poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Trądzikowi i problemom skórnym mówimy NIE! Recenzja kremu Murier, Acne Ars+

10:58 23 Komentarze
Nie wiem czy znacie czy też nie takiego producenta jak Murier, więc w wielkim skrócie go opiszę. Jest to francuska firma, która rozwija teraz swoje skrzydła na naszym rynku, zajmująca się kosmetykami zwierającymi komórki macierzyste roślin (Stem Cells). Oferują gamę produktów do każdego typu skóry. Posiadają nawet odżywkę do rzęs, której sama jestem ciekawa, ale widziałam ją już w postach, więc czekam na efekty u blogerek z naszego podwórka :) Jeśli chcecie się o nich czegoś więcej dowiedzieć, to zapraszam na ich stronę internetową murier.com

Ja do przetestowania wybrałam sobie krem, który ma zaradzić problematycznej skórze, czyli Acne Ars+. Większość moich niespodzianek wyłazi ze mnie przed okresem, a są to wstrętne parchy, które długo się goja. Poza tym wielkich zmian na skórze nie mam, raczej są to drobne zaczerwienienia, zaskórniki i błyszczenie się. 
Co oferuje producent?:
Krem Acne action Asr+ zawiera wyciąg z roślinnych komórek macierzystych i ekstrakt z zielonej herbaty. Unikalne połączenie dobrodziejstw natury i nowoczesnej medycyny wspomaga odbudowę skóry. Bogactwo aktywnych składników sprawia, że krem jest odpowiedni do pielęgnacji cery problematycznej, przede wszystkim tłustej i trądzikowej. Polifenole, taniny i kofeina zawarte w zielonej herbacie oraz witamina E walczą z wolnymi rodnikami i wspomagają ochronę przed zagrożeniami związanymi z aktywnym trybem życia. Stosując krem regularnie poprawimy wygląd oraz kondycję skóry.
Rezultaty:
Zmniejsza błyszczenie i przetłuszczanie skóry,
Normalizuje pracę gruczołów łojowych,
Zwęża i oczyszcza pory,
Redukuje istniejący trądzik, zapobiega powstawaniu nowych zmian.
Moja opinia:
Krem ma konsystencję idealną, ani nie jest jakiś rozrzedzony, ani całkiem zwarty i tępy. Kolor ma biały, a zapach jest bardzo subtelny, prawie niewyczuwalny. Kremik rozprowadza się bardzo dobrze na buzi, nie szczypie, ani nie podrażnia, wchłania się, ale nie do matu. Pozostawia delikatną tłustawą warstewkę. Dlatego też nie nadaje się on pod makijaż i stosuję go tylko wieczorem. Próbowałam na 3 różnych podkładach i niestety skracał ich "dobry" efekt na buzi. Testowałam go długo i w najlepszej porze, akurat wtedy, gdy miałam 3 bolące zmiany na twarzy, okropne. Po pierwszym razie po posmarowaniu rano moim oczom ukazało się coś niesamowitego! Zaczerwienienie dookoła zmiany prawie zniknęło, a bolący parch jakby się zmniejszył. Po trzech dniach nie było śladu po tym dziadostwie. Dalsze stosowanie myślałam, że przyniesie większe efekty i mam tu na myśli to zmniejszenie się błyszczenia, zwężenia porów. Niestety tego krem nie robi. Mam wręcz wrażenie, że świece się po nim bardziej niż przed jego stosowanie, po nocy moja buzia jest w takim nadmiarze sebum, że aż strach mi patrzeć w lustro. Pory też nie są zwężone, może nieco oczyszczone, ale to nie jest to, czego oczekiwałam. Owszem, zapobiega nawracaniu zmian, bo byłam już przed kolejnym okresem i nie wyskoczyło nic, dopiero po miałam jednego brzydala, ale zniknął po dwóch dniach, także na tym polu działa świetnie. Co dziwne, bo działa na duże zmiany trądzikowe, a z mniejszymi sobie nie radzi... Powiem tak, jeśli macie problem z trądzikiem i na prawdę Wasza cera potrzebuje pomocy, to polecam ten produkt bardzo! Jeśli jednak Wasza cera nie wygląda tak źle i macie tylko drobne zmiany, nie potrzebujecie go. Ja pod tym względem oceniam go bardzo dobrze, bo ogólny stan buzi mi się poprawił, koloryt nieco lepszy i syfki rzadziej się pojawiają. Szkoda tylko, że nie do końca pozbyłam się dzięki niemu zaskórników i świecenia :(
Zalety:
+ delikatny zapach
+ bardzo dobrze zwalcza zmiany trądzikowe 
+ zapobiega nawracaniu tego paskudztwa 
+ poprawia koloryt i ogólny stan cery 
Wady:
- nie radzi sobie z zaskórnikami ani ze świeceniem 
Cena:
ok. 119zł / 50ml

Miałyście kontakt z tymi produktami/chciałybyście coś przetestować? Piszcie w komentarzach! :) 



piątek, 24 kwietnia 2015

Czego pragnie Wdowa po Stalinie? Chciejlista na najbliższe miesiące.

