sobota, 30 maja 2015

Zdrowe i białe zęby w 5 dni - mój sposób na piękny uśmiech. O wybielających nakładkach iWhite słów kilka.

12:02 45 Komentarze
Tydzień temu podjęłam się współpracy z producentem iWhite. Jestem posiadaczką raczej naturalnie żółtawej barwy kości. Podobno taka jest naturalnie mocniejsza. NIE PRAWDA! Moje zęby wcale nie są mocne, wręcz przeciwnie :( Dodatkowo od czasu do czasu zapalę papierocha, pije też sporo kawy, więc i te przebarwienia u mnie niestety są. Parę lat temu nie byłam przekonana, że takie rzeczy działają. Sądziłam, że tylko stomatolog może pozbawić nas przebarwień i żółtego odcienia zębów, ale taki zabieg jest bardzo kosztowny i wahają się od 800zł do nawet kilku tysięcy. Pierwszymi moimi domowym wybielaczami na jakie się zdecydowałam były paski wybielające z Blend-a-med. Była to wtedy dwutygodniowa kuracja, ale efekty były świetne już po tygodniu. Miałam wtedy piękne, białe ząbki, jednak nabawiłam się strasznej nadwrażliwości. A teraz opiszę, jak nakładki sprawdziły się u mnie i jakie efekty dały.
Zapewnienia producenta:
Zapewnia natychmiastowy efekty wybielający i aktywnie usuwa przebarwienia dzięki unikalnej technologii. Podczas zabiegu na powierzchni zębów wytwarza się powłoka z krystalizowanego wapnia. Ten innowacyjny jednoetapowy system pozwala na uzyskanie natychmiastowego, naturalnego efekty wybielającego. Oprócz technologii wytwarzania wapnia zawiera nowatorski składnik wybielający zęby PAP.
Jest bezpieczny dla szkliwa i dla wrażliwych zębów. System Iwhite Instant nie zawiera nadtlenku wodoru - ten składnik często może wywoływać nadwrażliwość zębów. 
Jest to system jednoetapowy, nie trzeba czyścić, ani wygotowywać nakładek. Każdą nakładę wypełniono odpowiednią ilością żelu.
Jest łatwy w stosowaniu: uniwersalne nakładki w jednym rozmiarze są miękkie i elastyczne. 
Nakładki zaprojektowano tak, by wybielały zarówno przednią, jak i tylną część zębów. 
Dowiedziono klinicznie, że produkt jest bezpieczny, nie zawiera nadtlenku wodoru, nie podrażnią zębów ani dziąseł. 
Moja opinia:
W opakowaniu znajduje się 10 nakładek pakowanych po dwie, czyli 5-dniowa kuracja po 20 minut dziennie. Wszystko jest szczelnie zapakowane tak, aby mieć pewność, że nikt wcześniej nie wkładał tam swoich paluchów. 
Aplikacja jest bardzo łatwa, po prostu je nakładamy na zęby po wcześniejszym ich umyciu zwykłą pastą do zębów, możemy delikatnie po zębach przejechać w prawo i lewo, by równo rozłożyć żel. Trzymamy tak przez 20 minut, płuczemy zęby i gotowe! Może samo trzymanie tego na zębach nie należy do najprzyjemniejszych czynności, bo za bardzo gadać wtedy nie możemy, także nasze "chłopy" mają spokój przez 20 minut i nie muszą słuchać naszego trajkotania ;) Poza tym, wyglądamy w tym czasie jak bokser. 
Żel również może wycieknąć spod nakładek i nie jest on zbyt smaczny, ale to tylko 20 minut i szybko mija. Już po pierwszym razie ząbki jakby delikatniej zrobiły się jaśniejsze, jednak pełny efekt widać po tych pięciu dniach
Może moje zęby przed całym zabiegiem nie były jakoś bardzo żółte, ale przebarwienia na pewno były widoczne. Dopiero jak porównałam sobie zdjęcia przed i po zauważyłam, że efekt jest...i to bardzo zadowalający! 


