za koszt miesięcznej kuracji musimy zapłacić 46zł, to nie mało biorąc pod uwagę wiele innych ,konkurencyjnych supli i podobnych składów. Ja czuję lekki niedosyt. 


Follow Us @wdowapostalinie