16:09 57 Komentarze
Zapewne każda z Was ma kilka takich perełek, które bardzo chciałaby mieć. Ja też takie mam, niewiele, ale mam nadzieję, że do spełnienia przy najbliższych miesiącach. Już jedno z marzeń swoich spełniłam, więc nie ma go już na liście, ale powiem Wam co to było...a mianowicie permanentny makijaż brwi piórkiem! Jeśli chcecie zobaczyć efekt, to zapraszam na Fanpage'a. Osobny post na pewno tez o nich będzie, ale to po wygojeniu :) A tak prezentuje się moja wishlista:
 1. Obudowa HardCase na telefon. Ja lubię takie kolorowe pierdoły na telefon, które też mają dodatkowe zastosowanie, w tym przypadku jest to dodatkowa ochrona. Obecnie na swoim samsungu mam print z kocimi łapkami :) Używam tej obudowy już od 5 miesięcy i widnieją na niej tylko drobne ryski, które nawet się nie rzucają w oczy. Zawsze to dodatkowo chroni telefon, który już mi parę raz wypadł, bo mam dziurawe ręce. Chcę sobie jeszcze jakąś dodatkową zamówić na zmianę, zapewne to będzie jakiś zwierzak, może wilka? Zobaczymy :) 
2. Narzuta waterfall z pinaki. Zazwyczaj nie lubię kupować rzeczy, które są bardzo "na topie" i wszyscy je noszą. Nigdy nie lubiłam nosić tego samego co nosi co druga laska. A tak się teraz dzieje w przypadku takich narzutek, jednak ta z pianki neoprenowej wyjątkowo bardzo mi się podoba! Muszę ją w końcu mieć! 
3. Perfumy Thierry Mugler Alien. Są piękne! jak Angele, które uwielbiam i mogłabym się nimi psikać codziennie. Teraz jednak pora na potwora. Szkoda, że są takie drogie, bo pewnie już dawno kupiłabym je bez najmniejszego zastanowienia. 
4. Pędzle Zoeva. I to jest moje marzenie największe! Nie dość, że pięknie wyglądają, są takie eleganckie, urocze, dziewczęce...to jeszcze są na prawdę dobrymi jakościowo pędzlami. Najchętniej chciałabym jeszcze te do twarzy, ale ich koszt nie jest mały. Pewnie i tak nie prędko sobie na nie pozwolę, ale co tam, nie pije, nie pale, coś od życia też chcę :D W końcu osoba która zajmuje się makijażem powinna mieć porządny sprzęt, a co ;) 
5. Matujący puder Vichy Dermabled. Nigdy go nie używałam, ale czytałam o nim wiele dobrego. Na mojej tłustej, świecącej cerze mało który podkład wytrzymałby solo, może nawet pokuszę się o stwierdzenie, że żaden! Dlatego muszę liczyć na puder, który go utrwali, a jest niewiele porządnych. Ten podobno taki jest, więc chciałabym go wypróbować i też się nim zachwycić. 
6. Legginsy/spodnie funkcyjne Nike. Ostatnio ruszyłam tyłek i zaczęłam co nieco ćwiczyć. Tak dla samej siebie, dla zdrowia, dla poprawienia kondycji no i żeby zrzucić te parę kilo na lato. Przydałoby się jednak ćwiczyć w czymś wygodnym no i wymarzyły mi się te spodnio-legginsy. Mogły by być nawet z Lidla, ale paskudy robią tylko 3/4 albo krótkie, a ja takich nie chcę. Czemu nie zrobicie do cholery normalnych spodni?! Eh. 

A Wy macie jakieś wymarzone rzeczy, które tak bardzo pragniecie mieć? Piszcie w komentarzach! :) 

środa, 22 kwietnia 2015

A w tym miesiącu wiosenną metamorfozę funduje Shinybox - kwietniowe pudełko.