Oczywiście efekty nigdy nie będą tak spektakularne, jakie zapewni nam dentysta, jednak cena tutaj też ma duże znaczenie, jeśli kogoś stać i ma ochotę zrobić to u dentysty, to czemu nie! Jeśli jednak ktoś chce to zrobić mniejszym kosztem, no to polecam! Bo wszelkie mniejsze przebarwienia zniknęły, a ząbki są widocznie jaśniejsze. Co do braku nadwrażliwości to się zgadzam z producentem, nie syczę już na sam widok gorącej kawy(której oczywiście i tak nie przestanę pić, ale na szczęście piję ją z dużą ilością mleka), ani na widok lodów. Pamiętam, że kiedy po poprzedniej kuracji paskami nabawiłam się tak intensywnej nadwrażliwości, że bolały mnie zęby tak po prostu, nie musząc nic pić czy jeść. Okropne to było, na szczęście po jakimś tygodniu przeszło. Ból jednak był bardzo uciążliwy. To na pewno ważne w tym przypadku, żeby wybielanie było przyjemnością, a nie katorgą. 
Zalety:
+ łatwa i szybka aplikacja
+ wygodne nakładki
+ efekty widoczne już po 5 dniach
+ brak nadwrażliwości
+ cena
Wady:
- nie zauważyłam
Cena:
na stronie iwhite cena zestawu wraz z pastą podtrzymującą wybielanie to 89zł, także na prawdę warto, w którejść z internetowych aptek widziałam, że same nakładki były w cenie 114zł, więc lepiej zamówić przez internet 
Myślę, że jeszcze kiedyś, kiedy ten efekt nie będzie już tak widoczny zdecyduję się na taki pakiet. 


Fallow me on F A C E B O O K

wtorek, 26 maja 2015

Wyniki wiosennego rozdania z górą kosmetyków! Sprawdźcie, kto został szczęśliwą zwyciężczynią!

14:31 15 Komentarze
Wprawdzie regulaminowo wyniki powinny pojawić się wczoraj, ale niestety nie było kiedy, więc wybaczcie ten mały poślizg! Na wstępie chciałabym bardzo podziękować za liczny udział i zachęcam Was do odwiedzania bloga, bo pewnie jeszcze nie raz będą pojawiać się u mnie różne rozdania czy konkursy. 
Dla przypomnienia, oto nagroda, o którą walczyłyście: 
A zwyciężczynią zostaje:
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
 Gratuluję! Mam nadzieję, że kosmetyki Ci posłużą i będzie Ci się miło ich używało!
Prześlij mi proszę swoje dane do wysyłki na adres: nata.w9@wp.pl

A teraz życzę wszystkim udanego dnia i oby każda z Was spędziła go miło ze swoją mamą! :) 

środa, 20 maja 2015

Makijaż na dziś - Herbaciana róża z butelkową zielenią. Idealne kolory dla rudowłosych. Jak zrobić taki makijaż krok po kroku?

09:05 59 Komentarze
Zieleń to idealny kolor dla rudzielców, podkreśla urocze piegi i ogniste tony włosów, szczególnie te odcienie butelkowej zieleni i szmaragdu podkreślają urodę rudowłosych.
 W 6 krokach przestawię, jak można zafundować sobie taki makijaż. 
1.Oczywiście powiekę zawsze pokrywam bazą, podbija ona kolory, utrwala makijaż oka i pozwala łatwiej manewrować cieniami. Na prawie całą powiekę nakładam matową zieleń, omijam wewnętrzny kącik, bo później tam znajdzie jaśniejszy kolor. Wszystko rozcieram. 
2. Na środek powieki dokładam nieco jaśniejszy odcień zieleni, który dodatkowo delikatnie opalizuje na złoto. Zewnętrzy kącik przyciemniam matową czernią i łączę kolory. 
3. Wewnętrzny kącik oka zaznaczam matową, intensywną bielą. Środek powieki muskam jasnym pyłkiem z wieloma złotymi drobinkami. 
4. Pod łuk brwiowy nakładam matowy cień w odcieniu skóry i wszystko rozcieram tworząc delikatną mgiełkę. 
5. Na dolną powiekę aplikuję zieleń w odcieniu oliwki z dużą ilością złotych drobinek. Rozcieram i wewnętrzny kącik przyciemniam czernią z drobinkami. Linie wodną pokrywam czarną kredką. 
6. Tuszuję rzęsy, przyklejam sztuczne i makijaż GOTOWY :) 


Brwi: kredka Catrice Eye Brow Stylist, zestaw do stylizacji brwi Catrice Eyebrow Set, korektor Grashka 
Oczy: baza Benefit Stay don't stray, zieleń z palety Sleek Curacao i Sparkle 2, biel z palety Mariza Selective, pyłek to MUG New Years Eve, paleta MUG Vegas Lights, oliwkowy to MUG Kryptonite, kredka Golden Rose Classics nr 201, tusz Benefit BADGal Lash, rzęsy Ardell Natural
Twarz: podkład Revlon ColorStay 150 Buff, puder Essence All About Matt, bronzer Catrice Sun Glow nr 30, rozświetlacz Benefit Watt's Up
Usta: konturówka Golden Rose Classics nr 322

poniedziałek, 18 maja 2015

Recenzja pudełka Shinybox Viosenna Metamorfoza. Czy przeszłam ową metamorfozę wraz z pudełkiem?

11:50 30 Komentarze
Odpowiedź brzmi....prawie. Jednak o tym jakie czynniki składają się na to, że nie była to metamorfoza życia w dalszej części. 
1. Dove - Purely Pampering
Odżywczy żel pod prysznic, który ja osobiście lubię za to, że jest taki kremowy i bardzo przyjemnie się rozprowadza na skórze. Zapachy też są ładne, jednak po kilu użyciach stają się zbyt...mleczne i tracą już swój urok, robią się nieco mdłe i nudne. Ja wolę nico intensywniejszą woń, ale samo stosowanie tego produktu jest w porządku. Czy nawilża? Jest jakieś tak uczucie miękkości skóry, jednak nie zastąpi to nam porządnego, nawilżającego balsamu. Nie skomentuje już tego, że to jednak nieodpowiednie miejsce na taki produkt, bo mówiłam to już milion razy, a nie chcę się powtarzać...z tego co widziałam, Dove ma być też w kolejnym pudełeczku, jako prezent czy też dodatek, ale jednak. Opinia ludzi widzę nie ma żadnego znaczenia. Znaczenie ma zapewne to, że Dove prowadzi teraz kampanię Narodove Piękno, także wyjaśnia to pojawianie się tak namiętnie ich produktów w sumie już wszędzie. 
Cena: ok. 12zł / 250ml
2. Glazel Visage - Cień sypki
Tę markę poznałam już dawno temu gdzieś w czeluściach internetu i nigdy przenigdy nie skusiło mnie zakupienie jakiegokolwiek produktu z ich oferty. Dopiero poprzez Shiny poznałam ich dosłownie i namacalnie. Nie żałuje, że sama nie kupiłam czegoś wcześniej. A nie zrobiłam tego dlatego, że te kosmetyki wydawały mi się takie napchane drobinkami, takie mocno rozświetlające, perłowe i jednocześnie tandetne i mama tu na myśli opakowanie. Jest OKROPNE. Cień oczywiście sam w sobie jest bardzo połyskujący. W sumie nie mam nic do takich cieni, na lato są fajne, ja jednak za takimi nie przepadam. Lubię błyskotki i to, jak cień ma drobinki, ale nie lubię, gdy cień ma tego aż tak dużo. Jednak to moje osobiste odczucia. Podejrzewam, że większości się przyda i spodoba :) 
Cena: ok. 15zł / szt.
3. Theo Mavee - Tonik do twarzy 
To produkt, który najbardziej mnie zaciekawił. Wygląda fajnie, bo mieni się jak Edward ze Zmierzchu w blasku słońca. Pachnie przepięknie, jakimiś perfumami, ale ciężko mi bliżej określić ten zapach. Konsystencja jest nieco żelowa, dlatego trzeba uważać nakładając go płatkiem na twarz, bo wszystko potrafi z niego zlecieć. Świetnie usuwa drobne zanieczyszczenia z twarzy. Ja zazwyczaj używam go rano, po nocy. Skóra faktycznie ładnie wygląda po jego użyciu, może tez przez tą ilość drobinek, niby niewidocznych tak mocno gołym okiem na skórze, ale jednak. Producent zapewnia, że zmniejsza pory. Ja niczego takiego nie zauważyłam. Poza tym sprawdza się dobrze, jednak jak na cenę prawie 50zł wymagałabym od niego więcej!
Cena: ok. 46zł / 200ml
4. Glazez Visage - Kamuflaż Perfect Skin