18:11 12 Komentarze

Jak pewnie większość z Was, która podczytuje blogi bądź sama subskrybuje Shinyboxa wie, że ostatnie miesiące nie były dla nich zbyt udane. Ja oczekiwałam, że pudełeczko w tym miesiącu wynagrodzi ostatnie niepowodzenia. Czy tak uważam? Nie do końca, pudełeczko jest o wiele lepsze, niż poprzednie, ale kilka rzeczy jednak nie do końca trafiło w mój typ urody, ale o tym napiszę w dalszej części.
 1. Dove - odżywczy żel pod prysznic Purely Pampering
 Już ostatnio wypowiadałam się na temat żeli pod prysznic czy mydełek, przydatne, ale nie do końca odpowiednie jak na taki box, więc nie ma sensu tego non stop komentować. Żel ten już posiadam, w innej wersji zapachowej i bardzo lubię, ten kokos też pięknie pachnie, ale ja uwielbiam z zasady wszystko, co kokosowe ;) 
2. Glazel Visage - cień sypki
Mam jakieś dziwne uprzedzenia do tej firmy. Niby taka "profesjonalna", a z drugiej strony większość ich cieni, a nawet ich opakowania kojarzą mi się z taką bazarkową jakością. Ten cień tylko to potwierdza, jest tak perłowy, tak mocno błyszczący, że nie ośmieliła bym się go użyć na wiejską potupaję w remizie. Serio. Sam kolor też niezbyt ładny, ani intensywny, przemawia i dominuje tu tylko błysk, a ja za taką nachalnością nie przepadam. Może w innych boxach trafiały się ładniejsze kolory.
 3. Theo Marvee - Caviariste Perlique, tonik do twarzy 
I to była pierwsza rzecz z pudełka, na którą zwróciłam uwagę. Nigdy wcześniej nie widziałam takiego pięknego błysku w butelce, ani nie słyszałam o tej firmie i z początku w życiu bym nie powiedziała, że to tonik do twarzy. Byłam  przekonana, że to jakiś balsam do ciała, albo szampon, a tu taka niespodzianka. Opis jest ciekawy, bo mówi o tym, że tonik zawiera ekstrakty z perły i kawioru, a te drobinki pochodzą z macicy perłowej, także coś nowego i rzadko spotykanego. Tani też nie jest, bo wychodzi ok. 50zł za 200 ml, więc pokładam w nim duże nadzieje. 
4. Glazel Visage - kamuflaż Perfect Skin
Nie wiem jak z wyborem kolorystyki, ale mi się kolor trafił paskudny. Ciemny i za nic w świecie się nie wtapia ani nie udaje mojego naturalnego kolorytu.  W porównaniu z najjaśniejszym w opcji kamuflażem z Catrice, różni się od niego o jakieś 3-4 tony! A to niestety dla mnie za dużo. Niestety, ale kolejny kosmetyk, którego nie użyje :( Wydaje mi się, że dla żadnej "przeciętnej" polki o raczej jasnej bądź średniej karnacji się nie nada.
 5. Pharmacy Laboratories - Antyperspirant roll-on
Pomijając już fakt, że to kolejny produkt, który nie do końca powinien się znaleźć w pudełku, trafił się w dobrym momencie, bo miałam w planach kupienie czegoś podobnego, bo dokładnie jest to coś więcej niż zwykły dezodorant, a mianowicie bloker. Może nie oblewam się potem przy najbliższej okazji gdy tylko słonce zaświeci albo idę szybszym krokiem, ale stopy pocą mi się w ekspresowym tempie. Nie wiem czy to wina butów, choć kupiłam teraz nieco lżejsze i takie bardziej wiosenno-letnie, czy to wina skarpetek, albo po prostu moje ciało lubi się tam pocić, mniejsza, muszę stosować tam coś, co trochę ograniczy to pocenie. Najlepsze jest to, że stopy potrafię mieć zimne jak lód i mokre jak gnój. Taka moja uroda, więc trzeba z tym powalczyć. Fajnie, że się ten roll-on trafił pomimo wszystko. 
6. Biolaven Organic - żel do mycia twarzy
 Produkty te są tworzone przez Sylveco, a to dość fajna firma, więc ucieszyłam się na widok żelu do twarzy, bo i mój z Liści Manuka się skończył, a dla mnie mycie twarzy żelem osiągnął już status dziennego i wieczornego rytuału. Mam nadzieję, że dobrze mi się będzie go używało i Wam również!
7. Prolavia - deser wspomagający odchudzanie 
Szkoda, że tylko jedna saszetka, a nie 3, które są przeznaczone pierwotnie na zeżarcie w ciągu jednego dnia. Odchudzam się, jak zwykle z resztą, więc zainteresował mnie ten produkt. Dwutygodniowa kuracja kosztuje 69zł i pozwala na schudnięcie do 2 kg, czyli tyle, ile maksymalnie powinno się chudnąć przez dwa tygodnie. Tak na dobrą sprawę, to osiągniemy to samo wprowadzając sobie dietę i co nieco więcej się ruszać. Nie mnie jednak kusi mnie wypróbowanie tego i jak portfel pozwoli za jakiś czas, to może zamówię. 
8. Vitalia - Plan diety i program treningowy on-line na 7 dni
 7 dni to mało, ale zawsze coś! Z reguły takie diety tworzone przez dietetyka nie są tanie i nie na kieszeń każdego. Ja czekam na swój plan żywieniowy i zobaczymy, czy będzie mnie zwyczajnie na niego stać. Jeśli tak, to wprowadzę go i zobaczymy co z tego wyjdzie. Ćwiczenia robię od tygodnia, niewiele, ale liczę na jakiekolwiek efekty. 

A jakie są Wasze odczucia? Podoba Wam się kwietniowe pudełko? 




Follow Us @wdowapostalinie