Jedno wielkie nieporozumienie! Na opakowaniu tego "cuda" nie ma żadnych numerków, ani oznaczeń, więc siłą dedukcji stwierdzam, że kolor ma być uniwersalny i nie ma żadnych innych odcieni. A kolor ten jest taką porażką, że brak mi słów. Za ciemny, za pomarańczowy. Kto to w ogóle stworzył?! Niby która polka ma naturalnie tak ciemną karnację, żeby go użyć? Jaki dopisek producenta: " nie powoduje efektu maski". HAHAHA. 
Cena: ok. 25zł / szt. 
5. Pharmacy Laboratories - Antyperspirant Roll-on
Pomijając to, że "dlaczego do cholery jest bloker w pudełku?" akurat w moim przypadku ucieszyłam się, że się znalazł. Ostatnio zauważyłam, że pocę się jak świnia. Nigdy tak nie miałam i starczał mi zwykły antyperspirant, ale coś mi się poprzestawiało i już muszę czegoś szukać dodatkowego, silniejszego. Z początku oczywiście zastosowałam się do instrukcji, posmarowałam pachy i stopy na noc, rano zmyłam wodą, tak jak należy i pod pachami dodatkowo jeszcze posmarowałam się sztyftem. Co zauważyłam? A no nic. I tak miałam mokro w stopach i pod pachami po głupim szybszym spacerze i tak. Nie było nieprzyjemnego zapachu, ale sam fakt, że miał blokować, a tego nie zrobił mnie wkurzył. Nie lubię jak mam mokro tam, gdzie nie trzeba, bo czuje dyskomfort. Następnym razem posmarowałam się tym na noc i z rana nie zmywałam produktu niczym. Było już lepiej. Wytrzymał długi czas, poddał się jednak wtedy, kiedy poćwiczyłam z Mel B, ale tutaj akurat mu się nie dziwię, ona daje niezły wycisk i idzie się spocić jak cholera. Jednak aby zmniejszyć potliwość muszę używać go tak jak zwykły antyperspirant i dodatkowo smarować się czymś, co jeszcze ewentualnie zabije nieprzyjemny zapach, a nie takiego efektu oczekiwałam i nie to zapewniał producent...
Cena: ok. 16zł / 60ml
6. Biolaven Organic - żel myjący do twarzy 
Uwielbiam takie żele, pianki i inne rzeczy myjące do twarzy. Ten może nie pieni się tak jak ja bym chciała, ale działa i to najważniejsze. Poza tym zapach ma śliczny! Coś mi przypomina, ale znowu nie powiem co, bo nie mogę załapać :( Akurat makijażu nim nie zmywałam, bo od tego są płyny do demakijażu i micele, a nie żele myjące. Jednak drobne zabrudzenia i ewentualne resztki zmywa. Bardzo dobrze mi się go używa, tylko mógłby się jednak mocniej pienić ;) 
Cena: ok. 16zł / 150 ml 
7. Prolavia - Deser wspomagający odchudzanie
Deser? Brr, spróbowałam go na następny dzień. Ta cała truskawka, to jeden wielki posmak chemii, ale działa. A może to te dwie szklanki wody, zadziałały? Ogólnie polega to na tym, że rozpuszcza się proszek w zimnej wodzie, robi się z tego taki gluto-kisiel, wcina się to i popija dwiema szklankami wody. Powinno się to jeść jakoś tak między posiłkami, żeby zmniejszyć apetyt, najlepiej 3 razy dziennie, ale saszetka była tylko jedna :( Owszem, dłużej wytrzymałam bez jedzenia, ale wychlałam 2 szklanki wody, to też swoje zrobiło ;) Ma to w sobie bakterie, te dobre i zawiera 2,5 kcl. Szczerze, chciałam się na to skusić i to zamówić, ale wolę ruszyć dupsko i poćwiczyć, zamiast rozleniwić się i działać w taki sposób. Bakterie też swoje zrobiły, ale nie będę opisywać co działo się na drugi dzień, domyślcie się same ;) Może jednak kiedyś wypróbuję i dam Wam znać, czy faktycznie działa ;) 
8. Vitalia - plan diety
Weszłam, kod wpisałam, wszystko sobie wypełniłam i wyszło mi, że wagę mam prawidłową w stosunku do wzrostu i tak dalej, jednak jeśli będę prowadzić nadal taki tryb życia jak dotychczas, to w ciągu dwóch lat osiągnę masę 75kg. To mnie przeraziło, więc zaczęłam ćwiczyć. Ostatecznie z diety nie skorzystałam, bo to tylko tydzień, a diety zazwyczaj to drogi biznes. Ułożyłam sobie plan żarcia sama i też jest okej. 

Ogólnie pudełko nie jest złe. Mam swoje dwa ulubione produkty. Dostałyśmy delikatną sugestię, że czas trochę schudnąć, bo do wakacji mało czasu, więc ja dupcię ruszyłam i ćwiczę. A Wy jakie macie odczucia w stosunku do tego pudełka? I ogólnie do diet i ćwiczeń, potrzebujecie tego, czy czujecie się dobrze ze swoim ciałkiem? 

wtorek, 12 maja 2015

O tym jak zrobiłam sobie brwi permanentne metodą piórkową. Za ile, gdzie i czy było warto? Efekty przed i po.

09:57 138 Komentarze
Zacznę od tego, co to w ogóle jest metoda piórkowa i na czym ona polega. Jest to trwały makijaż, który wykonuje się za pomocą tak zwanego "pióra", przy pomocy którego rysuję się brew praktycznie włosek po włosku. Taka metoda wygląda zdecydowanie naturalniej i bardziej świeżo niż w przypadku standardowej metody, która jest całkowitym wypełnieniem brwi i daje zdecydowanie nienaturalny efekt. Piórko pozwala na uzyskanie odpowiedniego koloru brwi i pożądanej głębi. 

O tym zabiegu myślałam już od dawna. Miałam już dość codziennego malowania brwi, który stał się niemal rytuałem. Chciałam na co dzień robić szybki makijaż bez konieczności rysowania prawie że od podstaw brwi. A poza tym chciałam się po prostu czuć sama dobrze ze sobą bez makijażu i nadal wyrażać emocje, pomimo niepomalowanych brwi. Zdecydowałam się na zabieg w gabinecie Dermoclub w Gryficach. Wcześniej oczywiście przejrzałam wiele ich zdjęć czy efekt mi się podoba i czy na pewno tego chcę...aż w końcu się zapisałam.
Koszt takiego zabiegu to 500zł w tym właśnie salonie. Ja zapisując się trafiłam na wiosenną promocję i zapłaciłam 450zł. Cena jednak takiego zabiegu już gdzieś tam w centrum Szczecina to 900zł - 1200zł. Także na prawdę sporo...
 Moje brwi naturalnie są nieciekawe, jasne, włoski rosną nierówno i w każdą stronę, w jaką tylko chcą. W dodatku gdzieniegdzie mam prześwity i wyglądam jak chora. Na prawdę w takich brwiach czułam się niekomfortowo i dziwnie. 
Pomalowane według mnie wtedy wyglądały o niebo lepiej. Niestety dopiero przeglądając zdjęcia zauważyłam, że one faktycznie są za grube i mogą wyglądać nieco karykaturalnie. Oczywiście od razu nigdy nie widzi się takich rzeczy. Dopiero jak ktoś zwróci uwagę, albo samemu jak dojdzie się po czasie i zobaczy się to "z boku". Nie mniej jednak na tamten okres byłam zadowolona z tego, że nauczyłam się je malować i cieniować przede wszystkim, co ogólnie i tak wyglądało w miarę naturalnie pod tym względem. Cała twarz nabierała wtedy wyrazu i o to mi właśnie chodziło. 

A tak prezentowały się brwi dzień po zabiegu. Świecą się tak, ponieważ trzeba było smarować je Alantanem, który ma za zadanie przyśpieszyć się gojenie ranek i działa przeciwbakteryjnie. 
Sam zabieg trwał ok. 30 minut. Nie licząc wcześniejszego posmarowania brwi maścią znieczulającą, gdzie siedziałam w tym ok. 20 minut. Czasem mam wrażenie, że ta maść wcale nie znieczula ;) Zabieg oczywiście bolał, w końcu trzeba było te igiełki wprowadzić na odpowiednim poziomie skóry, żeby barwik się dobrze umiejscowił, a poza tym te okolice są dość delikatne i dobrze ukrwione, takie rzeczy muszą boleć. Jednak to nie był ból nie do zniesienia, nie, nie. Spokojnie tam wysiedziałam te 30 minut. Oczywiście wcześniej osoba wykonująca zabieg uprzedziła mnie o tym, że te brwi nie będą wyglądały tak, jak ja je robiłam do tej pory. Że taki makijaż utrzymuje się ok. 2-3 lat maksymalnie, po czym w tym czasie barwik się wytrąca. I to nie tak, że znika on całkowicie, w niektórych miejscach może pozostać i po takim czasie warto zainwestować w odświeżenie brwi. Dla mnie to jednak nie problem, bo ja odnawiać ich nie będę i chodzi tu przede wszystkim o kwestię finansową i po prostu po tym czasie zacznę je malować ponownie. Pomimo wszystkich tych zastrzeżeń nie zrezygnowałam z zabiegu. Kiedy zobaczyłam brwi w lusterku byłam w szoku, niby mi się podobały, bo kształt jak i kolor było dobrze dobrane. Jednak one były cienkie! Oczywiście to takie pierwsze wrażenie, bo przyzwyczaiłam się do tych moich grubasów, a tu nagle bam, zmniejszyły się o połowę. Musiałam się do nich po prostu przekonać. I tak się też stało po paru dniach, jednak nadal spod tych wymalowanych wystawały mi moje włoski(co widać na zdjęciu), które jednak mogłyby nadal "wchodzić" w skład brwi i być nieco grubsze...Brwi bardzo szybko się goiły, już po 3 dniach zaczęły powoli odpadać strupki. 

I tak prezentują się brwi wygojone. Teraz stały się zdecydowanie bledsze, jaśniejsze. Przez co wydają się być jeszcze bardziej cieńsze, a kolor nie jest już tak brązowy i wydaje mi się, że wpada nieco w szarości. Oczywiście uzupełnienie brwi jeszcze przede mną i jak już po 26 maja, kiedy to nastąpi one się wygoją, mam nadzieję, że będą takie, jakie sobie "wymarzyłam". Poprawka wliczona jest już w koszty. Maść również dostałam. Wtedy zaktualizuje post. Jednak na dzień dzisiejszy nie jestem z nich zadowolona. To nie są "moje brwi". Nie są w moim stylu. Bez makijażu czuje się w nich dobrze, bo widać, że jakiś tam łuk jest, że te brewki mają kształt. że moja mimika twarzy tak nie cierpi i wiem, że jak zmarszczę brwi, to ktoś zobaczy, że jestem zła, bo wcześniej nie było to prawie zauważalne. W końcu brwi są całą ramą twarzy, dlatego mam takiego hopla na ich punkcie. Jednak przy makijażach, jakie wykonuje te brwi giną na całej twarzy...stają się niezauważalne i przyćmiewa je mocniejszy makeup. Także nadal muszę je malować. A właśnie tego w pewnym stopniu chciałam uniknąć. Liczyłam się z tym, że może będę robiła jakieś własne poprawki...ale ja maluje je znów od podstaw. 

Tak wyglądają teraz moje brwi po moim uzupełnieniu kredką i cieniem. Kształt jest nieco subtelniejszy niż ten, który malowałam sobie przed zabiegiem. I gdybym to właśnie taką grubość miała zrobioną i w takim kolorze, to byłabym w 7 niebie. Tak niestety muszę robić znowu to samo, z tym, że po prostu bez jakiegokolwiek makijażu czuję się dobrze z samą sobą. Jednak nie tego oczekiwałam po zabiegu. I na dzień dzisiejszy nie jestem w pełni zadowolona z tego, co widzę. Mam jednak nadzieję, że na poprawce to się zmieni. I to nie jest teraz tak, że ja odradzam decydowania się na taki makijaż. Jeśli macie na niego ochotę i chcecie w pewnym sensie spełnić swoje marzenie, czy zwyczajnie poczuć się lepiej, to śmiało, tylko zdecydujcie się na jakiś porządny salon, który ma dobre opinie i nie oszpeci Was. Jednak ja, gdybym teraz miała podjąć decyzje czy zrobić brwi czy nie, to bym ich nie zrobiła i po prostu malowałabym dalej po swojemu. Trzymajcie kciuki, żeby na poprawce było lepiej! :) 

A Wy miałyście taki zabieg? Zdecydowałybyście się na niego? Czy jesteście zadowolone ze swoich brwi? :) 


Fallow me on F A C E B O O K

czwartek, 7 maja 2015

Jak osiągnąć efekt sztucznych rzęs bez konieczności ich przedłużania czy doklejania? Wszystko możliwe z Revitalash Advanced - podejście drugie.

12:54 46 Komentarze
Dokładnie 3 lata temu pisałam recenzję tej odżywki, kiedy to pierwszy raz miałam z nią styczność, wchodziła ona jakieś dopiero w łaski klientek, które wtedy nie za bardzo wierzyły temu produktowi i zapewnieniom producenta. Recenzję możecie przeczytać tutaj. Był to najczęściej odwiedzany post w całej historii mojego bloga, który był widziany 26440 razy ;) Teraz, po tak długim czasie robię kolejne podejście. Także nie będę się tu zagłębiać w opinie, jaką ma producent na temat tej odżywki, tylko po prostu odeślę Was do poprzedniej recenzji, a tu skupię się znów na samych efektach.W ciągu tych trzech lat przetestowałam jeszcze dwie odżywki, Xlash oraz Quicmax. Po kliknięciu przerzuci Was do recenzji, także zapraszam.

Stosowałam ją 2 i pół miesiąca. Tyle mniej więcej potrzeba, by zobaczyć pełny efekt. Oczywiście już wcześniej widać, że rzęsy nam rosną, ale wszystkie te obietnice pięknych rzęs po 3 tygodniach stosowania są ściemą. Dlaczego? A no dlatego, że nasza naturalna rzęsa żyje ok. 100 dni. I musi ona wypaść, żeby mogła urosnąć nowa, długa i piękna. 

Moje rzęsy przed zastosowaniem były powichrowane - jednym słowem. Jedna była dłuższa, druga krótsza, gdzieś tam nie było w ogóle i w tym okresie nie malowałam rzęs absolutnie. Wymalowane wyglądały dziwnie i beznadziejnie, więc wolałam sobie tego oszczędzić. Stało się tak po kuracji z Xlashem, ale nie przerażajcie się, to normalne. Skończyła mi się odżywka, rzęsy nie dostawały "nawozu", więc naturalnie po iluś tam dniach wypadły. Z racji tego, że oczywiście nie wypadły wszystkie na raz, efekt był taki, jaki widzicie. Jest to normalne i występuje po każdej odżywce. 
Rzęsy po kuracji są mniej więcej równe, gdzieniegdzie można zauważyć, że jest ich "mniej" ale one w tym miejscu po prostu jeszcze porządnie nie urosły. Wydłużyły się i do samego nieba. Nawet niewytuszowane sięgają samych brwi. Zagęściły się i stały się nieco grubsze. 
To, jak wyglądają rzęsy po wytuszowaniu jest zależne od tego, jaki wybierzemy tusz. Niektóry może zrobić krzywdę i rzęsy posklejać, jeśli wybierzemy odpowiedni do naszych rzęs, zrobi z nich na prawdę teatralny efekt. Ja ze swoją maskarą się troszkę namęczyłam, bo jest już nieco wyschnięta. Jednak najlepiej sprawdzać się będą tu maskary silikonowe, które ładnie wydłużą i rozdzielą rzęsy pod warunkiem, że nie będzie ten tusz zbyt mokry. Ja na pewno jeszcze będę szukać tej idealne, nie za mokrej i nie za suchej maskary, jednak efekt i tak jest powalający. W pracy miałam wiele klientek, które wpierały mi pomimo moich wyjaśnień, że to nie moje rzęsy i koniec. Mam sztuczne i tyle, nie wierzyły mi zwyczajnie, że można uzyskać taki efekt odżywką. A jednak. 
Obecnie na rynku jest multum odżywek z różnych firm, które są zróżnicowane pod względem ceny, jak i działania. Ten produkt kosztuje 250zł za 2ml i starcza na 3 miesiące. Za 3,5 ml zapłacimy już 330zł i jest to kuracja półroczna. Gdzieś tam można trafić na promocję i dorwać ją taniej. Ja posiadam próbkę, która ma 1ml i również starczyła mi na pełną kurację. Jednak nie jest ona oficjalnie w sprzedaży.
Same musicie zdecydować, czy warto wydać takie pieniądze na odżywkę, skoro na rynku są tańsze odpowiedniki. Ja uważam, że warto odłożyć grosza i zdecydować się na kupno, bo efekty są godne pozazdroszczenia :) 

Piszcie w komentarzach, czy stosowałyście tego typu odżywki i czy jesteście zadowolone z efektów! :)

poniedziałek, 4 maja 2015

Makijaż na dziś - Plum on the lips

18:14 58 Komentarze


Brwi: kredka Catrice Eye Brow Stylist, korektor Grashka 
Oczy: baza Benefit Stay don't stray, paleta MUG Vegas Collection, cień MUG Drama Queen, MUG Razzleberry, kredka do oczu Max Factor Kohl Pencil, tusz Benefit They're Real!, rzęsy Ardell Natural
Twarz: podkład Revlon ColorStay 150 Buff, puder Essence All About Matt, bronzer Catrice Sun Glow nr 30, rozświetlacz Benefit Watt's Up
Usta: kredka Max Factor Kohl Pencil, pomadka Danimer nr 3

Jeśli macie ochotę na taki kolor ust, to zapraszam na BornPrettyStore 
Przy wpisaniu kodu: WABH10 otrzymacie rabat :) 


Follow Us @wdowapostalinie